PLK. Kitzinger zaskakuje kolczykiem-ćwiekiem

Iwo Kitzinger, który niedawno zadziwił sesją zdjęciową, w której występował jako model, w minionym tygodniu zaskoczył nie tylko kibiców, ale i sędziów. Rzucający Trefla Sopot w ćwierćfinale play-off zagrał z ćwiekiem pod dolną wargą.
Iwo Kitzinger, czyli polski Dennis Rodman

W pierwszych spotkaniach ćwierćfinału z PGE Turowem Zgorzelec Kitzinger grał z kolczykiem-ćwiekiem pod dolną wargą, dopiero w ostatnim zakleił go szerokim plastrem. - Akurat w ostatnim spotkaniu sędziowie uznali, że przy takiej walce lepiej kolczyk zabezpieczyć - mówi Kitzinger.

Przepisy mówią, że zawodnik nie może mieć na sobie rzeczy niebezpiecznych dla innych graczy lub samego siebie. - Generalnie wszystkie ozdoby - nawet jeśli nie są wiszące - powinny być zasłonięte, ale w koszykówce nie ma sędziego technicznego i jeśli zawodnik ma coś, co się nie błyszczy i nie rzuca w oczy, to sędzia nie interweniuje. Ja z dwóch-trzech metrów nie byłem w stanie jednoznacznie stwierdzić, co ma pod wargą Iwo - mówi jeden z arbitrów meczu nr 2.

W ćwierćfinale z Turowem Kitzinger wypadł przeciętnie - w czterech meczach grał średnio po 16,5 min, rzucał po 6,7 pkt i miał tyle samo asyst co strat.

W półfinale rywalem Trefla będzie Asseco Prokom Gdynia.