Sport.pl

Łukasz Koszarek przed hitem TBL: Z Turowem da się wygrać

- Turów rzeczywiście gra w tej chwili najlepiej, ale decydujące będzie forma zespołów w lutym, gdy liga podzieli się na dwie grupy. Teraz nie jest to takie ważne - mówi rozgrywający Trefla Sopot przed sobotnim meczem z PGE Turowem Zgorzelec. Początek meczu o godz. 17.30, transmisja w TVP Sport.
Turów jako jedyny zespół Tauron Basket Ligi w tym sezonie jeszcze nie przegrał. W środę w starciu z jednym z pretendentów do tytułu, Anwilem Włocławek, zademonstrował swoją siłę i pokonał rywali różnicą 27 punktów (87:60). W sobotę zagra z Treflem, który za cel postawił sobie walkę o mistrzostwo, ale w tym sezonie potknął się już trzykrotnie.

Michał Owczarek: W środę Turów rozbił Anwil i nadal jest niepokonany. Czy da się z nimi wygrać?

Łukasz Koszarek: Z Anwilem wygrali trochę zbyt łatwo. Szybko osiągnęli przewagę i potem kontrolowali mecz. Są w świetnej formie, do tego mają obronę na wysokim poziomie, najlepszą w tej chwili w lidze. O kilka klas lepszych od innych. Ale da się z nimi wygrać, każdy zespół można pokonać.

Jakie są inne atuty Turowa?

- Dzięki dobrej obronie dużo grają z kontry i maja mnóstwo łatwych punktów. W meczu z Anwilem nie można tego było zauważyć, bo bardzo szybko wypracowali sobie bezpieczną przewagę.

Na kogo musicie szczególnie uważać?

- Turów zbudował bardzo wyrównaną drużynę, trener gra szeroką rotacją. Przygotowujemy się na cały zespół, bo to jest ich silna strona.

Turów to w tej chwili faworyt do mistrzostwa?

- Turów rzeczywiście gra w tej chwili najlepiej, ale decydujące będzie forma zespołów w lutym, gdy liga podzieli się na dwie grupy. O tytuł oprócz Turowa na pewno będzie jeszcze walczyć Anwil, Czarni, Trefl i Prokom, który skończy grać w Europie. To w lutym musi przyjść ta najlepsza forma, teraz nie jest to aż tak ważne.

Do tej pory z silnymi rywalami Trefl przegrywał. Jak zamierzacie pokonać Turów?

- Mamy doświadczonych zawodników. Jeśli chodzi o grę w ataku, to nie mamy kompleksów. Musimy lepiej pracować w obronie indywidualne i zespołowej, utrudniać rywalom wyjścia na otwarte pozycje i grę z kontry. Czekamy na sobotni mecz, bo to dla nas ważny sprawdzian. Im więcej meczów z silnymi drużynami, tym dla nas lepiej.

Zagracie jednak znów bez kontuzjowanego Filipa Dylewicza.

- Filip to niesłychanie ważny dla nas zawodnik i jego brak widać w ostatnich meczach. Ale już niedługo do nas dołączy.

Masz świetny początek sezonu. Jesteś piątym strzelcem i drugim podającym ligi, do tego masz rewelacyjną skuteczność z dystansu (61,5 proc.). Jesteś zaskoczony swoją formą?

- Nie nastawiałem się przed sezonem w ten sposób. Najważniejszy jest zespół i to, żeby w nim wszystko funkcjonowało jak najlepiej. Indywidualne osiągnięcia schodzą na dalszy plan. Mam dużo pozycji, staram się je wykorzystywać. Poza tym, gram dużo, a w naszej taktyce dużo gramy pick'n'rolli i przez to mam wiele okazji do zdobywania punktów.

Skończyły się już czasy rozgrywających, którzy nie rzucają. W Europie takich już praktycznie nie ma. Widać to zwłaszcza po młodych zawodnikach.

Jesteś liderem Trefla w tym sezonie. Dlaczego w przegranych meczach z Anwilem i Czarnymi w końcówkach byłeś niewidoczny i to nie ty wykonywałeś ostatnie akcje?

- Wynika to trochę z tego, że drużyna się dopiero poznaje. Czasami trzeba przeżyć takie końcówki, żeby to nas scementowało. Zwycięska mentalność przychodzi z czasem. Te przegrane mecze były też dla nas trochę pechowe. Po prostu tak wychodziło, że nie miałem piłki w ostatnich akcjach. W meczu z Czarnymi uciekaliśmy przed pressingiem, by ukraść jak najwięcej sekund i z tego wyniknęły błędy.