TBL Defensywnie: Drobne potknięcia i głośne WKS

Malutka koszulka z numerem Macieja Zielińskiego, nieco potknięć organizacyjnych, ale na trybunach głośne i gromkie WKS! Po trzech latach publiczność we Wrocławiu ciągle pamięta czym jest koszykówka.
Po trzech latach nieobecności w najwyższej klasie rozgrywkowej, do gry oficjalnie powrócił Śląsk Wrocław. Odbudowywany przez Przemysława Koelnera zespół zadebiutował w Tauron Basket Lidze w meczu przeciwko Zastalowi Zielona Góra. Pierwszy od 1096 dni mecz Śląska w ekstraklasie oglądał komplet publiczności.

- Najważniejsze, że wróciliśmy! Cieszę się, bo dopisali kibice, nie jestem zadowolony z wyniku, bo przegraliśmy, ale atmosfera na trybunach była świetna. Niektórzy nasi zawodnicy nigdy nie grali w takich warunkach - chwalił wrocławskich fanów po meczu Śląska z Zastalem, trener gospodarzy Miodrag Rajković.

Pod wrażeniem tego co działo się na trybunach hali Orbita był także doskonale znany we Wrocławiu Robert Skibniewski. - Dziękuję wszystkim, którzy przyszli na mecz i nam pomagali. Nie spodziewałem się aż takiej frekwencji, bo przecież graliśmy mecz w środę wieczorem, a ludzie w czwartek rano idą do pracy. Po raz kolejny okazało się, że wrocławska publiczność to prawdziwy szósty zawodnik - mówił rozgrywający Śląska.

Nic dziwnego, że zarówno Rajković jak i Skibniewski chwalą kibiców, bo ci spisali się bardzo dobrze. Już w pierwszej akcji meczu, kiedy do piłki doszli gracze Śląska, fani niezwykle głośno i równo krzyknęli WKS. Ten sam okrzyk z ich ust było słychać jeszcze kilkukrotnie. Najgłośniej było właśnie na początku spotkania, ale i w akcji, w której potężnym wsadem popisał się Aleksandar Mladenović, czy też w momencie kiedy to Śląsk odrabiał kilka punktów straty do Zastalu.

Nie obyło się jednak bez drobnych potknięć organizacyjnych i marketingowych, które klubowi i jego władzom kibice wypominali już w hali, a później na forach internetowych.

Przede wszystkim na trybunach nie było widać barw klubowych Śląska, które tak widoczne były na wszystkich meczach wrocławskiej drużyny, tuż przed jej bankructwem. Tylko nieliczni kibice byli w środę ubrani w stare koszulki Śląska np. z nazwiskiem Raymondsa Miglinieksa, czy też posiadali szaliki lub inne koszulki z logo legendarnego zespołu.

Sporo narzekań dotyczyło również braku efektownej prezentacji nowego, niezbyt kojarzonego i praktycznie nieznanego dotychczas zespołu. Oprócz kilku nazwisk, większość zawodników była bowiem dla kibiców anonimowa. Przyczyną tego stanu rzeczy są regulaminy ustalone przez ligę.

- Śląsk Wrocław nie wystosował do PLK oficjalnego pisma, w którym zaznaczyłby że chce innej prezentacji, niż ta standardowa ustalona w regulaminach ligi - wyjaśnia Adam Romański, dyrektor do spraw sportowych i PR Polskiej Ligi Koszykówki.

Standardowa prezentacja trwa około trzech minut pomiędzy 3, a 6 minutą rozgrzewki. Śląsk padł ofiarą przepisu, który w regulamin został wpisany na prośbę klubów, które wcześniej wiele razy były zaskakiwane zbyt długimi występami zespołów tanecznych czy filmami promocyjnymi.

Najwięcej pytań i kontrowersji dostarczyło jednak powieszenie pod kopułą hali koszulki z numerem 9 i nazwiskiem Macieja Zielińskiego. Trykot wielkości tych, w których po parkiecie biegają koszykarze, wisiał pomiędzy dwoma ogromnymi flagami Polski i był ledwo widoczny.

Niedociągnięcia i potknięcia organizacyjne można jednak podsumować krótko słowami Miodraga Rajkovića, zawartymi na początku tego tekstu: Najważniejsze, że wróciliśmy!

Więcej o: