EuroBasket 2013. Nie wrzucajmy trenera do kosza

61 : 71
Informacje
Eurobasket 2013 - Grupa C
Poniedziałek 09.09.2013 godzina 21:00
Wyniki szczegółowe
1 Kw
2 Kw
3 Kw
4 Kw
Wynik
Słowenia
17
11
14
19
61
Polska
19
17
17
18
71
Składy i szczegóły
Słowenia
Lorbek 13, Z.Dragić 5, Vidmar 6, Balazić 7, Laković 4, oraz: Begić 8, G.Dragić 9, Nachbar 5, Joksimović 2, Blazić 2, Murić 0, Slokar 0
Polska
Kelati 21, Gortat 19, Koszarek 7, Ignerski 6, Zamojski 4, oraz: Szubarga 0, Lampe 8, Waczyński 6, Hrycaniuk 0, Ponitka 0, Karnowski 0
Po słabiutkim występie polskich koszykarzy na mistrzostwach Europy korci, by drużynę rozpędzić, a trenera zmienić. Ale tak działamy od lat, czas na stabilizację i pracę z Dirkiem Bauermannem
W poniedziałek, wygranym 71:61 meczem o prestiż ze Słowenią, Polacy zakończyli rozczarowujący występ na mistrzostwach Europy. Styl gry był fatalny (wrażenie tylko trochę poprawił ostatni mecz), wynik (bilans 1-4) - zły, rozczarowanie - ogromne. Najlepsi koszykarze, jakich mamy, oraz trener z CV niewidzianym w Polsce od dawna nie tyle zapowiadali, co dawali nadzieję na dobry wynik. Może nawet niewidziany od 16 lat ćwierćfinał. Skończyło się na bolesnych porażkach.

Zawiódł pomysł trenera na drużynę - dwie największe gwiazdy - Marcin Gortat i Maciej Lampe - grały słabo. Nie potrafiły ze sobą współpracować tak jak w sparingach, rywale łatwo odczytywali ich ruchy, dublowali się na pozycji środkowego, a Gortat, który od marcowej kontuzji do początku turnieju zagrał ledwie sześć spotkań, przyjechał na ME w kiepskiej formie.

Pozostali zawodnicy, nieco pominięci w akcjach ofensywnych, nie pomagali ani sobie, ani wysokim kreatywną grą. Trener Dirk Bauermann aż do ostatniego meczu nie zmieniał taktyki, liczył, że Gortat i Lampe się przełamią. Nie przełamali się. Kolejne porażki - różne, ale równie ciężkie - dołowały zespół, który do walki podrywał się incydentalnie. Koszykarze tracili wiarę, popełniali coraz prostsze błędy. Pierwsza połowa meczu z Hiszpanią (13:49) była katastrofą.

Przyczyny słoweńskiej klęski znaleźć trzeba, ale zdecydowanie ważniejsze jest podjęcie decyzji o przyszłości. W pierwszej kolejności - trenera. Bauermann, 56-letni Niemiec, w styczniu podpisał kontrakt do końca września. - Polska to uśpiony gigant - powiedział wówczas. - Chcę natchnąć zawodników entuzjazmem, sprawić, by przestali w siebie wątpić, by nie skupiali się na problemach. Liczę, że moja determinacja i optymizm ich zarażą - dodał.

Okazało się, że to za mało. Co dalej z Bauermannem, który pięknie, na wzór Leo Beenhakkera, opowiadał, kim Polacy mogą być, ale turniej przegrał z kretesem? Prezes PZKosz Grzegorz Bachański mówił wczoraj: - Chciałbym dalej pracować z Bauermannem.

To ważna deklaracja, która może oznaczać początek stabilizacji w reprezentacji Polski. Stabilizacji, której od lat brakuje. Drużyna, która - jak zauważył na blogu mój redakcyjny kolega Rafał Stec - jest najbardziej sztucznym tworem w polskim sporcie reprezentacyjnym. W ostatnich 10 latach miała siedmiu trenerów, jej kluczowi gracze - Gortat, Lampe, Thomas Kelati - pochodzą z innych kultur koszykarskich. Różnice wewnątrz tej niewielkiej grupki, do której można dołączyć obieżyświata Michała Ignerskiego, oraz między nią i resztą zespołu są ogromne.

Tym większe są one dla trenera, który - jako pierwszy w historii reprezentacji koszykarzy - nie miał wcześniej związku z polską ligą oraz z zawodnikami, którzy w niej grają. Niemiecki selekcjoner nie wiedział, jak na presję w krytycznym momencie zareagują Łukasz Koszarek, Adam Waczyński, Krzysztof Szubarga czy Przemysław Zamojski, którzy grają w słabej polskiej lidze, a z zagranicznymi rywalami mierzą się incydentalnie. Niemiec przekonał się o tym w meczu z Gruzją. Za późno.

Ale sama znajomość polskich graczy nie wystarczy - przekonaliśmy się o tym w 2010 r., gdy kadrę objął niemający żadnego międzynarodowego doświadczenia Igor Griszczuk i z silną drużyną przegrał eliminacje. Bauermann doświadczenie ma, z przeciętnymi Niemcami zdobył srebro ME w 2005 r., trzy razy prowadził ich na mistrzostwach świata, raz na igrzyskach. Wie, jak pracuje się z gwiazdami, graczami NBA - znalazł miejsce w zespole dla Dirka Nowitzkiego i Chrisa Kamana.

Gortata z Lampem pogodzić na boisku nie zdołał, odpowiedzialność za przewidywalną taktykę spada na niego. Ale nie winą Bauermanna jest to, że w Polsce mamy tylko dwóch rozgrywających, dobijających się do średniego europejskiego poziomu, że w lidze praktycznie nie ma środkowych grających w stylu Gortata czy Lampego, że obrona, z którą spotykają się koszykarze w Polsce, w porównanie z tą z ME wzbudza politowanie.

Kiedy zespół przegrywa tak jak Polacy w Słowenii, niełatwo wskazać plusy - wczorajszy mecz był niestety o nic. - One są, patrzcie, jak zespół walczył po trudnych porażkach, w trudnych momentach - mówił Bauermann po zaciętych spotkaniach z Czechami i Chorwacją. Przegrał, więc jego zwolnienie byłoby łatwo uzasadnić. Ale nowy trener, ktokolwiek by nim nie został, znów zacznie od początku. Dlaczego nie brać przykładu z Finów, których Henrik Dettmann prowadzi od 2004 r. - zaczął od przeciętnego bilansu 3-3 na zapleczu poważnej koszykówki, ale wyciągnął zespół z europejskiej trzeciej ligi do bilansu 4-1 obecnych mistrzostw. Polacy na czterech ostatnich EuroBasketach za każdym razem mieli innego trenera.

- Trener jest świetny, to my zawaliliśmy. Dla niego jesteśmy gotowi dalej grać w kadrze - mówią najbardziej doświadczeni Ignerski, Koszarek, Kelati. - Wydaje mi się, że trener Bauermann po tych przygotowaniach, sparingach i EuroBaskecie wie dużo o drużynie. I ja bym się tej wiedzy nie pozbywał - stwierdził wczoraj Bachański. Doświadczenia poprzednich selekcjonerów - Andreja Urlepa, Mulego Katzurina, Alesa Pipana - zostały zmarnowane. Na zmarnowanie wiedzy Bauermanna polskiej koszykówki nie stać.