EuroBasket 2013. Prezes PZKosz: Chciałbym dalej pracować z trenerem Bauermannem

61 : 71
Informacje
Eurobasket 2013 - Grupa C
Poniedziałek 09.09.2013 godzina 21:00
Wyniki szczegółowe
1 Kw
2 Kw
3 Kw
4 Kw
Wynik
Słowenia
17
11
14
19
61
Polska
19
17
17
18
71
Składy i szczegóły
Słowenia
Lorbek 13, Z.Dragić 5, Vidmar 6, Balazić 7, Laković 4, oraz: Begić 8, G.Dragić 9, Nachbar 5, Joksimović 2, Blazić 2, Murić 0, Slokar 0
Polska
Kelati 21, Gortat 19, Koszarek 7, Ignerski 6, Zamojski 4, oraz: Szubarga 0, Lampe 8, Waczyński 6, Hrycaniuk 0, Ponitka 0, Karnowski 0
- Występ na mistrzostwach jest nieudany, na to wskazują wyniki, które weryfikują pracę każdej reprezentacji, każdego klubu. Ale wydaje mi się, że naszej koszykówce męskiej jest potrzebna stabilizacja. Proszę zauważyć, że 80 czy 90 procent tych graczy będzie - przynajmniej tak bym chciał - dalej funkcjonować w reprezentacji. W związku z tym chciałbym dalej pracować z trenerem Bauermannem - mówi prezes PZKosz Grzegorz Bachański.
Polacy kończą w poniedziałek udział w mistrzostwach Europy meczem ze Słowenią. Szanse na awans z grupy stracili już dawno, przegrali każdy z dotychczasowych czterech meczów. Drużyna zawiodła.

Łukasz Cegliński: Czy spotkanie ze Słowenią ma jakieś znaczenie dla oceny występu reprezentacji w tej imprezie?

Grzegorz Bachański: Myślę, że jest bardzo ważne. To są mistrzostwa Europy, gramy z silną drużyną i nie zakończyliśmy walki. Musimy dobrze zagrać.

Dlaczego przegraliśmy cztery pierwsze mecze?

- Koszykówką jest grą błędów. Wpływ na rozstrzygnięcia spotkań mają decyzje zawodników, trenera, nas wszystkich. Tych dobrych decyzji, zwłaszcza w końcówce meczu z Czechami, zabrakło. Trochę także szczęścia. Podobne sytuacje zdarzają się w tych mistrzostwach także innym drużynom. Potem już się potoczyło. Nie poradziliśmy sobie z całą tą sytuacją.

Całe zło zaczęło się od meczu z Gruzją, który już w pierwszej połowie był przegrywany wyraźnie i widać było, że to, co drużyna wypracowywała w sparingach na mistrzostwach Europy, nie ma zastosowania. Łukasz Koszarek mówił potem, że wpadliśmy w nastrój przegrywania, z którego trudno było się wydźwignąć. Dlaczego początek był taki zły?

- Nie uważam, że całe zło zaczęło się w pierwszym spotkaniu. Mecz z Gruzją po prostu nam nie wyszedł. Mistrzostwa Europy w koszykówce to naprawdę bardzo trudna impreza. Jest w niej wiele loterii. Wiele czynników wpływa na taki, a nie inny wynik, obraz gry. Najlepsi gracze, największe federacje mają z tym olbrzymi problem. Nie tylko my. Często drużyny stawiane w roli faworytów przegrywają. I odwrotnie.

Kluczem nie był mecz z Gruzją. Myślę, że bardzo chcieliśmy się pokazać z dobrej strony. I pokazaliśmy się w meczu z Czechami. Ta nieszczęsna końcówka była przyczynkiem do tego, że wyprowadzenie później ze stanu 0-2, mając przed sobą mecze z takimi potęgami jak Hiszpania czy Słowenia, mogło mieć wpływ na zaprezentowaną formę.

Atutem kadry miał być duet Marcin Gortat - Maciej Lampe, który - można powiedzieć w uproszczeniu - nic nie wnosi do gry. A na pewno nie daje tyle, ile się po nim spodziewaliśmy. Dlaczego?

- Nie mogę przed zakończeniem turnieju dokonywać ocen zawodników. Przyjechaliśmy tutaj jako jedna drużyna i wyjedziemy jako jedna drużyna. Nie będziemy się tutaj dzielić. Przegraliśmy jako drużyna. Na wnioski spokojne, analityczne, które coś dadzą na przyszłość, dla funkcjonowania naszej kadry narodowej będzie czas po zakończeniu naszego udziału w turnieju.

Jak na patrzy na przyszłość trenera Dirka Bauermanna. Będzie pan chciał zostawić go na stanowisku czy poszuka innego rozwiązania?

- Występ na mistrzostwach jest nieudany, na to wskazują wyniki, które weryfikują pracę każdej reprezentacji, każdego klubu. Ale wydaje mi się, że naszej koszykówce męskiej jest potrzebna stabilizacja. Proszę zauważyć, że 80 czy 90 proc, tych graczy będzie - przynajmniej tak bym chciał - dalej funkcjonować w reprezentacji. W związku z tym chciałbym dalej pracować z trenerem Bauermannem. Bo ma on olbrzymie doświadczenie, zaczyna poznawać graczy. Może przed turniejem rzeczywiście miał trochę mało czasu, żeby do końca ich wszystkich poznać. Może rzeczywiście na tym EuroBaskecie on, jako trener, zaczyna odkrywać różne szczegóły funkcjonowania poszczególnych zawodników. Ale biorąc pod uwagę jak formował czy nadzorował przygotowania naszej kadry do lat 20 - był pierwszym od lat trenerem męskiej kadry, który wyraził zainteresowanie pracą z młodzieżą, z trenerami - polska koszykówka takiego trenera potrzebuje. Powtórzę - abstrahuję od wyniku na ME. Ale uważam, że jeżeli spojrzymy na to, co jest przed nami, że za dwa lata są mistrzostwa Europy które będą kwalifikacją na olimpiadę, uwzględniając potencjał, który mamy, to uważam że taki trener byłby trenerem właściwym.

Ale jeśli Polacy przegrają ze Słowenią, to zanotują swój najgorszy wynik w mistrzostwach w historii 26 występów.

- Jak trener Witold Zagórski, że odwołam się do historii, potęgi naszej koszykówki, zaczynał pracę z reprezentacją przed mistrzostwami w Belgradzie w 1961 roku, to oczekiwania - szczególnie po udanych igrzyskach w Rzymie - też były duże, a skończyło się jednym z najgorszych wówczas startów, zajęliśmy dziewiąte miejsce. Tak się zaczynała nasza droga to sukcesów - srebrnego medalu dwa lata później, dwóch brązowych na kolejnych turniejach. Trenerowi Zagórskiemu wtedy zaufano i dano czas na przygotowanie kadry. Uważam, że dzisiaj też powinniśmy dać czas, by konkretny trener - w tym przypadku Dirk Bauermann - mógł spojrzeć szerzej na przyczyny całej sytuacji. Wydaje mi się, że kolejne zmiany trenerów nic nie dadzą. Nowy szkoleniowiec będzie najpierw analizował, zastanawiał się, wprowadzał graczy, rozgrywał mecze towarzyskie, a potem, na ważnych turniejach, będzie się przekonywał o możliwościach drużyny. Wydaje mi się, że trener Bauermann po tych przygotowaniach, meczach i funkcjonowaniu drużyny na EuroBaskecie, wie dużo. Ja bym się tej wiedzy, z punktu widzenia związku, nie pozbywał.

To dlaczego po poprzednim EuroBaskecie, gdzie Polacy wygrali dwa mecze, a potem po zwycięskim eliminacjach, związek zwolnił trenera Alesa Pipana?

- To nie była tylko i wyłącznie nasza decyzja, to było porozumienie z Alesem Pipanem. Uważaliśmy, że trener wykonał bardzo dobrą pracę, mimo, że dwa lata temu wszyscy skazywali na pożarcie zespół jadący na mistrzostwach w osłabionym składzie. Potem wygrał eliminacje, mimo słabszego początku. Ale trener Pipan miał i pozytywy, i słabsze strony. Wydaje mi się, że komunikacja z zawodnikami powoli się wyczerpywała. Ales za mało czasu poświęcał na koordynowanie działań związanych z młodzieżą. Moim zdaniem od strony trenera Bauermanna może to wyglądać lepiej, stąd tamta decyzja.

Jaki błędy popełnił trener Bauermann, jeśli chodzi o przygotowanie drużyny i prowadzenie jej na turnieju?

- W tej chwili nie jestem upoważniony do komentowania błędów trenera i tego nie zrobię. Powtórzę - do końca meczów jestem i z zawodnikami, i z trenerem. Czas na weryfikację tych błędów będzie po mistrzostwach, porozmawiamy między sobą. W tej chwili jest na to absolutnie za gorąco.

Jak będzie wyglądała analiza tego, co się stało z reprezentacją?

- Z jednej strony jest to proces formalny, Ministerstwu Sportu i Turystyki musimy przedstawić raport podsumowujący to, co się stało. W tych materiałach staramy się - głównie trener pod nadzorem wydziału szkolenia - określić, co było ewentualną przyczyną takich, a nie innych skutków. Ale jest też droga pewnych uzgodnień wewnętrznych w ramach związku i ona się odbywa poprzez rozmowy. W każdej federacji, także tych, gdzie pracują wybitni trenerzy, selekcjonerzy mają swego rodzaju carte blanche, jeśli chodzi o opracowanie planów dla federacji. Nie jest tak, że prezes czy dyrektor sportowy danego związku, tym trenerom pewne rzeczy narzuca. Rozmowy się odbywają, ale co do zasady, to trenerzy biorą odpowiedzialność za wynik, za szkolenie. Element porażek jest wkalkulowany, czasem tak bywa. Ale jeżeli umawiamy się na wykonanie pewnej pracy w okresie np. trzyletnim, to nie powinniśmy po roku czy kilku miesiącach od razu to przerywać. To po prostu nie ma sensu. Kolejna zmiana nic nie wniesie.

Jaki ten słaby wynik na mistrzostwach może mieć wpływ na odbiór koszykówki w Polsce?

- Najbardziej szkoda mi graczy, jestem z nimi do końca. Wiem, ile włożyli serca, wiem, że chcieli pokazać w Słowenii, że potrafią grać w koszykówkę. Bardzo przeżywają te porażki, ale po prostu im się nie udało. Będę ich jednak bronił, bo nie może być tak, że od jednego rzutu Lubosa Bartona będziemy budować filozofię totalnej negacji. W meczu z Czechami zabrakło kropki nad i, gdyby ona była, to być może wszystko inaczej by się potoczyło i rozmawialibyśmy dzisiaj w innych nastrojach. Oczywiście wynik jest niesatysfakcjonujący dla kibiców, ale przecież nie położymy się i nie będziemy płakać. Za rok czekają nas eliminacje do mistrzostw Europy w 2015 roku, trzeba się zebrać, ułożyć zespół i pokazać, że potrafimy grać w koszykówkę. Tego typu problemy są w każdej innej federacji.

Mam też wrażenie, że koszykówka męska nabrała w ostatnich latach rumieńców - zapoczątkował to awans do mistrzostw w 2007 roku, po 10 latach przerwy. Wiązaliśmy wielkie nadzieje z turniejem, który dwa lata później organizowaliśmy u siebie - zabrakło nam troszeczkę, by wygrać jeden mecz w drugiej fazie. W 2010 roku było załamanie, ale potem mieliśmy mozolną próbę odrodzenia. Liga jest w miarę poukładana, sponsorzy widzą, że warto zainwestować w tę dyscyplinę. Uważam, że po tym nieudanym występie nie powinniśmy się skupiać tylko na szukaniu przyczyn porażki. Choć oczywiście one pozwolą nam wszystko poukładać w następnych latach.

Ale ten wynik w Słowenii jest załamaniem.

- Jest, jeszcze większe niż w 2010 roku. Ale ja pamiętam, że wtedy, kiedy przegraliśmy eliminacje, a FIBA poszerzyła liczbę uczestników mistrzostw, zawodnicy mieli w pamięci ten poprzedni rok. Czuli, że im nie wyszło, było załamanie. Ale mimo wszystko, ta drużyna, która pojechała na EuroBasket w 2011 roku, podjęła rękawicę. Zaczęła się budowa. Teraz znów mamy załamanie, ale, jak powiedział ktoś mądry, moc ze słabości się rodzi. Jeśli w rozmowach z zawodnikami, którzy są autentycznie przybici, słyszę, że oni widzą sens dalszej pracy z trenerem Bauermannem, już dzisiaj deklarują, że przyjadą na eliminacje w przyszłym roku, to jest to coś ważnego i obok tej kwestii nie powinniśmy przechodzić obojętnie. To był nieudany występ, ale wracamy do pracy i zobaczymy, co będzie dalej.

W porównaniu z innymi drużynami mamy słabość na pozycji rozgrywającego, a naturalizowany Thomas Kelati do gry drużyny wnosi w Słowenii niewiele. Czy w związku z tym myślicie o naturalizowaniu rozgrywającego?

- Myślimy, jest taki pomysł. Mamy kandydatów, ale nie są to gracze znani z polskiej ligi.