NBA. Inny mecz rano widziałem (10): Gregg Popovich pytał dziennikarzy o grę Sixers

Emocji nie było żadnych - Philadelphia 76ers mieli w San Antonio przegrać i przegrali. Najskuteczniejszym graczem mistrzów był Matt Bonner, Nerlens Noel nie pokazał nic ciekawego i... co więcej można napisać o tym spotkaniu? - zastanawia się Łukasz Cegliński ze Sport.pl po obejrzeniu meczu mistrzów NBA San Antonio Spurs z najgorszymi w lidze Philadelphia 76ers.
Wygląda na to, że wpadłem w wykopany przez siebie dołek. Zapowiedziałem, że będę oglądał mecze "inne", czyli takie, w których grają słabeusze, lub po prostu spotkania, które danego dnia są na drugim, a nawet trzecim planie NBA. W poniedziałek "skusiłem się" na "starcie" mistrzów z San Antonio ze słabiakami z Filadelfii. No i chyba jednak żałuję.

Tym bardziej że poprzednie spotkania (New York Knicks - Atlanta Hawks oraz New Orleans Pelicans - Minnesota Timberwolves) też raczej usypiały i nudziły, niż pomagały przetrwać często ponure jesienne zetknięcia nocy z ranem. Może jednak obejrzę w najbliższych dniach jakieś "poważne" spotkanie? Memphis Grizzlies, Los Angeles Clippers, Chicago Bulls czy Toronto Raptors?

Ale do rzeczy - San Antonio Spurs, mistrzowie NBA, zgodnie z przewidywaniami, pokonali Philadelphia 76ers 100:75...

"Pop" pyta: Czy oni robią postępy?

Czy wynik mógł być inny? I nie, i tak. Nie, bo w czwartek najgorszy zespół ligi został zdemolowany w Dallas, gdzie przegrał 70:123. Tak, bo dzień później Sixers już tylko 87:88 ulegli Rockets w Houston. W poniedziałek kończył się ich objazd tzw. Trójkąta Teksańskiego. Trójkąta, którego objazd w ostatnich kilkunastu latach dla większości drużyn kończy się zwykle bilansem 0-3.

- Oglądacie Sixers, wiecie, co grają, czy robią postępy? - trener Spurs Gregg Popovich pytał ponoć przed meczem dziennikarzy, bo sam zwykle na początku sezonu koncentruje się tylko na podnoszeniu poziomu swojej drużyny, rywali zaczyna oglądać później. Tym bardziej że Spurs na razie grają w kratkę - przed meczem z Sixers mieli bilans 5-4.

Na dodatek w poniedziałek nie mogli grać kontuzjowani Tiago Splitter, Marco Belinelli i Patty Mills. Tylko czy to miało mieć jakiekolwiek znaczenie? Obrona, doświadczenie, zgranie, rytm gry, pewność siebie, klasa kluczowych graczy - wszystko, naprawdę wszystko, miało być w tym meczu przewagą Spurs. I było. Na sensację nie zanosiło się nawet przez milisekundę.

Kluczem rozbudowane nazwiska?

Remisy były trzy - 0:0, 2:2 i 4:4. Zadbał o nie celnymi rzutami w pierwszych minutach Luc Mbah a Moute, który wspólnie z Michaelem Carterem-Williamsem był najskuteczniejszym graczem gości. Pierwszy rzucił 13 punktów, drugi miał 16. Może Sixers powinni mieć w składzie większą liczbę graczy z rozbudowanymi nazwiskami? O tych z podwójnymi nie da się wiele napisać.

Mnie najbardziej interesował występ Nerlensa Noela, 20-letniego podkoszowego, który cały poprzedni sezon opuścił z powodu kontuzji kolana, a w tym miał kilka spotkań, w których pokazał, że potrafi zbierać, blokować, przechwytywać piłki. W San Antonio mnie rozczarował, na tle mistrzów wiele nie pokazał - zdobył cztery punkty, miał sześć zbiórek.

Reszta jego kolegów? Tony Wrotten, najlepszy strzelec zespołu, był bardzo nieskuteczny (4/14 z gry, osiem punktów). Zresztą, cały zespół z Filadelfii trafił tylko 32 proc. rzutów, wyraźnie przegrał walkę o zbiórki. Przegrał też 10. mecz w tym sezonie (jak "dociągnie" do bilansu 0-15, to wyrówna swój najgorszy start w historii z 1972 roku) oraz 11. z rzędu spotkanie w San Antonio.

"Czerwona Mamba" w gazie

Spurs? - W takim meczu Manu, Tim i Tony powinni odpoczywać już w połowie trzeciej kwarty - stwierdził przed spotkaniem komentujący je w telewizji były gracz drużyny z San Antonio Sean Elliott. I tak było - najwięcej minut wśród gospodarzy rozegrał Danny Green (28), za nim byli rezerwowi Cory Joseph (26) i Boris Diaw (23). Reszta nie przekroczyła 20 minut gry.

I w tej sytuacji szansę wykorzystał Matt Bonner, który wyszedł w pierwszej piątce i - za wyraźną namową Popovicha - często oddawał rzuty. Zdobył 18 punktów (7/10 z gry, w tym 4/6 za trzy w 20 minut) i był najskuteczniejszym graczem Spurs po raz pierwszy od stycznia 2012 roku. "Czerwona Mamba" raz trafił z wejścia tak, że nawet sam się zdziwił.

Szansę wykorzystali też Joseph (14 punktów, choć połowa z rzutów wolnych) oraz nowozelandzki środkowy Aron Baynes, który rzucił 12 punktów i miał dziewięć zbiórek. Ale to nie indywidualne popisy rezerwowych, lecz zespołowa gra Spurs budziła mnie i moje zainteresowanie. Tak, jak oglądając Clippers, czekamy na wsady, tak patrząc na Spurs, oczekujemy ścięć, podań w tempo, łatwych punktów.

I one były. Nie było za to emocji. Pora kończyć.

PS Co dalej? Sam sobie zaproponuję czwartkowe spotkanie Sacramento Kings z Chicago Bulls. Ale jak macie inne propozycje - podajcie je w komentarzach. Z uzasadnieniem!

NBA tabela

Dywizja/ZespółZw.Por.bilans
EASTERN CONFERENCE
SOUTHEAST
Miami1660.727
Orlando11110.500
Charlotte9150.375
Washington7140.333
Atlanta5170.227
ATLANTIC DIVISION
Boston1650.762
Toronto1560.714
Philadelphia1670.696
Brooklyn13100.565
New York4190.174
CENTRAL
Milwaukee2030.870
Indiana1580.652
Detroit9140.391
Chicago8150.348
Cleveland5170.227
WESTERN CONFERENCE
SOUTHWEST
Dallas1660.727
Houston1570.682
San Antonio9140.391
Memphis6160.273
New Orleans6170.261
PACIFIC
L.A. Lakers2030.870
L.A. Clippers1670.696
Phoenix10120.455
Sacramento8130.381
Golden State5190.208
NORTHWEST
Denver1470.667
Utah13100.565
Minnesota10110.476
Oklahoma City9120.429
Portland9140.391