Puchar Polski koszykarzy. Zwycięski powrót Chamberlaina Oguchiego, czyli Anwil w półfinale

Chamberlain Oguchi zagrał po raz pierwszy w 2016 roku i od razu miał wejście smoka. Na początku czwartej kwarty Nigeryjczyk zdobył osiem punktów, które zbudowały przewagę Anwilu i pozwoliły wygrać ćwierćfinał z Polfarmeksem Kutno 75:66. W sobotnim półfinale Anwil zagra ze Stelmetem Zielona Góra.
Oguchi, MVP zeszłorocznych mistrzostw Afryki, miał świetny początek sezonu, ale potem opuścił wiele spotkań ze względu na kontuzje. Od kilku tygodni wiadomo, że jeśli znajdzie się chętny klub, to Anwil jest skłonny rozwiązać z Oguchim kontrakt za porozumieniem stron. W piątek Nigeryjczyk rozegrał pierwsze spotkanie od 27 grudnia. I wypadł bardzo dobrze.

Po trzech kwartach Oguchi miał pięć punktów, ale w ostatniej zdobył aż 12. Trafiał z różnych pozycji i powiększył przewagę Anwilu tak, że w końcówce włocławianie mogli już spokojnie kontrolować grę, a na boisko nie musiał wracać ich lider David Jelinek. Czech zaczął spotkanie od szybkich 10 punktów, ale w drugiej połowie w ogóle nie wszedł na boisko. Bardzo dobrze grający Robert Skibniewski (17 punktów, pięć asyst), sporą część czwartej kwarty też mógł przesiedzieć na ławce.

Trener Anwilu Igor Milicić oszczędnie chwalił Oguchiego. - To nie on zrobił przewagę w czwartej kwarcie, zrobili ją ci, którzy uwalniali go, by wychodził na dobre pozycje. On jest niesamowitym egzekutorem, a my wiemy, na co go stać. W tym meczu wykorzystaliśmy go na tyle, na ile było potrzeba - mówił Milicić.

Polfarmex walczył ostro przez trzy kwarty. Koszykarze z Kutna dobrze rywalizowali o zbiórki, szczególnie na atakowanej tablicy. Efektownie pod obręczą grali Amerykanie Michael Fraser i Kevin Johnson, swoje punkty dorzucali Jarosław Zyskowski, Michał Gabiński i Bartłomiej Wołoszyn. Ale w kluczowym momencie, gdy rozstrzelał się Oguchi, trójka Amerykanów siedziała na ławce, Polfarmex nie miał siły rażenia.

W ostatnich minutach zespół z Kutna agresywnym pressingiem na całym boisku wyrwał kilka piłek i zmniejszył straty, ale nie na tyle, by zagrozić Anwilowi. - Przede wszystkim chcieliśmy w tym meczu równo podzielić minuty między wszystkich graczy, co nie oznacza, że nie chcieliśmy wygrać. W pierwszej połowie mieliśmy rytm, w drugiej połowie nie dałem chłopakom w niego wejść, bo robiliśmy dużo zmian - przyznał trener Polfarmeksu Jarosław Krysiewicz.

W sobotnim półfinale Anwil zagra ze Stelmetem. - To drużyna z innej ligi, na europejskim poziomie - powiedział Milicić. - Stelmet gra rewelacyjnie w obronie, ma szeroki skład. Żeby wygrać, musimy być dużo bardziej skupieni, nie popełniać tylu strat, co dzisiaj, kontrolować deskę. Zagrać najlepszy mecz w sezonie - dodał trener Anwilu.