Damian Kulig zadziwia Euroligę. Kolejny świetny gracz pod polskim koszem

Marcin Gortat, Maciej Lampe... Damian Kulig? Tak, 27-letni podkoszowy PGE Turowa Zgorzelec zrobił takie postępy, że jednym tchem można go wymieniać w czołówce najlepszych polskich koszykarzy.
W czwartek Turów wygrał swój pierwszy w historii mecz w Eurolidze (89:78 w Lubinie z Bayernem Monachium), a Kulig był najlepszym strzelcem mistrzów Polski - rzucił 22 punkty. W sumie, w czterech spotkaniach (wcześniej bardzo silne Panathinaikos, Fenerbahce, Barcelona) zdobył 81. Średnia 20,2 daje mu miejsce w czołówce Euroligi. Znakomicie jak na debiutanta na tym poziomie.

Dla kibiców zaznajomionych z nazwiskami Gortata, Lampego, Łukasza Koszarka czy też blisko o dekadę młodszych Mateusza Ponitki i Przemysława Karnowskiego, Kulig może być postacią anonimową. Ale kibice koszykówki go znają, obserwują jego rozwój od wielu sezonów - od ostatnich lat Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Kozienicach po świetne występy w mistrzowskim Turowie.

Jak gra Kulig? Jak nowoczesny podkoszowy, który powalczy pod obręczą, rozegra akcję tyłem do kosza, trafiając po obrocie, minie przeciwnika z obwodu i wejdzie pod kosz, celnie rzuci za trzy punkty. I pokazuje to nie tylko w meczach z Jeziorem Tarnobrzeg czy Rosą Radom, ale także Panathinaikosem, Barceloną czy Bayernem.

Karierę Kuliga charakteryzuje niezbyt często spotykana w sporcie cierpliwość i regularny progres. Urodzony w Piotrkowie Trybunalskim zawodnik już po skończeniu liceum miał propozycje z ekstraklasy, ale po dwóch latach drugoligowej Piotrkovii wybrał pierwszoligowy Big Star Tychy. I grał tam przez dwa sezony - poznawał swoje możliwości, uczył się gry pod presją, nabierał pewności.

W ekstraklasie debiutował w Polpharmie, potem grał w PBG Basket Poznań - drużynach raczej przeciętnych, choć z Polpharmą zdobył brązowy medal. W obu zespołach był postacią ważną, wręcz kluczową - mógł grać, popełniać błędy, wyciągać wnioski, poprawiać się. Inaczej niż wielu rówieśników, którzy w młodym wieku wybierali większe pieniądze, ale często także rolę dalekich rezerwowych. Zamiast grać, siedzieli na ławce. Zamiast się rozwijać, tracili najlepsze lata.

Do walczącego o mistrzostwo Turowa Kulig przeszedł w marcu 2012 roku. W minionym sezonie wszedł na kolejny poziom - nie tylko walczył o tytuł, ale też zdobywał doświadczenie w lidze VTB. I, co ważne, schudł. W poprzednich latach Kulig miał tendencje do nabierania masy w przerwach letnich, teraz - w porównaniu z najcięższymi momentami - waży o 16 kg mniej.

Pewność siebie, dobrą technikę rzutu i odzyskaną dynamikę Kulig zaprezentował też w reprezentacji, w której na pierwszych konsultacjach był już jako nastolatek, w 2006 roku u Andreja Urlepa. Teraz, w lecie, był jej ostoją - w ważnych, zwycięskich meczach z Niemcami i Austrią rzucił odpowiednio 16 i 22 punkty.

Co może osiągnąć Kulig? Kontrakt z Turowem jest ważny do końca sezonu i po takich występach w Eurolidze transfer do mocniejszej ligi wydaje się pewny. Tym bardziej że we wrześniu reprezentację czeka EuroBasket, a kadrę bez Kuliga wyobrazić sobie trudno.

Porównywanie Kuliga z Gortatem, z Lampem nie ma sensu - to uznane marki w NBA czy w Europie, Kulig poza krajem zaczyna ją sobie wyrabiać. Ale jeśli utrzyma tempo, niebawem może być o nim głośno nie tylko w Polsce.