Eliminacje mistrzostw Europy. Polska wybitnie godna zaufania

Nasi koszykarze mogą w środę zapewnić sobie awans na przyszłoroczne mistrzostwa Europy. Od dawna na turniej tej rangi nie dostali się tak szybko i tak pewnie.
Na turniej organizowany wspólnie przez Finlandię, Izrael, Rumunię i Turcję awansują zwycięzcy siedmiu grup eliminacyjnych oraz cztery najlepsze drużyny z drugich miejsc. Polacy są w doskonałej sytuacji. Na dwie kolejki przed końcem prowadzą w grupie D z kompletem czterech zwycięstw, mają o dwie wygrane więcej niż Białoruś oraz Estonia, o trzy więcej od Portugalii, która w walce o ME się nie liczy. I dzisiaj wystarczy im pokonać w Toruniu Białorusinów, żeby zagwarantować sobie awans z pozycji lidera. Ale nawet dwie porażki w dwóch ostatnich meczach nie muszą oznaczać, że Biało-Czerwonych zabraknie na ME.

Polacy mkną przez eliminacje, bo drużyna korzysta na pierwszym od dawna okresie stabilności na ławce trenerskiej. Między 2003 a 2013 rokiem z kadrą pracowało aż siedmiu szkoleniowców, trzech przetrwało ledwie jeden sezon. Mike Taylor, który wziął się do roboty w 2014 roku, jest pierwszym trenerem od ponad dekady, który prowadzi koszykarzy trzeci rok z rzędu.

44-letni Amerykanin ma plan i konsekwentnie go realizuje. Na asystentów wziął szkoleniowców z Polski, stworzył trzon drużyny, który szlifuje współpracę od trzech sezonów i rozumie się z każdym rokiem coraz lepiej. Sprawił, że zespół nie jest już zależny od jednej czy dwóch gwiazd, które stawią się na zgrupowaniu bądź nie - przede wszystkim liczy się system, konsekwentna praca i dobra atmosfera. Taylor wpaja podwładnym mentalność zwycięzców, uczy radzić sobie z presją roli faworyta i sprawia, że koszykarze wykorzystują swoje umiejętności. Czują, że mają wsparcie szefa.

To dzięki planowi Taylora nie płaczą po rezygnacji Marcina Gortata z gry w kadrze. Jedyny Polak w NBA z występów w kadrze zrezygnował po zeszłorocznych mistrzostwach Europy, bo, jak sam tłumaczy, jego organizm nie jest w stanie znosić trudów sezonu w Ameryce, gdzie rozgrywa ponad sto meczów, i gry dla reprezentacji. Chciał też ustąpić miejsca młodszym.

Selekcjoner też nie załamywał rąk, gdy się okazało, że w tym roku zespół pod koszem będzie musiał znów budować niemal od zera. Oprócz Gortata w kadrze w porównaniu z drużyną, która w 2015 roku doszła do najlepszej szesnastki Starego Kontynentu, nie ma z różnych powodów także trzech innych ważnych graczy - Aarona Cela, Przemysława Karnowskiego i Damiana Kuliga.

Ciągłość jest za to na obwodzie. Adam Waczyński, którego latem zatrudniła drużyna z czołówki hiszpańskiej ekstraklasy Unicaja Malaga, Mateusz Ponitka (Pinar Izmir) i Przemysław Zamojski (Stelmet Zielona Góra) grają ze sobą już trzeci rok z rzędu. Łukasz Koszarek (Stelmet) oraz naturalizowany Amerykanin A.J. Slaughter (Strasbourg IG) są w zespole od dwóch lat. Nie przeszkadza im to, że co chwila zamieniają się rolami. Slaughter w tym roku pogodził się z rolą rezerwowego i jest asem w rękawie Taylora. Waczyński, który rok temu był najlepszym strzelcem kadry na ME, teraz nieco usunął się w cień Ponitki i Macieja Lampego, który do kadry wrócił po dwóch latach przerwy i jest najlepszym strzelcem (średnio 17 punktów na mecz).

- Chcemy grać najlepiej, gdy jest to najbardziej istotne - powtarza Taylor. Fakt, można się czepiać stylu, w jakim koszykarze wygrywają kolejne mecze, czy mieć zastrzeżenia do jego boiskowych decyzji. Biało-Czerwonym wciąż zdarzają się fragmenty słabszej gry, przestojów, w których rywal zdobywa punkty seriami, czy momenty wręcz katastrofalne, jak w sobotnim meczu z najsłabszą w grupie Portugalią, z którą wygraną siedmioma punktami (81:74) wymęczyli dopiero w końcówce. Ale najważniejsze, że kadra Taylora ostatecznie nigdy nie nawala.

Przed laty Biało-Czerwoni nie raz byli stawiani w roli faworytów, ale z zadania się nie wywiązywali. Teraz konsekwentnie prą do celu, którym jest awans na mistrzostwa bez porażki. Są solidni i rzetelni. A gdy robi się trudno, sprawy w swoje ręce biorą liderzy. To dlatego po czterech meczach tegorocznych eliminacji koszykarze mają cztery zwycięstwa z drużynami, które są przynajmniej o klasę gorsze od nich. Ani razu nie musieli drżeć o wynik do ostatnich sekund, mecze wygrywają różnicą średnio 16,75 punktu.

Bilans 6-0 na koniec eliminacji jest realny. Koszykarzom można w tym roku zaufać, że na ostatniej prostej się nie wyłożą.

Mecz Polska - Białoruś o godz. 20 w Polsat Sport.

Żadna tam Premier League. To jest najbogatsza i najbardziej oglądana liga świata