NBA. Waszyngton wyczarował drużynę

Schyłek kariery Michaela Jordana, pieniądze wyrzucone w błoto, pistolety w szatni i miejsce w ogonie NBA - tak przez ostatnie lata wyglądali Washington Wizards. Dziś Marcin Gortat i spółka wchodzą jednak na wyższy poziom


W poniedziałek Wizards pokonali 102:96 na wyjeździe Indiana Pacers, najlepszy zespół Wschodu NBA w sezonie zasadniczym, i w drugiej rundzie play-off objęli prowadzenie 1-0. Goście od początku kontrolowali przebieg spotkania, wykorzystali atuty. Kolejny mecz w Indianapolis rozegrany będzie dziś w nocy, a dwa kolejne - w piątek i w niedzielę w Waszyngtonie. Rywalizacja toczy się do czterech zwycięstw.

Wizards nie osiągnęli nic wartościowego - w USA liczą się tylko zwycięzcy, druga runda play-off nie robi wrażenia. Ale w Waszyngtonie jest poruszenie - po raz ostatni drużyna ze stolicy wygrała mecz w drugiej rundzie play-off w sezonie 1981/82, czyli w erze przedpotopowej. Przegrała wówczas 1-4 z Boston Celtics.

Wiosną 1982 roku na świecie nie było jeszcze żadnego z obecnych zawodników pierwszej piątki. Najstarszy Brazylijczyk Nene urodził się we wrześniu, a najmłodszy Bradley Beal dopiero w 1993 roku. Aż do 1995 roku koszykarze ze stolicy USA grali jako Bullets - właściciel Abe Polin zdecydował się na zmianę ze względu na rosnącą przestępczość w Waszyngtonie. Ostatecznym impulsem było zabójstwo jego przyjaciela, premiera Izraela Icchaka Rabina.

Jako Bullets koszykarze z Waszyngtonu błyszczeli w latach 70., czyli w dekadzie kryzysu NBA. Nieliczne gwiazdy zmieniały kluby, dla wielu koszykarzy od gry atrakcyjniejsza była kokaina, ligowy tron był jak krzesło na weselnej zabawie - przez 10 lat tytuł zdobywało osiem różnych drużyn. Bullets ze swoją największą gwiazdą w historii Wesem Unseldem - w 1978 roku. Później w Waszyngtonie grali dobrzy koszykarze, ale dobrej drużyny nie było.

Ostatnie 20 lat Wizards to schyłek Michaela Jordana, który kończył w stolicy karierę zawodniczą oraz nieudanie rozpoczynał menedżerską. W tym czasie doszło do kilku niechlubnych zdarzeń. Przez trzy sezony zespół nie potrafił wygrać choćby 20 meczów; Gilbertowi Arenasowi zaoferowano w 2008 roku aż 111 mln dol. za sześć lat gry; podczas awantury w szatni Arenas i Javaris Crittenton wyciągnęli pistolety; jeden raz drużyna przeszła pierwszą rundę play-off...

Amerykańskie ligi dążą jednak do wyrównywania szans i dają słabeuszom szansę w postaci pierwszeństwa w wyborze najlepszych młodych talentów. W 2010 roku z pierwszym numerem draftu do Waszyngtonu trafił John Wall, a dwa lata później dołączył do niego Bradley Beal. - Wkrótce będzie to najlepszy obwodowy duet w NBA - mówi teraz były gwiazdor ligi Charles Barkley.

24-letni Wall i o trzy lata młodszy Beal pięknie się uzupełniają. Piekielnie szybki Wall wyprowadza kontry, wchodzi pod kosz, rzuca i podaje kolegom, od których odciągnął obrońców. Beal czeka na podania i dzięki talentowi do rzucania oraz rosnącej pewności siebie zamienia je na trafienia z dystansu. W poniedziałek Wall zdobył 13 punktów i miał dziewięć asyst, Beal rzucił 25 punktów, miał siedem asyst i pięć przechwytów.

Wall i Beal rosną z drużyną też dlatego, że wreszcie mają wokół siebie dobrze dobranych weteranów. 29-letni Trevor Ariza (22 pkt) grał wcześniej w pięciu klubach, a teraz walczy o nowy kontrakt i świetnie pasuje do gry Wizards. Brazylijczyk Maybyner Rodney Hilário kiedyś zmienił nazwisko na Nene, czyli po portugalsku "dziecko", bo był najmłodszy w rodzinie. Dziś 31-latek jest seniorem w pierwszej piątce Wizards. I najlepszym podkoszowym strzelcem (w poniedziałek rzucił 15 punktów), który potrafi zagrać z finezją i agresywną siłą. Jest więcej niż zawodnikiem solidnym, ale nie gwiazdą. Są nimi Wall i Beal.

O Gortacie (12 punktów i 15 zbiórek z Pacers) Barkley powiedział niedawno, że jest uzupełnieniem czarodziejskiej układanki. 30-letni środkowy trafił do Waszyngtonu tuż przed sezonem. W mało efektownym, ale skutecznym podkoszowym duecie z Nene zaakceptował swoją rolę "tego drugiego" i walczaka. Drużynie dodaje twardości i optymizmu. Liczy na nowy kontrakt - obecny, wart 35 mln dol. za pięć lat gry, kończy się w lipcu. Nowy, z którego podpisaniem Polak nie powinien mieć problemu, może dać mu pensję w wysokości nawet 10 mln dol. za sezon.

Wschodzące talenty, dobrze dobranych weteranów (kilku siedzi także na ławce rezerwowych) prowadzi Randy Wittman. Od 20 lat pracuje w NBA jako trener lub członek sztabu szkoleniowego w słabych lub przeciętnych zespołach. Ale Wizards w tym sezonie do nich nie należą, to widać na parkiecie. Tłumaczenie ich zwycięstw słabościami Bulls i Pacers, czy - w szerszej skali - Wschodu (grając na Zachodzie NBA Wizards byliby poza play-off), jest łatwe i niesprawiedliwe.

Wizards to czarodzieje, którzy istnieją naprawdę. I wciąż nie wiadomo, co wyczarują w tym sezonie.

Drugi mecz Indiana - Washington w Canal+Sport z środy na czwartek, godz. 1.

Korzystasz z Gmaila? Zobacz, co dla Ciebie przygotowaliśmy

NBA tabela

Dywizja/ZespółZw.Por.bilans
EASTERN CONFERENCE
SOUTHEAST
Miami1660.727
Orlando11110.500
Charlotte9150.375
Washington7140.333
Atlanta5170.227
ATLANTIC DIVISION
Boston1650.762
Toronto1560.714
Philadelphia1670.696
Brooklyn13100.565
New York4190.174
CENTRAL
Milwaukee2030.870
Indiana1580.652
Detroit9140.391
Chicago8150.348
Cleveland5170.227
WESTERN CONFERENCE
SOUTHWEST
Dallas1660.727
Houston1570.682
San Antonio9140.391
Memphis6160.273
New Orleans6170.261
PACIFIC
L.A. Lakers2030.870
L.A. Clippers1670.696
Phoenix10120.455
Sacramento8130.381
Golden State5190.208
NORTHWEST
Denver1470.667
Utah13100.565
Minnesota10110.476
Oklahoma City9120.429
Portland9140.391