Kłopoty mistrza Polski Asseco Prokomu Gdynia. W Europie słabi. A w Polsce?

Choć najbiedniejszy od lat Prokom przegrywa w Europie mecz za meczem, i tak ciężko sobie wyobrazić, by po ośmiu latach stracił mistrzostwo w słabej lidze polskiej.
Koszykarze Asseco Prokom Gdynia ponieśli w czwartek w Stambule szóstą porażkę w Eurolidze. Jako jedyni nie wygrali jeszcze meczu. Tak fatalnie mistrz Polski rozgrywek jeszcze nie zaczynał, ale trudno się dziwić. Jeszcze nigdy Prokom nie był tak słaby i tak biedny.

Kiedy w sierpniu kluby w Europie kończyły budowę składów i planowały pierwsze sparingi, w Prokomie nie wiedzieli nawet, kiedy i za ile zaczną kompletować zespół. Właściciel Ryszard Krauze i tytularny sponsor firma Asseco zwlekali z zadeklarowaniem wysokości budżetu. Sygnalizując, że pieniędzy będzie mało. Nieoficjalnie mówiło się, że zabraknie ich klubowi z Gdyni na start w Eurolidze.

W końcu budżet ustalono i według naszych informacji ma on wynieść 12 mln zł. A bywały sezony, gdy dochodził do 30 mln. Krauze podkreśla, że tak trudno nie było jeszcze nigdy, ale mimo to liczy, że zespół obroni mistrzostwo Polski i ambitnie powalczy w Eurolidze oraz lidze VTB.

Gra Prokomu w VTB, w której występują głównie najsilniejsze drużyny ze Wschodu, budzi zresztą kontrowersje. Z powodu gry w Eurolidze i VTB mistrz Polski został bowiem zwolniony - przez władze PLK - z gry w pierwszej części sezonu ligi polskiej, czym oburzone są pozostałe kluby oraz kibice. W komercyjnej lidze VTB opłaca się jednak grać, bo poza rywalizacją z silnymi CSKA Moskwa czy Lietuvosem Rytas Wilno kluby dostają pieniądze, które są zależne od ich wyników i miejsca na koniec sezonu.

- To oczywiste, że zależy nam na grze w lidze polskiej, ale występów w VTB wymagał sponsor Asseco, który patrzy na te rozgrywki także z biznesowego punktu widzenia. Chce się pokazać w Europie - tłumaczy Krauze. Do rozgrywek Tauron Basket Ligi Prokom dołączy dopiero w lutym. W Eurolidze przegrał wszystkie sześć spotkań, a w VTB - trzy z pięciu.

- Sytuacja i gra gdynian wyglądają słabo - ocenia Andrzej Pluta, jeden z najlepszych polskich koszykarzy w historii, były gracz Prokomu. - Młody zespół walczy ambitnie, ale to za mało. Zwłaszcza kiedy patrzę na składy rywali, którzy na każdej pozycji mają topowego gracza, a często dwóch. Dlatego obawiam się, że w Eurolidze mistrz Polski już do końca może nie wygrać spotkania.

Nie pomogło NBA

Mimo okrojonego budżetu zapowiadało się nieźle. Do Gdyni przyjechali gracze z NBA - zawodnik z pierwszej piątki Cleveland Cavaliers Alonzo Gee, były mistrz NBA Devin Brown i wschodząca gwiazda, wybrany w tym roku w drafcie Donatas Motiejunas. W składzie znaleźli się nieobliczalni rozgrywający - Jerel Blassingame i Oliver Lafayette, a kadrę uzupełniali Polacy, którzy zbierali już doświadczenia w Eurolidze - Adam Hrycaniuk, Piotr Szczotka, Adam Łapeta czy świetny w sparingach Przemysław Zamojski. Brutalna weryfikacja możliwości zespołu przyszła jednak szybko.

Mistrz Polski przegrał w Europie już dziewięć meczów, a może być jeszcze gorzej, bo zespół jest w rozsypce. Po zwolnieniu słabego Browna i zaskakującej ucieczce Gee drużynę trzeba budować od nowa. Trener Tomas Pacesas od początku sezonu mówi o potrzebie wzmocnień pod koszem. Do tego doszły wyrwy po Amerykanach.

- Potrzebujemy graczy na trzech pozycjach - rzucającego obrońcy, niskiego skrzydłowego i podkoszowego. Na rynku nie brak dobrych, wolnych koszykarzy. Cały czas czekam jednak na sygnał od szefów klubu, czy, kiedy i za ile możemy wzmocnić skład - mówi Pacesas.

Sygnał może jednak nie nadejść. Po ucieczce Gee w klubie zastanawiają się, czy skoro sezon w Eurolidze i w lidze VTB jest już przegrany, nie szukać posiłków i wydawać pieniędze dopiero w lutym, kiedy Prokom zacznie grę w lidze polskiej.

- Prawda jest taka, że z powodu skromnych finansów pole manewru mamy niewielkie i być może z ruchami kadrowymi poczekamy do nowego roku. Ale zespół musi być wzmocniony, bo inaczej nie będzie łatwo także w lidze polskiej - zauważa prezes klubu Przemysław Sęczkowski.

Tymczasem Krauze stwierdza: - Potrzebujemy jeszcze kilku dni na podjęcie decyzji. Jeśli wzmocnimy zespół, to na pewno tylko jednym graczem, który mógłby zagrać jako niski lub silny skrzydłowy. W tym sezonie musimy oglądać każdą złotówkę, śledzić rynek walut. Nie jest tak, że pieniądze, które zarabiali Brown czy Gee, możemy teraz zapewnić koszykarzom, którzy przyjadą na ich miejsce - mówi Krauze.

Właściciel Prokomu nie tłumaczy, dlaczego tak jest, ale ustaliliśmy, że dość nieoczekiwane uwolnienie się od pensji Amerykanów (w sumie zarabiali ok. 40 tys. dol. miesięcznie) jest dla klubu z Gdyni zbawieniem. Pozwoli ono bowiem zamknąć budżet, który dotychczas był jedynie planowany na 12 mln zł. Realnie takich pieniędzy w klubie nie ma, a budżet jest budowany niemal z miesiąca na miesiąc.

Teraz Polska... gra

Właściciel Prokomu podkreśla też, że podoba mu się obecny styl zespołu, kiedy ważne role zaczęli odgrywać polscy gracze, np. Łapeta czy Zamojski. Ich gra, a także postawa Łukasza Seweryna czy Przemysława Frasunkiewicza, jest największym zaskoczeniem. I wiele wskazuje na to, że zarówno w meczach Euroligi, ligi VTB, ale także w lidze polskiej, to właśnie oni i Hrycaniuk czy Szczotka będą decydować o sile mistrza Polski.

- Dla nich każdy mecz w Eurolidze czy VTB to wyzwanie, ale i świetna szkoła. Doświadczenia, które wyniosą z gry przeciwko europejskim potęgom, pomogą im potem odgrywać dominujące role w lidze polskiej - uważa Pacesas, który cały czas liczy jednak na wzmocnienie zespołu.

- To fajnie, że w Prokomie ważne rolę odgrywają Polacy, ale nie ukrywajmy - grają tylko dlatego, że nie ma pieniędzy na zagraniczne gwiazdy - komentuje Pluta.

Mimo że skład Prokomu jest najsłabszy od wielu lat i w Europie mistrz Polski już nic nie znaczy, nadal ciężko sobie wyobrazić, aby dał się zdetronizować w kraju. Drużyna, która toczy wyrównane boje z europejskimi gigantami pełnymi gwiazd - jak CSKA Moskwa, Galatasaray Stambuł, Montepaschi Siena czy Uniks Kazań - nie powinna się obawiać konfrontacji z liderami PLK - PGE Turowem Zgorzelec, Zastalem Zielona Góra, Treflem Sopot, Energą Czarni Słupsk czy Anwilem Włocławek. Zwłaszcza jeśli Prokom jeszcze się wzmocni.

Innego zdania jest jednak Pluta, który twierdzi, że w tym roku kluby PLK mają niepowtarzalną okazję zdetronizować zespół z Gdyni: - Kiedy Prokom wróci do ligi polskiej, będzie dreszczyk emocji. Kluby już od lat gonią bowiem zespół z Gdyni. Największą szansę ma Turów, który jest mocny, imponuje poukładaną grą. Prokom mogą też pokonać Anwil czy Trefl, które mają potencjał, choć brakuje im jeszcze stabilizacji formy.