TBL Defensywnie: Wariat potrzebny od zaraz!

Średnie i słabe zespoły potrzebują wariatów. Niestabilnych, chaotycznych, ale mogących dać swojemu zespołowi niespodziewane zwycięstwa. Niestety, tacy gracze często są też rakiem dla drużyny i równie często jak na szczyt, mogą pociągnąć go w dół.
Wiecie co łączy Michaela Jordana i J.J. Montgomery'ego z AZS Koszalin? Średnia punktowa w sezonie. W sezonie 1986-1987 Jego Powietrzna Wysokość rzucił w sumie ponad 3 tysiące punktów, które dały średnią 37.1 rzuconego punktu w każdym spotkaniu. Średnią o jedną dziesiątą mniejszą ma w tym momencie sezonu rzucający AZS Koszalin, J.J. Montgomery.

I tylko drobną różnicą jest to, że Jordan swoją średnią wypracował w 82 spotkaniach sezonu zasadniczego NBA, a Montgomery tej sztuki dokonał jak na razie tylko w pierwszym meczu Tauron Basket Ligi.

Zejdźmy na ziemię i pomówmy o wariatach, którzy pojawiają się w Polsce.

- Dzień dobry, nazywam się J.J. Montgomery. Nie, nie jestem rodziną Waszego słynnego J.J. [prezesa ligi Jacka Jakubowskiego], ale w Polsce grałem już w Górniku Wałbrzych i stąd możecie mnie pamiętać. Ach tak, najprawdopodobniej będę nowym Tedem Scottem Tauron Basket Ligi.

W taki właśnie sposób powinien przedstawić się słowami zawodnik AZS Koszalin. Montgomery wybrał jednak inny sposób komunikacji i jak niegdyś Dominik Tomczyk, swoją grą spowodował, że jego nazwisko będzie pamiętane przez cały sezon. Podobnie zresztą jak wspomniane nieco wyżej nazwisko Scott.

Dlaczego? Bo pomimo tego, że Scott był zawodnikiem niestabilnym, potrafił zdobywać punkty w najróżniejszy sposób, prowadząc swój zespół do zwycięstw. Tak było choćby w meczu przeciwko Turowowi w ubiegłym sezonie, kiedy to Scott rzucił 39 punktów i był główną przyczyną niespodziewanej wygranej nad późniejszym wicemistrzem Polski.

Scott, jak i inni gracze jego pokroju, potrafił jednak być także rakiem na boisku i w szatni. Często zapominał o tym, że na parkiecie ma także czterech partnerów, którzy są równoprawnymi członkami drużyny. Często ponosiła go też fantazja i w rewanżu z Turowem w hali w Zgorzelcu ponownie zostałby bohaterem, ale po kilku punktach z rzędu, trzykrotnie w głupi sposób stracił piłkę i szansę na pozytywną sławę. Równie często miał pretensje do swoich kolegów, niejednokrotnie wydzierając się na nich w szatni zespołu.

Takim samym, albo bardzo podobnym graczem może być wspomniany Montgomery, obecny lider tabeli strzelców. W schemat Scotta można także wpisać choćby Ivana Koljevicia, rozgrywającego Polpharmy Starogard Gdański.

Koljević w ubiegłym sezonie był rakiem dla Turowa, opuścił swój zespół w newralgicznym momencie sezonu, bo już podczas ćwierćfinałów play-off. Nigdy nie dowiemy się, czy Czarnogórzec nie był tym elementem, którego brakowało zgorzelczanom do sięgnięcia po pierwszy tytuł mistrzowski. Ale, jak to bywa w przypadku koszykarskich wariatów, lub - jak kto woli - szaleńców, Koljević wygrał Turowowi mecz z Anwilem Włocławek. Był to jednocześnie pierwszy triumf zgorzelczan nad Anwilem we własnej hali.

Nie wybiegając jednak tak daleko w przeszłość, wystarczy przypomnieć sobie niedawny mecz Superpucharu Polski, w którym Polpharma pokonała Asseco Prokom Gdynia. Koljević grał 31 minut, zdobył 21 punktów, cztery razy trafił z dystansu, miał 5 zbiórek i tyle samo asyst. Niektóre z jego podań były nie tyle trudne, co wydawałoby się zbyt ryzykowne. Gdyby nie wariactwo rozgrywającego, nie byłoby choćby akcji z Jeremy Simmonsem, który po podaniu Koljevicia skutecznie wykończył trzypunktową akcję z faulem w końcówce wyrównanego spotkania.

Opisywany typ gracza rzadko kiedy sprawdza się w drużynach walczących o najwyższe laury. Ci funkcjonują raczej w przeciętnych lub tych słabych zespołach, w których często mają wolną rękę do swoich wariactw. I uprzedzając pytania - Qyntel Woods, był właśnie takim zawodnikiem, ale w jego przypadku i umiejętności, które posiadał Prokom, trzeba było traktować nie przez pryzmat ligi w Polsce, ale Europy. Dla Q zespół z Gdyni to średnia półka, w której czuł się najlepiej. Czego by jednak nie mówić o wariatach koszykarskich, taka liga jak Tauron Basket Liga, potrzebuje wybuchów statystycznych i szalonych występów, bo dzięki nim i takim meczom jak niedawny Montgomery'ego, w mediach o koszykówce może być nieco głośniej.