Polsko-czeski mecz gwiazd. Harlem shake, rzuty z połowy i podrzucanie Sebastiana Mili

Niezwykły koszykarski mecz gwiazd we wrocławskiej Hali Stulecia zakończył się wygraną reprezentacji Tauron Basket Ligi 109:104 z drużyną czeskiej Mattoni NBL. Gwiazdami byli też kibice i piłkarze Śląska.
Mecze gwiazd ligi koszykarzy organizowane są od 1994 roku, ale w ostatnich latach, przy utrzymaniu równego poziomu widowiska poza boiskiem, spotkania Północy z Południem niebezpiecznie, nawet jak na mecze pokazowe, odchyliły się w stronę beztroskiego biegania od kosza do kosza. To warszawskie, z marca 2009 roku, było karykaturą koszykówki w skrajnej postaci - zawodnicy wykonali aż 56 wsadów, popełnili ledwie jedno przewinienie.

Dlatego organizatorzy szukali pomysłu na zmianę formuły i go znaleźli - zaprosili do udziału reprezentację gwiazd zbliżonej poziomem do Tauron Basket Ligi czeskiej Mattoni NBL.

Rywalizację sąsiedzkich lig można było potraktować jako luźny wstęp do poważnej rozgrywki między Polakami i Czechami - rywalami w grupie na tegorocznych mistrzostwach Europy na Słowenii. W meczu gwiazd dodatkowym impulsem dla koszykarzy miały być nagrody - 6 tys. euro do podziału dla zwycięskiego zespołu.

Więcej fauli niż wsadów

Co bardziej podziałało na koszykarzy - nie wiadomo. Ale szybko okazało się, że łatwych punktów bez obrony w Hali Stulecia w niedzielę nie będzie. Trudno mówić o podwójnych zasłonach, walce o pozycję czy podkoszowych przepychankach od pierwszej minuty, ale utrzymywanie się na nogach przed graczem z piłką, okazjonalna pomoc koledze w obronie - to oglądaliśmy. Pierwszy wsad - z kontry, sam na sam z koszem - wykonał po trzech minutach Mateusz Ponitka.

W sumie takich akcji w meczu było 19, więcej niż w przeciętnym meczu ligowym, ale nie po zagraniach, w której obrona rywali rozstępowała się jak Morze Czerwone. Na ładne akcje trzeba było jednak trochę popracować. Z drugiej strony popełniono 24 faule.

Przez większość pierwszej połowy prowadziły gwiazdy TBL, do przerwy było 58:55. W trzeciej gospodarze powiększyli przewagę do 11 punktów (80:69), ale trójki znanego z gry w Polsce Michaela Deloacha pozwoliły czeskiej drużynie zmniejszyć straty. Po 30 minutach było tylko 86:84.

Z połowy shake

Kilka fajnych sytuacji miało miejsce poza meczem - po pierwszej kwarcie jeden z kibiców, Bartek, 16-latek z Żor, wygrał oficjalną piłkę Phoenix Suns z podpisami koszykarzy tej drużyny, którą przysłał Marcin Gortat. Co zrobił Bartek? Trafił z połowy, w pierwszej próbie, czym poderwał trybuny.

W połowie drugiej kwarty, na zakończenie przerwy na żądanie, gwiazdy TBL wykonały przy ławce rezerwowych harlem shake, czyli specjalny taniec, najnowszy hit internetu.

Deloach przed Zamojskim

Właściwy konkurs wsadów rozstrzygnęli między sobą Austin Dufault, Michael Deloach z ligi czeskiej i Przemysław Zamojski z TBL. Wygrał najniższy w tym gronie, mierzący ledwie 183 cm wzrostu Deloach. Bezdyskusyjnie, bo latał wysoko i ładował piłki do kosza w pierwszych próbach.

W eliminacjach pomysłowością popisywał się Aaron Cel z PGE Turowa Zgorzelec - najpierw chciał wsadzić po kopnięciu piłką w tablicę piłkarza Śląska Piotra Ćwielonga, ale ten miał kłopot z precyzją. Potem pół Polak, pół Francuz przeskoczył nad kręcącym go kamerzystą.

Zamojski w eliminacjach wsadzał z ładnymi ewolucjami i, co ważne, w pierwszych próbach. Ale w finale skrzydłowy Asseco Prokomu Gdynia nie zaliczył żadnej próby, choć próbował m.in. przekładać piłkę pod nogą.

Zamojski przed Chylińskim

Zamojski, co nieczęste, startował zresztą w obu konkursach - wsadów i trójek. 26-letni skrzydłowy liczył, że zostanie pierwszym graczem w historii, który zdobędzie trzy nagrody - dla MVP meczu, najlepszego wsadzającego oraz króla trójek. We wcześniejszych latach po dwa wyróżnienia udawało się zdobyć Adrianowi Małeckiemu (wsady i trójki w 1998 roku) oraz Andrzejowi Plucie (MVP i trójki w 2008).

Zamojski zaczął dobrze - przed meczem wygrał konkurs trójek, będąc jego zdecydowanie najlepszym uczestnikiem. W eliminacjach zebrał 21 punktów (na 30 możliwych), w finale dodał 18. Michał Chyliński z PGE Turowa Zgorzelec miał drugi wynik eliminacji (20), ale w starciu z Zamojskim zgromadził tylko 14 punktów.

Shooting Stars, czyli Sebastian Mila

Przed czwartą kwartą odbył się konkurs Shooting Stars - nowość w meczach gwiazd w Polsce. Cztery trzyosobowe drużyny, w których byli m.in. piłkarz Śląska Sebastian Mila, Maciej Zieliński, Adam Wójcik czy była czeska gwiazda Jiri Żidek, mieli za zadanie trafienie z kilku pozycji - w tym z połowy - w jak najkrótszym czasie. Drużynie Dolnego Śląska (prezes Turowa Waldemar Łuczak, była gwiazda Śląska Dariusz Zelig i Michał Chyliński) zajęło to ledwie 24 sekundy! Z połowy już w pierwszej próbie trafił Chyliński.

Humorystyczne akcenty były - Wójcik długo nie mógł trafić z półdystansu, nieco szybciej udało się to Mili, który pokazał dobrą technikę rzutu. Tak dobrą, że po konkursie jego koledzy ze Śląska podrzucali go na środku parkietu do góry.

Ale rewelacyjnych 23 sekund Dolnego Śląska nikt nie pobił.

Granie o wygraną

Na początku czwartej kwarty goście wyszli na prowadzenie 90:88, ale dla drużyny TBL odzyskał je - trójką, a jakże - Zamojski. Chwilę później to nowy mistrz trójek podwyższył kolejnym takim rzutem na 98:92.

Mecz rozgrywany był już na poważnie - była dobra obrona, pomoc przy zasłonach, walka o zbiórki, taktyczne faule. Półtorej minuty przed końcem gwiazdy TBL prowadziły tylko 102:101.

Ważną trójkę trafił jednak Ben McCauley, a goście zgubili piłkę w ataku. Po kolejnej akcji Amerykanina z Polpharmy i dobitce Yemiego Gardi-Nicholsona przewaga urosła do sześciu punktów i tej drużyna TBL już nie roztrwoniła.

MVP spotkania wybrano Hodge'a, który zdobył 22 punkty. 14 dla drużyny TBL dodał Filip Dylewicz, 13 McCauley, a 12 Zamojski. Dla drużyny Mattoni NBL 27 punktów rzucił Deloach. 12 punktów dla gości zdobył Polak Paweł Mróz grający w Czechach.