EuroBasket 2015. Polscy Koszykarze postawili się Francji

Polacy przez 40 minut grali wyrównany mecz z Francją, jednym z najlepszych zespołów na świecie. Przegrali tylko 66:69, a ich gra przed finiszem rywalizacji w grupie A wygląda dobrze.
Co to był za mecz! Najpierw liczyliśmy na dobry początek, potem na podjęcie walki. Na wyrównaną dobrą połowę. Na trzymanie się blisko rywala w trzeciej kwarcie. Ale gdy w jej końcówce Adam Waczyński trafił trzy razy z rzędu za trzy punkty... Zaczęliśmy liczyć, że to być może naprawdę jeden z tych dni, w których Dawid powala Goliata. Francuzi prowadzili, ale Waczyński i Mateusz Ponitka, dwie nieustraszone strzelby, ale też Marcin Gortat i A.J. Slaughter, trzymały nas blisko remisu. W 25 sekund przed końcem broniący tytułu Francuzi, gospodarze turnieju i jego najwięksi faworyci, prowadzili tylko 68:66. Naszpikowana gwiazdami NBA drużyna zwycięstwo zapewniła sobie dopiero w ostatnich sekundach, gdy Gortat spudłował rzut na dogrywkę.

Po trzech kolejkach Polacy zajmują trzecie miejsce z bilansem 2-1, do rozegrania pozostały im mecze z Izraelem (2-1, środa) oraz Finlandią (1-2, czwartek). Miejsce w pierwszej czwórce, które daje awans do 1/8 finału, jest bliskie, ale wciąż jeszcze nie w 100 proc. pewne po poniedziałkowej wygranej Bośni z Izraelem. Bośniacy w trzeciej kwarcie przegrywali 15 punktami, lecz doprowadzili do dogrywki, a w niej zdobyli zwycięski kosz na 86:84 w ostatniej sekundzie. Wciąż liczą się w grze o awans z grupy A, w której pewne wydaje się tylko to, że poza zasięgiem jest Francja, a jedną nogą w domu - Rosja.

Mecze Rosjan są dobrym przykładem na to, jak zacięta jest walka w Montpellier, jak cienka jest granica między sukcesem a porażką. Zespół Jewgienija Paszutina w każdym meczu rozgrywał zaciętą końcówkę, do wygranych brakowało mu pojedynczych trafień. Przegrywał jednak 73:76 z Izraelem, 79:82 z Polską i 79:81 z Finlandią. W całym turnieju zdobył tylko osiem punktów mniej niż rywale, ale z bilansem 0-3 i perspektywą meczu z Francją, może się szykować do wyjazdu.

Polacy powinni patrzeć jednak w górę tabeli, a nie w dół. Po porażce z Francją mają dzień przerwy, a w środę zagrają z Izraelem. I nie ma żadnego powodu, by nie myśleć w tym meczu o zwycięstwie, podobnie jak możliwa jest piątkowa wygrana z Finlandią. To drużyny solidne, ale nie takie, z których biało-czerwoni powinni się obawiać.

Tak, jak nie obawiali się Francuzów, choć poniedziałkowy mecz był dla nich wejściem w inny wymiar koszykówki. Zwycięskie spotkania z Bośnią i Rosją rozgrywane były o godz. 15, przy 3-4 tys. kibiców. W poniedziałek w Park & Suites Arena, gdy 10 tys. Francuzów zaśpiewało "Marsyliankę", przechodziły ciarki po plecach. Ale nie biało-czerwonym, którzy nie przestraszyli się gwiazd NBA w koszulkach reprezentacji Francji. Gortat mocno zablokował wchodzącego pod kosz Nando de Colo, Ponitka trafił ze swojego firmowego wejścia, grupka polskich kibiców przekrzykiwała francuski tłum i po trzech minutach było 2:0. Dopiero wtedy pierwsze punkty dla gospodarzy zdobył Tony Parker, który tym koszem wyprzedził słynnego Nikosa Galisa na pierwszym miejscu listy strzelców wszech czasów na ME. W 62 meczach ma ich już 1046.

W 7. minucie Boris Diaw wyprowadził Francję na prowadzenie 6:5, ale trójką szybko odpowiedział Waczyński, a po dwóch koszach Gortata było 12:8. - Chcemy grać polską koszykówkę - mówił przed meczem trener Mike Taylor. I w pierwszej kwarcie jego zespół grał tak, jak chciał - każdy z koszykarzy dostawał piłkę tam, gdzie jest najmocniejszy, większość rzutów oddawana była z pożądanych pozycji.

Ale przede wszystkim Polacy dobrze bronili. Francuskie gwiazdy punkty zdobywały, ale łatwo im to nie przychodziło. Owszem, Diaw kilka razy zakręcił Kuligiem tak, jak kręci większością podkoszowych w NBA, ale gra gospodarzy nie była tak płynna, tak efektowna, jak w weekendowych spotkaniach z Finlandią czy Bośnią. Wówczas Francuzi wręcz latali nad obręczami, teraz musieli pracować na każdy rzut.

W połowie drugiej kwarty, po wejściu Ponitki, Polacy prowadzili nawet 23:16. Ale wtedy Francuzi wrzucili drugi bieg. Przyspieszyli grę, mierzący 218 cm wzrostu Rudy Gobert mocno zablokował Gortata, a potem dobił piłkę nad głowami Polaków, de Colo trafił za trzy, Gobert zablokował A.J. Slaughtera... Zryw Francuzów skończył się na 12:0.

Na początku drugiej połowy Gobert kilka razy pofrunął wysoko nad obręczami i Gortatem, efektownymi wsadami poderwał publiczność i swój zespół. Było 38:30, ale Polacy się nie poddawali. Jeśli zagrają na takim poziomie z Izraelem i Finlandią, można myśleć nie tylko o awansie do 1/8 finału.