Menedżer klubu NBA przyznaje, że jego zespół ma przegrywać

- Czasem moja praca polega na tym, by zrozumieć, jaką wartość może mieć przegrywanie. Wiem, że to szaleństwo, ale jeśli jesteś - jak ja - generalnym menedżerem, ostatnim miejscem, które chcesz zająć, jest środek stawki - tłumaczy anonimowo w rozmowie z ESPN The Magazine jeden z menedżerów klubów NBA.

O tym, dlaczego to się opłaca, napisał w
poniedziałkowym magazynie Sport.pl Extra Michał Kiedrowski. "Ostatnie miejsce w lidze daje większe szanse w loterii, która decyduje o kolejności wyboru zawodników w drafcie. Wygrana może być niczym szóstka w lotto, zresztą draftowa loteria to też losowanie numerków. Kulek jest tylko 14 i pęd powietrza wyrzuca po jednej z nich, aż zbiorą się cztery. Kombinacji tej czwórki jest 1001. 250 z nich przypisanych jest do najsłabszego zespołu w lidze, co daje mu 25 proc. szans na zwycięstwo. Druga najgorsza drużyna ma 19,9 proc. szans, trzecia - 13,8 proc. itd. Co ciekawe, ostatni taki przypadek, kiedy najgorsza drużyna w lidze wygrała loterię, zdarzył się w 2004 r., gdy Orlando Magic wybrali Dwighta Howarda".

Jak prognozują eksperci, w przyszłorocznym drafcie znajdą się wyjątkowo utalentowani zawodnicy. Numerem jeden ma być 18-letni Kanadyjczyk Andrew Wiggins, który zgarnął kilka nagród dla gracza roku w kategorii uczniów szkół średnich. Jest o kogo walczyć. Gdy Miami Heat, Chicago Bulls, San Antonio Spurs czy Los Angeles Clippers walczą o jak największą liczbę wygranych i mistrzostwo, jest grupa zespołów, którym zależy na tym, by przegrać jak najwięcej meczów i mieć szanse na wybór z pierwszym numerem w przyszłorocznym drafcie.

Bycie średniakiem to przepis na katastrofę

Choć celowe osłabianie zespołów jest stosowane w NBA od lat, to jeszcze nigdy żaden generalny menedżer klubu czy właściciel drużyny nie przyznał się tak otwarcie jak osoba cytowana przez ESPN The Magazine.

- Nasz zespół nie jest wystarczająco dobry, by wygrywać, i my o tym wiemy. W tym sezonie chcemy, by nasi młodzi gracze się rozwinęli, pozwolimy im uczyć się na własnych błędach, a tym samym będziemy w dobrej sytuacji, by zgarnąć świetnego zawodnika. Najlepszą metodą, by to osiągnąć, jest przegrywać mnóstwo meczów. Draft jest napakowany świetnymi graczami. Są potencjalne gwiazdy ligi, gracze, którzy mogą odmienić losy drużyny na wiele lat. Czasem moja praca polega na tym, by zrozumieć, jaką wartość może mieć przegrywanie - mówi anonimowo.

- Wiem, że to szaleństwo, ale jeśli jesteś generalnym menedżerem jak ja, ostatnim miejscem, które chcesz zająć, jest środek stawki. Wtedy mogą się zdarzyć dwie rzeczy: albo awansujesz do play-off i w pierwszej rundzie przegrasz z pretendentem do tytułu albo zajmiesz miejsce tuż za play-off i w drafcie będziesz wybierał z 11. lub nawet 14. numerem. Tak czy inaczej, zostaniesz średniakiem. A to przepis na katastrofę - dodaje.

- Potrzebujesz wielkich gwiazd, by mieć szansę walki o tytuł. A wielkie gwiazdy chcą grać w wielkich miastach. Domagają się transferów, chcą grać razem i decydują się na takie ruchy, gdy kończy im się kontrakt. Klubom z mniejszych ośrodków, jak nasz, ciężko z tym walczyć. Wysokie wybory w drafcie to jedyne, co nam pozostało - mówi.

Orlando tankuje?

ESPN przygotował listę dziesięciu najgorszych drużyn NBA, które jego zdaniem szans na mistrzostwo nie mają, a draft może być dla nich szansą. Zespoły podzielono na trzy grupy: 1. Tankujące (Phoenix Suns, Philadelphia 76ers, Boston Celtics), 2. W przebudowie (Orlando Magic, Sacramento Kings, Utah Jazz), 3. Walczące o play-off (Charlotte Bobcats, Los Angeles Lakers, Toronto Raptors, Milwaukee Bucks).

Z tej dziesiątki pierwszy mecz sezonu mają za sobą Lakers i Magic. Koszykarze z Florydy przegrali z Indianą Pacers 87:97 i wynik tego spotkania nie jest zaskakujący, bo Pacers to pretendent do tytułu. Z przebiegu meczu można jednak wnioskować, że Magic na wygranej specjalnie nie zależało.

W pierwszej połowie meczu 18 punktów w 12 minut rzucił kanadyjski skrzydłowy Andrew Nicholson, sprawiał ogromne problemy obronie Pacers, a Magic wyszli na prowadzenie 44:40. Ale potem Nicholson usiadł na ławce i na parkiet wrócił... w czwartej kwarcie, gdy rywale przejęli już kontrolę nad meczem. Nie umknęło to uwadze wielu komentującym na Twitterze, dla których był to ewidentny przykład "celowego przegrywania". Nikt tego oficjalnie i pod nazwiskiem nie potwierdzi.

- Nie jesteśmy w tym sami. Wielu menedżerów zdało sobie sprawę, że mają kiepskie zespoły. I tego łatwo nie zmienią. Nawet jak przegrasz wszystkie 82 mecze, to i tak jest 75-procentowa szansa, że nie będziesz miał numeru jeden w drafcie. My po prostu ryzykujemy i mamy nadzieję, że to nasz los wypadnie na loterii - mówi anonimowy menedżer.

Wie właściciel, menedżer i trener. A co z zawodnikami?

Osoba cytowana przez ESPN opisuje cały mechanizm. Wszystko dzieje się za zgodą właścicieli klubu. - Oddaliśmy kilku weteranów w zamian za wybory w drafcie i młodych graczy, którzy mogą być przyszłością klubu. Właściciele wolą upaść i mieć szansę powstać. W ogóle nie musiałem o to walczyć. W innym sezonie mogłoby nie mieć to sensu, ale przyszłoroczny draft sprawia, że warto tak zrobić - mówi.

Przyznaje, że o wszystkim wie trener. - On to rozumie. Nie musieliśmy mu tego tłumaczyć, bo on wie, co się dzieje, i się z tym pogodził - mówi.

- Najgorzej jest utrzymać to w tajemnicy przed zawodnikami. Ale większość z nich i tak wierzy, że jest w stanie zagrać w play-off. To dobrze, bo wolisz, by grali z zaangażowaniem i przegrywali dlatego, że są słabsi. Nigdy nie mówisz im, że nie wolno im wygrywać - zdradza anonimowy menedżer.

- Myślę, że wielu graczy nie ma o tym pojęcia. Ci inteligentni zdają sobie sprawę, ale większości to pewnie nie obchodzi. Dopóki grają dużo, wykręcają solidne statystyki i na czas otrzymują wypłatę, nie ma to dla nich znaczenia - mówił Jeff Goodman z ESPN The Magazin, który rozmawiał z chcącym zachować anonimowość generalnym menedżerem.

W hokeju też kombinują

NBA to niejedyna zawodowa liga w Ameryce, w której stosowany jest proceder "tankowania". Ma on również miejsce w hokejowej NHL. Przed draftem w 2004 roku głośno było o "aferze Owieczkina". Wtedy kluby specjalnie miały przegrywać mecze, byle tylko zwiększyć szanse na uzyskanie 1. numeru w drafcie. Ostatecznie "udało się" to Washington Capitals. Z kolei w 1984 roku, kiedy "do wzięcia" był Mario Lemieux, trenerzy Pittsburgh Penguins w ostatnich meczach sezonu specjalnie sadzali na ławkę najlepszych graczy. W efekcie Penguins "wyprzedzili" New Jersey Devils, spadli na ostatnie miejsce w lidze i trafił im się wybór z "jedynką". Co było dalej - wiemy...

NBA tabela

Dywizja/ZespółZw.Por.bilans
EASTERN CONFERENCE
SOUTHEAST
Miami1660.727
Orlando11110.500
Charlotte9150.375
Washington7140.333
Atlanta5170.227
ATLANTIC DIVISION
Boston1650.762
Toronto1560.714
Philadelphia1670.696
Brooklyn13100.565
New York4190.174
CENTRAL
Milwaukee2030.870
Indiana1580.652
Detroit9140.391
Chicago8150.348
Cleveland5170.227
WESTERN CONFERENCE
SOUTHWEST
Dallas1660.727
Houston1570.682
San Antonio9140.391
Memphis6160.273
New Orleans6170.261
PACIFIC
L.A. Lakers2030.870
L.A. Clippers1670.696
Phoenix10120.455
Sacramento8130.381
Golden State5190.208
NORTHWEST
Denver1470.667
Utah13100.565
Minnesota10110.476
Oklahoma City9120.429
Portland9140.391