EuroBasket 2013. Tomczyk: Polska to nie tylko Gortat i Lampe. Będzie dobrze

84 : 67
Informacje
Eurobasket 2013 - Grupa C
Środa 04.09.2013 godzina 14:30
Wyniki szczegółowe
1 Kw
2 Kw
3 Kw
4 Kw
Wynik
Gruzja
20
19
16
29
84
Polska
14
8
15
30
67
Składy i szczegóły
Gruzja
Skład: Metreveli 2, Pkhakadze 0, Sanadze 0, Burjanadze 2, Tsintsadze 11, Shermadini 13, Hickman 9, Markioshvili 18, Patsatsia 0, Sanikidze 23, Lezhava 3, Tsikitshvili 3
Polska
Skład: Koszarek 4, Kelati 2, Waczyński 3, Lampe 10, Gortat 12, Karnowski 9, Szubarga 2, Chyliński 0, Zamojski 10, Ponitka 7, Ignerski 8, Hrycaniuk 0
- Kadra z 1997 roku w porównaniu z obecną wypada blado - mówi Dominik Tomczyk przed startem mistrzostw Europy w Słowenii. Były reprezentant Polski, grając razem m.in. z Adamem Wójcikiem, Maciejem Zielińskim i Andrzejem Plutą, przed laty zajął w imprezie tej rangi siódme miejsce. - Siódme miejsce byłoby świetne, bo pewnie dałoby awans na mistrzostwa świata. Nie chcę zapeszać, ale czuję, że będzie dobrze - mówi Tomczyk. W środę w swym pierwszym meczu Polska zagra z Gruzją. Relacja na żywo w Sport.pl od godz. 14.30.
Łukasz Jachimiak: Wierzy pan, że reprezentacja Polski osiągnie sukces na EuroBaskecie?

Dominik Tomczyk: Widziałem prawie wszystkie mecze kadry w ramach przygotowań do mistrzostw i jestem pod wrażeniem. Naprawdę fajnie to wszystko trener Dirk Bauermann poukładał. Fajnie wygląda gra, fajnie prezentuje się skład. Jest mocny, na każdej pozycji mamy dobrych podstawowych zawodników i dobrych zmienników. Nie chcę zapeszać, ale czuję, że będzie dobrze. Oczywiście dla polskiej koszykówki sukces to nie od razu medal. Myślę, że będziemy zadowoleni, jeśli drużyna awansuje do drugiej rundy i w niej powalczy o ćwierćfinał. O medalach nie ma co myśleć. Do nich na razie droga jest za daleka.

Żeby osiągnąć cel minimum Marcin Gortat i spółka pewnie będą musieli pokonać wyżej notowaną Chorwację. Dadzą radę?

- Uważam, że to rywal w naszym zasięgu. Ale najpierw trzeba dobrze i spokojnie wejść w turniej, uważać, żeby słabszy dzień nie przytrafił się w kluczowym momencie. On przyjdzie, bo w takich turniejach zawsze przychodzi, i trzeba się na taki dzień przygotować. Ważne jest, żeby nie rzucać wszystkich sił na jeden mecz. Lepiej wygrać dwa mecze z rzędu jednym punktem niż wygrać efektownie różnicą 30 punktów, a następnego dnia minimalnie przegrać. Najważniejszy mecz to wcale nie musi być starcie z Chorwatami. W każdym razie ten mecz będzie trzeba wygrać, pokazać, że zespół już dojrzał.

Mówi pan, że widzi nie tylko świetny duet, jaki tworzą Gortat i Maciej Lampe, ale mocną kadrę. Którzy zawodnicy zrobili na panu największe wrażenie w ostatnich sparingach?

- Cieszę się, że nie przychodzi mi do głowy jedno nazwisko, tylko od razu kilka. Naprawdę wielu chłopaków się wyróżniało. Możemy chwalić Ponitkę, Ignerskiego i tak dalej. Gortatowi i Lampemu może się przytrafić słabszy mecz, wygląda na to, że ich koledzy to rozumieją i w odpowiednim momencie będą w stanie wziąć ciężar gry na siebie.

Gortat i Lampe twierdzą, że na mistrzostwach będą dwójką najlepszych podkoszowych, a w naszym zespole są praktycznie jedynymi gwiazdami. Naprawdę uważa pan, że da się ich zastąpić?

- Marcin może mieć słabszy dzień i jestem spokojny, że wtedy ktoś inny weźmie odpowiedzialność za "deskę". A kiedy w ataku zacznie iść komuś innemu, to zespół zacznie na niego grać. To jest mądrość reprezentacji. W niej nie gra się tak jak w klubie, gdzie w każdym meczu gra się na określoną gwiazdę, pomaga się jej wypracować dobrą średnią. Po meczach naszej kadry widać, że w niej to tak nie działa, że jest w niej ta mądrość, o której mówię.

Obecna kadra jest mocniejsza od tej z 1997 roku, która na mistrzostwach Europy zajęła siódme miejsce? Kibice do dziś wspominają pana, Adama Wójcika, Macieja Zielińskiego czy Andrzeja Plutę.

- Przed tamtymi mistrzostwami nikt nas nie znał. Myślę, że obecni kadrowicze nas przerosną. Teraz nasza koszykówka ma większe indywidualności. W kadrze mamy zawodnika z NBA [Gortat], gracza, który za chwilę będzie występował w Barcelonie [Lampe], wielu koszykarzy, którzy grają i grali w ligach zagranicznych. Tamta kadra w takim porównaniu wypada blado. Jeśli dobrze pamiętam, to w 1997 roku nikt z nas poza Adamem Wójcikiem nie grał poza Polską. Nasze nazwiska stały się znane dzięki zwycięstwom nad Niemcami czy Chorwatami, dzięki tamtym mistrzostwom koszykówka w Polsce zyskała większe grono kibiców. Teraz reprezentacja znów może pomóc dyscyplinie. Na razie wizerunkowo ciągnie ją Gortat.

Siódme miejsce Polski w Słowenii chyba wzięlibyśmy w ciemno?

- Biorąc pod uwagę, że w pierwszej "szóstce" prawie na pewno będą Hiszpanie, to siódme miejsce rzeczywiście byłoby świetne, bo dałoby awans na mistrzostwa świata. Gra w takiej imprezie, a później może też walka o wyjazd na igrzyska olimpijskie, bardzo by koszykówce pomogły. To byłaby rewelacja. Zwłaszcza że zespół nie jest stary, można by było ten skład dłużej utrzymać. Ale nie rozpędzajmy się, najpierw trzeba będzie wygrać ten decydujący mecz, który przyjdzie. Dwa lata temu na Litwie graliśmy dobrze [m.in. Polska sensacyjnie pokonała Turcję], o wszystkim decydował mecz z Wielką Brytanią i był przegrany.

Dla waszej drużyny w 1997 roku kluczowy mógł być ćwierćfinał z Grecją. Długo dotrzymywaliście rywalowi kroku, przegraliście różnicą 10 punktów.

- Tego dnia Grecy byli w naszym zasięgu, ale brakowało nam wiary. Niby graliśmy z nimi dobrze, szliśmy równo, ale do żadnego z nas nie docierało, że za chwilę naprawdę możemy zagrać o finał mistrzostw Europy. Później o tym rozmawialiśmy, każdy mówił, że miał takie przekonanie, że Grecy zaraz nam odjadą. Pewnie dlatego to się stało. Z Grekami graliśmy dwa sparingi przed turniejem, oba przegraliśmy sromotnie. Stąd ten brak wiary w siebie. Byliśmy w formie, moglibyśmy zdziałać więcej, gdybyśmy inaczej podeszli do sprawy.

Rozumiem, że sierpniową porażkę Polski z Hiszpanią 66:70 uważa pan za cenny wynik?

- Fajnie zagrać równy mecz z faworytem. Ale trzeba pamiętać, że na mistrzostwach będzie dużo grania i jak zdarzy się, że faworyt zacznie odjeżdżać, będzie wyraźnie lepszy, to trzeba będzie odpuścić. Trzeba kalkulować. Z taką Hiszpanią warto walczyć do momentu, w którym jest jasne, że już nic z tego nie będzie. My tak z nimi zagraliśmy. Jak zaczęli odjeżdżać, to my zaczęliśmy traktować mecz jak trening, przegraliśmy wysoko [61:104], ale dzięki temu zachowaliśmy siły na kolejny, ważniejszy dla nas mecz. I wygraliśmy [86:76 z Niemcami].

Czy Polska wyjdzie z grupy?