Cztery cegły o meczu z Turcją: Zwycięstwo największe

- Dla mnie było to największe zwycięstwo reprezentacji Polski koszykarzy, jakiego byłem świadkiem. I kropka - pisze Łukasz Cegliński ze Sport.pl o wygranej Polski z Turcją w mistrzostwach Europy koszykarzy. - A teraz panowie zapomnijcie o tej wygranej, wyśpijcie się, odpocznijcie i w poniedziałek zlejcie skórę Brytyjczykom tak, żeby nie było wątpliwości, że sukces z Turcją to nie przypadek!
Nic nam to zwycięstwo z Turcją nie dało, nic kompletnie. Awans do drugiej fazy mistrzostw Europy wciąż jest niepewny. Przed Polakami poniedziałkowy mecz z Wielką Brytanią, w którym - po dwóch zwycięstwach z rzędu - biało-czerwoni będą faworytem. A Polacy nie lubią być faworytem.

Ale i tak jest super! Pokonać wicemistrza świata, który też musiał wygrać, to nie byle co, prawda? I nie wiem jak wy, ale ja zamierzam być po prostu szczęśliwy.

Pierwsza cegła: Dardan Berisha

Ekscytowanie się grą Berishy to rzecz niełatwa z kilku względów. Po pierwsze: jest to gracz nierówny, który rzucaniem bez opamiętania może mecz dla drużyny wygrać, ale i przegrać. Po drugie: jest Berisha graczem postrzeganym jednowymiarowo - chwalonym za atak, ganionym za obronę.

Ja jednak nigdy nie miałem problemu z podziwem dla Berishy. Pierwszy raz zachłysnąłem się w marcu 2008 roku, kiedy juniorzy starsi Polonii 2011 Warszawa pokonali 94:93 po dogrywce Trefl Sopot w finale mistrzostw Polski. Pisałem wtedy: "Waczyński w finale zdobył aż 43 punkty, Mokros został MVP turnieju, a Pamuła najlepiej rzucał z dystansu. Ale o wyniku decydował Berisha". Tak było.

Kilka miesięcy później, dzień po 20. urodzinach Berishy, w które zdobył 30 punktów w I lidze z MOSiR Krosno, pytałem: "Dardan Berisha w 20. urodziny zagrał jak profesor, ale na razie w I lidze. Czy jest gotowy na wyższy poziom?". I odpowiadałem słowami Berishy: - Czuję, że byłbym w stanie zagrać w reprezentacji. Tę pewność siebie mam wrodzoną.

I pisałem dalej: "Berisha ma 192 cm wzrostu, znakomity rzut i błysk w oku, który zdradza cechy boiskowego zabójcy. W ataku jest - to dobre słowo - bezczelnie zdecydowany. - Nie kontroluję tego, tę cechę też mam chyba od urodzenia - mówi koszykarz. - Biegnę na pozycję, wykorzystując zasłony, widzę, że obrońca się spóźni, i już wiem, że oddam rzut - tłumaczy swoje świetne akcje Berisha. Trafiać potrafi seriami."

"Wyobrażenie o sposobie gry młodego koszykarza dają nazwiska jego idoli - nieżyjącego już Chorwata Drażena Petrovicia i byłego gwiazdora NBA Reggiego Millera. Obaj byli strzelcami perfekcyjnymi."

Kiedy już Berisha w kadrze zadebiutował, w trakcie zeszłorocznych eliminacji ME pisałem: "Przebojowość, zdecydowanie, odwaga, umiejętność minięcia rywala i podejmowanie ryzyka, które Berisha pokazał, wystarczają mi do stwierdzenia, że wreszcie możemy mówić o rzucającym, który daje nadzieję na zastąpienie Andrzeja Pluty w reprezentacji."

Dadadadadadadadadadadadadardan Berisha! "Karabin" strzelał przez cały mecz z Turcją i strzelił też w decydującym momencie. 84:83 dla Polski!

PS Pięknie nam się rozkręca "Karabin" na Litwie - Hiszpania - zero punktów, 0/5 z gry. Litwa - 10 punktów, 4/7. Portugalia - 16 punktów, 6/11. Turcja - 21 punktów, 7/11.

Druga cegła: Piotr Pamuła

Pod wrażeniem Pamuły też oczywiście jestem - i też od marca 2008 roku. Po jednym ze spotkań I ligi pisałem wówczas m.in.: "Pamuła na boisku w ogóle się nie denerwuje (przynajmniej tego nie widać), a z drugiej strony rzadko popełnia błędy decyzyjne (spóźnione podania, niepotrzebne rzuty)."

I, kurczę blade litewskie, trzy lata później mogę zupełnie spokojnie napisać, że czy I liga, czy mistrzostwa Europy, Pamuła gra tak samo - pewnie, spokojnie, skutecznie. Trójka z Żubrami Białystok? A proszę, nie ma sprawy. Wejście z Hiszpanią w czwartej kwarcie? Hej, też trafię za trzy! Akcja na przełamanie w ostatniej minucie kluczowego meczu o wszystko z wicemistrzem świata z Turcją? To niesamowite, ale Pamuła trafia znowu! Ten gość to jest gość!

Nietrudno zauważyć, że obaj panowie - i Berisha, i Pamuła - poważne kroki w seniorskiej koszykówce stawiali w Polonii 2011 Warszawa. Klubie tak normalnym, by nie powiedzieć wzorcowym w pogmatwanej koszykarskiej rzeczywistości w Polsce, że aż kontrowersyjnym. Klubie, który obecnie i w PZKosz, i w sztabie reprezentacji ma wielu swoich przedstawicieli na różnych stanowiskach i w różnych funkcjach. To sytuacja podejrzana, obawami z nią związanymi dzieliłem się kilka tygodni temu. Po meczu z Turcją odwołuję i odszczekuję słowa, którymi sugerowałem, że zamiast Pamuły widziałbym w składzie Kamila Chanasa lub Pawła "Nie trafiłem w Zgorzelcu spod kosza na wygraną" Kikowskiego. Ktoś tu po prostu miał nosa (sztab szkoleniowy kadry), a ktoś idzie do kiosku po chusteczki (dziennikarz Cegliński).

Trzecia cegła: Szymon Szewczyk

Za to, że dawał nadzieję - drużynie i kibicom. Najpierw bezbłędnie wykorzystał błędy i głupotę Turków, którzy sfaulowali go w ostatniej sekundzie trzeciej kwarty przy rzucie za trzy, a potem bez krawatów awanturowali się na ławce. 58:62, Szewczyk na linii i pięć rzutów wolnych. Celny, celny, celny - przerwa. Celny, celny. 63:62 dla Polski, wracamy do gry.

Ale chwilę później turecki zryw i biało-czerwoni przegrywają 68:75. I co się dzieje? A nic, to Szewczyk trafia za trzy. Straty topnieją do czterech punktów i znów gramy o zwycięstwo.

Brawo panie Szymonie! Śmiem twierdzić, że te osiem z 12 punktów w dużym stopniu uratowało Polaków w tym spotkaniu.

Czwarta cegła: cały zespół

Łukasz Koszarek, Thomas Kelati, Piotr Szczotka, Szymon Szewczyk, Adam Hrycaniuk, Dardan Berisha, Adam Łapeta, Robert Skibniewski, Paweł Leończyk, Piotr Pamuła, trener Ales Pipan oraz cała grupa ludzi, która dzisiaj była na drugim planie, ale blisko drużyny. Każdy z nich zrobił swoje - były słabsze chwile, ale były wielkie powroty. Była wiara, walka i - tak, tak! - umiejętności. Polacy wygrali nie tylko dlatego, że bardzo tego chcieli, ale także dlatego, że od początku potrafili znajdować drogę do kosza wicemistrzów świata. Koszarek trafia spod kosza po zwodach? Ano, taka prawda.

Dla mnie było to największe zwycięstwo reprezentacji Polski koszykarzy, jakiego byłem świadkiem. I kropka.

A teraz panowie zapomnijcie o tej wygranej, wyśpijcie się, odpocznijcie i w poniedziałek zlejcie skórę Brytyjczykom tak, żeby nie było wątpliwości, że sukces z Turcją to nie przypadek!

PS Niech Luol Deng i Omer Asik mają co wspominać w długie, jesienne wieczory w Chicago.