Cztery cegły o średniakach po pierwszej rundzie TBL

Zastal w dwóch wersjach, radosne, rozpędzone Rekiny z Tarnobrzega, Śląsk, który odbił się od dna, ciekawa Kotwica i nierówny AZS - Łukasz Cegliński ze Sport.pl podsumowuje pierwszą rundę Tauron Basket Ligi. Część druga: średniacy.
Do kompletu meczów w pierwszej rundzie brakuje dwóch spotkań - Zastalu Zielona Góra z Siarką Tarnobrzeg (niespodziewany hit) i AZS Politechniki Warszawskiej z AZS Koszalin (akademicka nuda). Ale w związku z tym, że te mecze rozegrane zostaną dopiero dzień po 30. rocznicy stanu wojennego, to stan obecny warto ocenić już teraz. Przyjmijmy, że po pierwszej rundzie tabela wygląda tak:

drużyna bilans procent małe punkty
1. Turów 10-2 83,3 982-770
2. Czarni 9-3 75,0 924-862
3. Trefl 8-4 66,7 1003-884
4. Anwil 8-4 66,7 976-927
5. Zastal 7-4 63,6 901-872

6. Siarka 6-5 54,5 918-916

7. Śląsk 6-6 50,0 925-912

8. Kotwica 6-6 50,0 933-931

9. AZS 5-6 45,5 900-895

10. PBG 3-9 25,0 859-977
11. Polpharma 3-9 25,0 898-1022
12. ŁKS 3-9 25,0 888-1049
13. Politechnika 2-9 18,2 815-905
Roboczo podzieliłem tabelę na trzy grupy: mocarzy (Turów, Czarni, Trefl, Anwil), średniaków (Zastal, Siarka, Śląsk, Kotwica, AZS) i słabeuszy (PBG, Polpharma, ŁKS, Politechnika). Odcinek drugi - średniacy:

ZASTAL ZIELONA GÓRA

CZTERY AKAPITY. Jeszcze tydzień temu Zastal nieoczekiwanie należał do grupy mocarzy, ale przyszła sobota 26 listopada, która - na co wiele wskazuje - jest początkiem i końca lokautu w NBA, i końca mocarstwowych zapędów Zastalu. Raz, że wstępne porozumienie w NBA sprawiło, że do USA musiał wylecieć gwiazdor drużyny i czołowy środkowy ligi Gani Lawal, dwa, że razem z nim zabrał się niedoszły nowy gracz Zastalu Jordan Williams, a trzy, że w dogrywce sobotniego meczu w Kołobrzegu obraził się trener Tomasz Jankowski. A jego zespół przegrał.

Przegrał też w środę, w meczu z Treflem. Zastal - już z Kirkiem Archibeque'em zamiast Lawala - pokazał, że wciąż jest groźny dla najlepszych, ale możliwości drużyny znacznie się skurczyły. Bilans z mocarzami w pierwszej rundzie Zastal ma dobry, 2-2, ale, powtarzam, to był ten Zastal z Lawalem.

Amerykanin sezon zaczął powoli, szybko okazało się, że nie ma takiej łatwości gry tyłem do kosza jak np. Corlsey Edwards z Anwilu, ale za to świetnie skacze, jest silny i zdeterminowany. Lawal został królem zbiórek, a z dobitek, rzutami wolnymi i wsadami po podaniach Waltera Hodge'a ciułał kolejne punkty, zaliczył siedem double-double z rzędu. Był ostoją, fundamentem Zastalu.

Fundamentem, ale nie dyrygentem. Tę rolę pełnił Hodge, który nadawał drużynie rytm, tempo i - jak było trzeba - zdobywał punkty. Moim zdaniem to jednak Hodge jest najbardziej wartościowym zawodnikiem Zastalu, a za nim i Lawalem w roli drugoplanowego lidera zmieniają się Polacy - Piotr Stelmach, Kamil Chanas, Jakub Dłoniak. Zastal lubi grać szybko, a osoba Jankowskiego, który niekonwencjonalnymi pomysłami sypie jak z rękawa, tylko dodaje mu kolorytu.

CO DALEJ? W Zielonej Górze liczą, że Lawal nie zostanie w USA na długo, że nie dostanie się do składu Phoenix Suns i będzie mógł wrócić do Zastalu. Jeśli jednak nie wróci, to siła rażenia Zastalu powinna przesunąć się mimo wszystko na obwód. Mimo wszystko, bo choć Archibeque w ŁKS miał statystyki na poziomie ligowej czołówki, to w dużo lepszej drużynie, w której Amerykanin będzie jednym z trybów, a nie gwiazdą, może się okazać, że Archibeque wcale nie jest takim dobrym środkowym, jak się wydawało.

Zastal w drugiej rundzie ma ciekawy terminarz - na wyjeździe gra m.in. w Sopocie i Zgorzelcu, ale drużyny bardzo szeroko pojętego środka podejmuje w hali CRS. Jeśli będzie zwyciężał, jeśli uniknie wpadek takich, jak ta z ŁKS u siebie, to ma sporą szansę na to, by zakończyć pierwszą fazę rozgrywek w górnej szóstce.

WZLOT I UPADEK. Po raz pierwszy naprawdę doceniliśmy Zastal 6 listopada, kiedy zespół Jankowskiego wygrał we Włocławku z Anwilem. A może nie? Może potraktowaliśmy to tylko jako sensacyjny wyskok i dopiero tydzień później, po zwycięstwie w Słupsku, zaczęliśmy Zastal cenić? Obie wygrane były imponujące. Wpadki? Jest wybór, bo i porażka 103:104 z ŁKS u siebie po dogrywce nie powinna się przydarzyć, i fatalne zakończenie meczu w Kołobrzegu było kompromitujące. Wybieram to drugie spotkanie, w którym Zastal roztrwonił siedem punktów w ostatniej minucie czwartej kwarty. A potem był słynny foch...

ULUBIONY GRACZ. Walter Hodge. Ekstraklasowy Zastal to dla mnie Hodge i kropka. Portorykańczyk znalazł się w Zielonej Górze na początku poprzedniego sezonu i jest stałym elementem zielonego krajobrazu. Gra efektownie, uwielbia biegać do kontry, ma mecze, w których zdobywa dużo punktów, ma takie, w których jest przede wszystkim rozgrywającym. Wygląda na mentalnego lidera drużyny.

SIARKA JEZIORO TARNOBRZEG

CZTERY AKAPITY. Państwo pozwolą, że napiszę sobie jeszcze raz: Siarka po pierwszej rundzie należy do ligowych średniaków. Siarka po pierwszej rundzie należy do ligowych średniaków... Ligowych średniaków.

Niby nic to nie znaczy, niby z szóstego miejsca szybko można spaść w okolice dziesiątego, ale jednak nie sposób nie zauważyć, że Siarka wygrała cztery mecze z rzędu, w który pokonała dwóch maruderów, ale i dwóch kandydatów do medalu. Nie sposób nie zauważyć, że Siarka gra prostą, ale bardzo efektowną i, szczególnie ostatnio, skuteczną koszykówkę.

Niziutki Josh Miller mija rywala i szuka kolegów, którzy z czystych pozycji trafiają. LeMarshall Corbett, Marek Piechowicz, Przemysław Karnowski, J.T. Tiller, Wojciech Barycz, Nicchaeus Doaks - dajcie im się rozpędzić, to zobaczycie, jak z grupy lekceważonych półproduktów zmienią się w kolejne wcielenie szczubiałowego Znicza Jarosław. Kolejne, ulepszone wcielenie. Trener Dariusz Szczubiał ma głowę na karku i z roku na rok pnie się do góry ze swoimi zespołami.

Przed sezonem wydawało się, że na Siarkę zwrócimy uwagę tylko ze względu na 18-letniego Karnowskiego, okazuje się jednak, że można w tej drużynie zauważyć coś jeszcze. Coś, co po 11 meczach pozwala tarnobrzeżanom postawić sobie cyferkę 6 przy nazwie klubu.

CO DALEJ? Radosne drużyny, które grają mało skomplikowaną koszykówkę, a na dodatek są tak młode, jak Siarka, zwykle mają pod górkę z każdym kolejnym meczem - z jednej strony poziom zgrania jest coraz wyższy, ale z drugiej bardziej doświadczeni rywale wiedzą, czego się spodziewać po zespole Szczubiała i łatwiej jest im się przygotować na szybkiego Millera i spółkę. Czy Siarkę stać na walkę o miejsce w górnej szóstce? Moim zdaniem nie, czar musi prysnąć, piękna seria się skończy. Ale play-off to co innego. W nim Siarkę widzę.

WZLOT I UPADEK. Dwie sekundy do końca, trzy punkty straty do Anwilu. Do wybijanej z autu piłki wybiera Miller, potem na zasłonę czeka Barycz, ale ręce wyciąga Karnowski. Podanie, rzut... Kosz! Trójka Karnowskiego daje Siarce dogrywkę, czyli szansę - chwilę później wykorzystaną - na pokonanie Anwilu. Ale to była końcówka, ale to był mecz! Upadek? Porażka z Kotwicą u siebie w meczu, w którym Siarka na 81 sekund przed końcem prowadziła 81:77.

ULUBIONY GRACZ: Josh Miller. Karnowski jest fajny i świetnie ogląda się jego postępy, ale to Miller napędza Siarkę, to on jest odpowiedzialny za show. Mierzy 170 cm wzrostu, ale z łatwością zdobywa punkty, świetnie podaje i ma mało strat. I opowiada fajne historie jak np. ta, że zanim dowiedział się, że słowo "jezioro" w nazwie sprawia, że Siarka nazywana jest żartobliwie Lakers, myślał, że jego zespół nazywa się "Rekiny". Cóż, wymówcie sobie Siarka po "amerykansku" i wszystko jasne.

ŚLĄSK WROCŁAW

CZTERY AKAPITY. Może wynika to ze wspomnień dotyczących koszykarskiego Wrocławia, może z apetytów dotyczących ekstraklasowej reaktywacji w tym mieście, ale śląskowa rzeczywistość okazuje się na razie rozczarowująca.

Oczywiście, Śląsk zgrabnie odbił się od dna, którego sięgnął po czterech porażkach w pierwszych meczach - rundę skończył bilansem 6-2 pokonując po drodze m.in. Trefla w Sopocie i wygrywając w sumie cztery mecze na wyjeździe.

Śląsk zrobił postęp, bo - jak większość drużyn stworzonych od zera - potrzebował czasu. Z meczu na mecz lepiej - indywidualnie i zespołowo - grali Aleksandar Mladenović, Robert Skibniewski, a także Qa'rraan Calhoun, Akselis Vairogs i Slavisa Bogavac, który znakomicie spisał się w ostatnim spotkaniu w Poznaniu. To ta szóstka decyduje o obliczu Śląska, pozostali koszykarze są - na razie? - tylko tłem.

Pisząc - pewnie trochę niesprawiedliwie - o tym, co w Śląsku rozczarowuje, mam na myśli także tych drugoplanowych graczy, bo słuchając zapowiedzi trenerów i prezesów klubu wydawało się, że tzw. młodzi Polacy będą ważnym - ważniejszym niż obecnie - elementem drużyny. Na razie tak nie jest, ale skoro są - zaczynają być wyniki - to czepianie się takich szczegółów łatwo obalić.

CO DALEJ? I tu zaczyna się optymizm, bo jest uzasadniona nadzieja na to, że w drugiej rundzie Śląsk będzie atakował czołówkę. Wrocławianie aż osiem spotkań rozegrają u siebie, a z wyjazdów do Zielonej Góry, Słupska, Warszawy i Koszalina też można przywieźć ze dwa zwycięstwa. O ile oczywiście zespół nie tylko utrzyma obecny poziom, ale pójdzie krok dalej.

WZLOT I UPADEK. Najjaśniejszym momentem śląskowej rundy było z pewnością zwycięstwo w Sopocie, w którym wrocławianie trafili aż 14 z 24 trójek! Dołek? No, to musi być porażka w Tarnobrzegu z nie tak silną wówczas Siarką. Szczególnie, że Śląsk przegrał jednym punktem i była to czwarta porażka z rzędu.

ULUBIONY GRACZ: Robert Skibniewski. Hm... Kolejny rozgrywający. Ale tu chyba nie ma wątpliwości, skoro Skibniewski jest jedynym Polakiem, który w Śląsku jest ważny, a na dodatek ma ciekawą historię występów we wrocławskim klubie. "Skiba" miał kilka świetnych spotkań - 13 punktów i 10 asyst w Sopocie, 13 i 11 z Czarnymi we Wrocławiu, 12 i dziewięć w Poznaniu... Robert Skibniewski = Śląsk Wrocław, kropka.

KOTWICA KOŁOBRZEG

CZTERY AKAPITY: Ciekawy zespół ta Kotwica - z sześciu przegranych spotkań o ledwie jednym można powiedzieć, że było wysokie (76:95 w Sopocie, choć goście długo trzymali się w grze). Turów? Dwoma. Anwil? Sześcioma. Czarni? 11. Śląsk? Pięcioma. Ale też Politechnika u siebie po dogrywce.

Najmłodszy trener w lidze Tomasz Mrożek (rocznik 1977) ma zespół, którego siła ciężkości jest na obwodzie - to Jessie Sapp i Oded Brandwein wyznaczają tempo gry i dają impuls do zrywu, do trójki Łukasza Wichniarza bywają decydujące. Podkoszowi - przede wszystkim Darrell Harris, ale także Tomasz Kęsicki i Marko Djurić - są istotni, ale to nie oni prowadzą zespół do zwycięstw.

Ma jednak Kotwica problemy - od twardszej defensywy odbija się jak od ściany (Czarni), w końcówkach, poza niesamowitym meczem z Zastalem, też radzi sobie raczej słabo.

Ogólnie jednak pierwsza runda zdecydowanie na plus, podobnie jak w przypadku Siarki. Derby z AZS wypadły na korzyść Kotwicy, choć - znów - tylko jednym punktem. Gdyby nie wpadka z Politechniką, można byłoby powiedzieć, że kołobrzeżanie wypunktowali tych, których musieli.

CO DALEJ? Z piątki średniaków Kotwica wygląda mi na zespół najsłabszy. Mankamenty w obronie, momentami słabo zorganizowany atak - Sapp i Brandwein potrafią zespół pociągnąć, ale do szóstki nie wciągną go nawet za uszy.

WZLOT I UPADEK. Odrobienie siedmiu punktów starty w pół minuty i piorunująca dogrywka sprawiły, że w hali Millenium podnosił się dach, kiedy Brandwein dziurawił kosza Zastalu. Niezależnie od dekoncentracji gości - Kotwica grała do końca, wierzyła i została nagrodzona. Upadek? Trzy minuty przed końcem meczu z Politechniką Kotwica prowadziła aż 80:71, a przegrała 87:97 po dogrywce...

ULUBIONY GRACZ: Oded Brandwein. Znów rozgrywający, ale znów nie mógł to być nikt inny. Nie po tym, co Izraelczyk z polskim paszportem zrobił z Zastalem. Mały, cichy, skromny gracz pokazał stalowe nerwy. Ale to nie był pierwszy mecz, w którym Brandwein imponował - szybkość, skuteczność i efektowne podania prezentował właściwie od początku rundy.

AZS KOSZALIN

CZTERY AKAPITY: Strasznie nierówny zespół - i w skali rundy, i w skali pojedynczego meczu. Kiedy wydawało się, że ekipa Tomasza Herkta się rozkręca, to po dwóch wygranych z rzędu przychodzi porażka u siebie z Zastalem. Kiedy AZS prowadzi różnicą 22 punktów w Słupsku, to ostatecznie przegrywa dwoma.

W Koszalinie po raz kolejny postawiono na weteranów, ale okazało się, że George Reese i Igor Milicić grają - na razie? - słabiej niż w poprzednich rozgrywkach, a ten, który zaskakuje pozytywnie, czyli Rafał Bigus, doznał kontuzji i w ostatnich meczach go zabrakło.

W pierwszym meczu aż 37 punktów rzucił J.J. Montgomery, który do tak wybitnej formy nie wrócił i zapewne już nie wróci. Najlepszym obecnie graczem AZS jest Stefhon Hannah, który do zespołu dołączył po kilku meczach. Po okresie aklimatyzacji Amerykanin tylko w meczu z Treflem spadł poniżej solidnego poziomu.

Drużyna z Koszalina najlepiej z całej ligi rzuca z dystansu (41 proc.), ma też najwięcej asyst (16,7 na mecz), jest zespołem wybitnie ofensywnym. Jak zacznie lepiej bronić, powinna walczyć z Zastalem i Śląskiem o piąte miejsce.

CO DALEJ? Ups, napisałem to już wyżej. Dodam tylko, że AZS nie ma czasu na eksperymenty, musi wygrywać tu i teraz. Końcówka drugiej rundy to spotkania z Anwilem, Treflem i Czarnymi - dla koszalinian dobrze byłoby, gdyby do tego czasu ich sytuacja była w miarę jasna. Choć będzie szalenie trudno.

WZLOT I UPADEK. Wydawało się, że wzlotem będzie pierwszy mecz, bo AZS rozgromił Polpharmę 87:68 tuż po tym, jak ta ograła Prokom w meczu o Superpuchar. I wiecie co? Może już tak zostawmy? ŁKS został rozgromiony, ale to tylko ŁKS. Wygrana ze Śląskiem przyszła w momencie, kiedy wrocławianie byli na dnie. Z Siarką i PBG udało się ledwo, ledwo. Niech będzie więc wzlotem wygrana z Polpharmą. Upadkiem musi zaś być roztrwonione, 22-punktowe prowadzenie w Słupsku - taka przewaga, taki rywal, takie spotkanie...

ULUBIONY GRACZ: J.J. Montgomery. Kurczę blade, trudno było mi wybrać swojego ulubieńca w AZS. Szukałem i kombinowałem długo. Wymyśliłem w końcu Montgomery'ego - barwnego gracza z fajną fryzurą, króla "śmieciowych" punktów, który w ostatniej kolejce ni stąd, ni zowąd, miał 3/6 za trzy w Słupsku. Miał też jednak Montgomery mecze, kiedy trafiał 13 z 16 (Polpharma) lub 12 z 13 rzutów z gry (ŁKS). I nie wiadomo tylko, czy to dzięki niemu AZS gromił, czy Montgomery tak rzucał, bo rywal był tak słaby.