Sport.pl

Play-off NBA. Bitwa dla Magic, ofiary po stronie Celtics

Orlando Magic wygrali drugą z rzędu bitwę z Boston Celtics i podtrzymali szanse na awans do finału NBA, choć w rywalizacji do czterech zwycięstw przegrywają 2:3. W zwycięskim 113:92 meczu nr 5 finału Wschodu Marcin Gortat zdobył dwa punkty i miał cztery zbiórki w ciągu 20 minut.
Zobacz relację z meczu na Z Czuba.tv »

Polski rezerwowy środkowy Magic był bardziej widoczny niż w spotkaniu nr 4. Punkty zdobył z linii rzutów wolnych, dwie z czterech zbiórek miał w ataku, zaliczył także jedną asystę. Od statystyk ważniejsza była jednak twarda gra.

Bardzo ważne faule

Po trzech pierwszych meczach serii Magic - Celtics drużyna z Orlando przegrywała 0:3 i zanosiło się na jej sromotną klęskę. Magic zdołali jednak wygrać w poniedziałek po dogrywce w Bostonie, a w środę rozegrali swój najlepszy mecz w tej rywalizacji. W pierwszej połowie bardzo dobrze bronili i świetnie trafiali za trzy, w drugiej wygrali bitwę na łokcie. Nie ma już wątpliwości, że to właśnie twarda gra będzie kluczem do wygranej w całej serii.

Mecz nr 5 nie był ładny. Poza krótkimi momentami pierwszej połowy, kiedy Magic grali płynnie i skutecznie, większość akcji była przerywana faulami. W sumie odgwizdano ich 54 i choć nie jest to rekordem serii (w spotkaniu nr 4 było 57 przewinień), to jednak najróżniejsze faule - taktyczne, brutalne, techniczne i te wynikające ze zmęczenia - miały wielki wpływ na wynik.

Magic znaleźli rytm

Większe problemy z przewinieniami mieli Celtics, bo Kevin Garnett i Rajon Rondo szybko popełnili po dwa w pierwszej kwarcie. Niebawem dołączyli do nich Kendrick Perkins i Rasheed Wallace. Goście często musieli zmieniać ustawienie, co wykorzystywał pod koszem Howard. Po jego wsadzie z powietrza Magic prowadzili w połowie drugiej kwarty 51:37. Howardowi sprytnie podawał w tej akcji Brandon Bass, o którym dopiero niedawno przypomniał sobie trener Stan Van Gundy.

Wysoka przewaga zbudowana została także rzutami z dystansu - gospodarze trafili aż osiem z pierwszych 12. Magic grali w rytmie z sezonu zasadniczego - byli szybcy i pewnie odnajdowali się na obwodzie. Także dlatego, że obrona Celtics była słabsza niż w poprzednich meczach - w pierwszej kwarcie bostończycy stracili aż 31 punktów.

Celtics zmniejszyli straty, bo znów klasę pokazywał Paul Pierce. Świetny w tej serii lider drużyny z Bostonu wymuszał faule i trafiał z linii rzutów wolnych. Dobre momenty miał Rondo, choć ten akurat na linii był fatalny (1/7 do przerwy, 5/11 w całym meczu).

Techniczny Perkins

Faule nabrały znaczenia w końcówce pierwszej połowy. W jednej z akcji Pierce został nieprzepisowo zatrzymany przez Nelsona, ale po gwizdku kontynuował akcję na kosz. Tam wpadł na Gortata, który mimo przerwanej gry wyskoczył do normalnego bloku. Zdenerwowany Pierce spadł na parkiet, a pomagający mu wstać Perkins uderzył Gortata łokciem w tors. Obaj środkowi ukarani zostali przewinieniem technicznym.

Kilka minut później Perkinsowi odgwizdano bardzo dyskusyjny faul w obronie na Howardzie. Gracz Celtics, dla którego było to trzecie przewinienie, zaczął gestykulować i komentować decyzję sędziów pod nosem, za co dostał kolejny faul techniczny. Dwa w jednym meczu oznaczają dyskwalifikację i Perkins musiał udać się na dobre do szatni.

Celtics mogą stracić swojego środkowego na kolejny mecz, bo dwa faule techniczne Perkinsa były dla niego szóstym i siódmym w play-off. To oznacza automatyczne zawieszenie na jedno spotkanie, ale decyzję musi oficjalnie podjąć NBA.

Znacznie osłabieni pod koszem Celtics wzmocnili jednak obronę i zaczęli grać skutecznie - w 28. minucie po koszu Garnetta przegrywali tylko 59:65. Wówczas ważne punkty zdobyli jednak słabiutki w tej serii Vince Carter i odradzający się po słabym początku Jameer Nelson. Rozgrywający Magic znów rozegrał świetny mecz - zdobył 24 punkty (m.in. 4/5 za trzy) i miał pięć asyst.

Nokaut Davisa

Przewaga Magic wzrosła do 13 punktów, ale Celtics walczyli. Trener Doc Rivers wobec kłopotów z faulami sięgnął głęboko na ławkę rezerwowych i wprowadził m.in. Nate'a Robinsona, który trafił trójkę i zablokował wyższego o 40 cm Howarda. Nie miało to jednak przełożenia na wynik.

W końcówce trzeciej kwarty, właśnie w akcji, w której Robinson zablokował Howarda, doszło do niespotykanej sytuacji. Środkowy Magic po stracie szans na punkty przypadkowo uderzył łokciem w twarz Glena Davisa. Akcja przeniosła się pod drugi kosz, tymczasem Davis miał kłopoty z podniesieniem się z parkietu. Kiedy w końcu wstał, potknął się i zaczął słaniać na nogach. Wyglądał jak bokser, który ma problem z oceną sytuacji.

Sędziowie przerwali mecz, Davis nie wrócił na boisko. Stwierdzono u niego wstrząs, nie wiadomo czy rezerwowy środkowy Celtics zagra w kolejnym meczu.

Kilka minut później podobnego urazu doznał inny zmiennik gości Marquis Daniels, który - podwojony przez Howarda i Gortata - uderzył głową w tors Polaka i przewrócił się na parkiet. Po ej akcji wyglądał na oszołomionego i też wrócił na ławkę.

Zawiedli liderzy Celtics

Celtics przegrywali wyraźnie, ale próbowali walczyć poprzez intencjonalne faulowanie Howarda. Ray Allen lub Rondo tuż po swoim rzucie faulowali środkowego Magic bez piłki licząc, że ten będzie pudłował wolne. Howard raz trafiał, raz nie, Celtics zmniejszyli straty do 10 punktów po dwóch celnych trójkach Wallace'a, ale rzutem z dystansu odpowiedział Nelson, a Mickael Pietrus po przechwycie doprowadził do wyniku 101:86. W defensywnej serii Magic z Celtics po raz pierwszy przekroczono granicę 100 punktów.

Celtics przegrali, bo zawiedli ich liderzy - Garnett, Pierce i Allen zdobyli razem tylko 37 punktów i trafili zaledwie 11 z 33 rzutów z gry. Pierce bardzo dobrze zaczął, bo w pierwszej kwarcie zdobył 10 punktów, ale potem ani razu nie trafił już z gry.

Drugi słabszy mecz rozegrał też motor napędowy Celtics Rajon Rondo, który co prawda zdobył 19 punktów i miał sześć asyst, ale spudłował aż sześć rzutów wolnych i nie potrafił dyktować tempa tak, jak w trzech pierwszych spotkaniach.

Najskuteczniejszym zawodnikiem gości był Wallace, który zdobył 21 punktów (7/9 z gry, w tym 3/5 za trzy).

Mecz nr 6 w piątek

W Magic - poza Nelsonem - sporo punktów rzucili Howard (21, a także 10 zbiórek i pięć bloków) oraz J.J. Redick i Rashard Lewis (po 14). Ten ostatni, bardzo krytykowany za trzy pierwsze mecze, zdobył siedem pierwszych punktów dla Magic w czwartej kwarcie, kiedy Celtics byli jeszcze w grze. Lewis dobrze wykorzystał fakt, że pilnował go niższy Pierce.

Mecz nr 6 odbędzie się w piątek w Bostonie. Możliwe, że Celtics przystąpią do niego ze znacznym osłabieniem pod koszem - równoczesny brak Perkinsa (faule techniczne) i Davisa (wstrząs) byłby dla Celtics dużym problemem.

W historii NBA nie zdarzyło się jeszcze, aby zespół prowadzący w play-off 3:0, przegrał serię.

Światełko w tunelu dla drużyny Orlando Magic »


Więcej o:

NBA tabela

Dywizja/ZespółZw.Por.bilans
EASTERN CONFERENCE
SOUTHEAST
Miami1660.727
Orlando11110.500
Charlotte9150.375
Washington7140.333
Atlanta5170.227
ATLANTIC DIVISION
Boston1650.762
Toronto1560.714
Philadelphia1670.696
Brooklyn13100.565
New York4190.174
CENTRAL
Milwaukee2030.870
Indiana1580.652
Detroit9140.391
Chicago8150.348
Cleveland5170.227
WESTERN CONFERENCE
SOUTHWEST
Dallas1660.727
Houston1570.682
San Antonio9140.391
Memphis6160.273
New Orleans6170.261
PACIFIC
L.A. Lakers2030.870
L.A. Clippers1670.696
Phoenix10120.455
Sacramento8130.381
Golden State5190.208
NORTHWEST
Denver1470.667
Utah13100.565
Minnesota10110.476
Oklahoma City9120.429
Portland9140.391