Jak Rosa Radom buduje koszykarską piramidę

Ma Puchar Polski, zaliczony sezon w Pucharze Europy FIBA, drużyny w ekstraklasie oraz ligach pierwszej, drugiej i trzeciej, a także grupy szkoleniowe w każdej kategorii młodzieżowej i dzieci bawiące się w ramach minikoszykówki. Niebawem ma grać w nowej hali. Czy Rosa Radom stanie się koszykarską siłą?
W niedzielę Rosa zdobyła swoje pierwsze trofeum w historii. Zespół, który w dwóch minionych sezonach zajmował czwarte miejsca, wywalczył Puchar Polski pokonując w finale zdecydowanie najlepszy w kraju Stelmet Zielona Góra 74:64. Wygląda na to, że prowadzeni przez trenera Wojciecha Kamińskiego radomianie mają patent na obrońców tytułu - w tym sezonie wygrali z nimi dwa z trzech meczów. Może powalczą o mistrzostwo w finale?

Koszykówkę wskazała analiza

- Gdy trzy lata temu przychodziłem do Radomia, to chyba nikt nie myślał, nawet ja, że tak szybko się uda zdobyć trofeum - mówi Kamiński. Pomylił się jak wszyscy, którzy nie wierzyli Romanowi Saczywce, właścicielowi firm budowlanych Rosabud. To on w 2004 roku wylał fundamenty pod poważny basket w Radomiu i rozpoczął budowę silnego ośrodka na koszykarskiej pustyni.

Po 12 latach od założenia klubu Rosa ma Puchar Polski, zaliczony sezon w Pucharze Europy FIBA, drużyny w ekstraklasie oraz w ligach pierwszej, drugiej i trzeciej, grupy szkoleniowe w każdej kategorii młodzieżowej, dzieci bawiące się w ramach minikoszykówki. Takiej struktury nie ma nikt w Polsce. Wcześniej, do momentu, gdy w koszykówkę zaangażował się Saczywko, Radom tylko wyjątkowo widywano na zapleczu najwyższej ligi - za sprawą Budowlanych pod koniec lat 70., a później AZS Politechniki.

Dlaczego rodzina Saczywko - ojciec Roman jest właścicielem klubu, syn Przemysław jest prezesem ekstraklasowej Rosa S.A. - zaangażowała się w koszykówkę? - Wraz z rozwojem firmy zdecydowaliśmy, że zgodnie z koncepcją społecznej odpowiedzialności biznesu część zysków trzeba oddać na sport - mówi Saczywko senior. - Wybór koszykówki był wynikiem długich przemyśleń, analizy wielu czynników. Powiem o dwóch - po pierwsze: koszykówka to najlepszy sport dla dzieci. Uczy myślenia, zespołowości, wszechstronnie rozwija ciało. A po drugie: jak na drugi najważniejszy sport na świecie, w Polsce potrzebne są na nią relatywnie mniejsze pieniądze niż w siatkówce czy piłce nożnej.

Miliony, także z miasta

Saczywkowie już na początku wymyślili sobie, że nie chcą budować jednej drużyny, tylko szkoleniową piramidę, której zwieńczeniem będzie odnoszący sukcesy zespół seniorów. - Pewne rzeczy wydarzają się wolniej, inne szybciej, ale idziemy według planu - mówi Przemysław Saczywko. "Wolniej" może oznaczać przegrane finały o awans do wyższych lig w drodze do ekstraklasy. "Szybciej" - korzystanie z zaproszeń i kupowanie dzikich kart od PLK i PZKosz. - Stawiamy krok za krokiem. Mamy w tym i cierpliwość, i determinację - tłumaczą budowniczy.

Mają też pieniądze. Ile już wydali na koszykówkę? - A sam nawet nie wiem... Ale pewnie bliżej dziesiątek milionów, a nie pojedyncze miliony - odpowiada Saczywko junior. - W 2004 roku zaczynaliśmy od przekazania 30 tys. na trzecioligową Piotrówkę Radom. Teraz, biorąc pod uwagę wszystkie organizacje, budżet projektu wynosi 5,3 mln zł rocznie - dodaje senior. W radomskiej piramidzie są Rosa S.A., czyli klub ekstraklasowy, stowarzyszenie KS Rosa Sport, które ma trzy drużyny ligowe i wszystkie młodzieżowe oraz Piotrówka, która zajmuje się szkoleniem wśród najmłodszych. Dodatkowo Rosa Sport ma umowę o współpracy z Uniwersytetem Technologiczno-Humanistyczym, co pozwala jej na korzystanie z nowego uczelnianego obiektu.

Do koszykarskiego projektu dokłada się miasto, które przeznacza milion złotych na stypendia dla koszykarzy i za darmo udostępnia obiekty - zarówno dla seniorów, jak i dla młodzieży. Na dodatek jesienią 2018 roku do użytku ma zostać oddana nowiutka hala w Radomiu na 5 tys. widzów. Przetarg rozstrzygnięto niedawno, jednym z wykonawców będzie Rosabud. - To będzie duży krok w rozwoju klubu, dzięki niemu będziemy mogli grać w najważniejszych europejskich rozgrywkach - mówi Roman Saczywko. O mistrzostwie Polski nie wspomina, ale myśleć musi.

Wizja, skuteczność, radość

Pytany o cele najpierw wskazuje jednak na szkolenie. - Chciałbym podwoić liczbę szkolnych ośrodków, w których dzieci trenują koszykówkę. W tej chwili mamy cztery, kolejne czekają. Dążymy do liczby 500 dzieciaków ze szkół podstawowych, które grają w kosza - zapowiada.

Wszystko ma być spójne z funkcjonowaniem pierwszego zespołu, w którym czterech z 10 kluczowych graczy to Polacy urodzeni w 1992 roku lub młodsi, a dwóch z nich to kandydaci do reprezentacji już w tym roku. - Jesteśmy świadomi, że za kilka lat będzie nam ciężko ich utrzymać, dlatego zależy nam na ciągłości szkolenia. Chcemy mieć z kogo wybierać, by uzupełniać skład - mówi Kamiński, trener z wieloletnim doświadczeniem, który pracował także w Starogardzie, Zgorzelcu i Warszawie. Z Polonią, ponad dekadę temu, zdobywał brązowe medale, teraz jest też asystentem w reprezentacji Polski.

Co mają Saczywkowie, czego nie mieli inni jego pracodawcy? - Wizję ma wiele osób z dużymi pieniędzmi, ale nie wszyscy potrafią ją realizować. Roman i Przemysław Saczywkowie potrafią, to ich przewaga - mówi Kamiński. - Radzą się mądrzejszych, potrafią słuchać, podpatrują innych, są cierpliwi. No i skuteczni - dodaje trener, który - co w polskiej lidze niespotykane - ma z klubem aż trzyletni kontrakt.

I tak, krok po kroku, Rosa stała się klubem, który ma wszystko, by przez lata grać w Polsce o najwyższe cele. - W 2008 roku wróciłem do Radomia wspólnie z Danielem Wallem - wspomina Piotr Kardaś, były rozgrywający, a obecnie drugi trener zespołu. - Wszyscy nam mówili, że jest plan rozwoju, że Roman Saczywko inwestuje w klub także po to, by w przyszłości zdobywać medale. Słyszałem to i się uśmiechałem: "Ta, jasne, wszyscy chcą medali". A tu proszę - jesteśmy w ekstraklasie, dwa razy graliśmy w półfinale, mamy Puchar Polski i plany rozwoju. I teraz uśmiecha się Roman Saczywko.