Tour de Pologne. Tomasz Jaroński: Świat nam odjechał

Przed pięcioma laty Czesław Lang dokonał cudu. Organizowany przez niego Tour de Pologne został zaliczony do elitarnego cyklu ProTour. Mamy więc wielki wyścig. I niestety, tylko to. Brakuje nam wielkich mistrzów i boomu na kolarstwo

W tym roku dookoła Polski ścigają się m.in. mistrz świata Alessandro Ballan, Óscar Pereiro, zwycięzca Tour de France z 2006 roku, czy Jean-Christophe Péraud, określany nowym Miguelem Induráinem.

Polacy? Liczymy zwłaszcza na Sylwestra Szmyda, choć Polak nie wygrał TdP od siedmiu lat. Ba, od 2005 roku, kiedy wyścig uzyskał kategorię ProTour, biało-czerwoni nie odnieśli nawet zwycięstwa etapowego. I właśnie wyniki Polaków, a nie ranga Tour de Pologne, ilustrują stan naszego kolarstwa. Dlaczego duży, europejski kraj przez 20 lat nie dorobił się mistrzów klasy Czesława Langa czy Zenona Jaskuły, którzy wygrywali w Giro d'Italia i Tour de France? I co się takiego stało, że dyscyplina popularna przed 1989 rokiem na równi z futbolem dziś plasuje się daleko za skokami narciarskimi?

Z Tomaszem Jarońskim, ekspertem kolarskim i komentatorem Eurosportu, rozmawia Marek Markowski

Największe toury na świecie chętnie oglądają nie tylko nacje kolarskie, jak Francuzi, Włosi czy Hiszpanie, lecz także Anglicy czy Szwedzi. A w Polsce kolarstwo jakoś nie może się przebić.

- To wina pierwszych lat po transformacji ustrojowej. Wiadomo, mieliśmy na głowie ważniejsze sprawy i przegapiliśmy rewolucję w światowym kolarstwie, czyli odejście od amatorstwa i koncentrację na zawodowcach. Przez to straciliśmy średnie pokolenie. Starsi pamiętają rywalizacje drużyn narodowych w Wyścigu Pokoju, i nie do końca rozumieją specyfikę kolarstwa zawodowego. Zostają młodzi, którzy tym sportem się interesują, ale media, a zwłaszcza telewizja, nie promują krajowych wyścigów, więc przeciętny kibic nie ma pojęcia, że takie coś u nas się uprawia.

Jest Tour de Pologne. Co roku wszędzie go pełno, są billboardy, spoty telewizyjne...

- To prawda i chwała Czesławowi Langowi, że wyciągnął ten wyścig z niebytu. W dawnym NRD budowa marki Deutschland Tour nie wypaliła, w Czechach posucha. Na wschód od Łaby tylko w Polsce rozgrywa się profesjonalny wyścig, na który przyjeżdża cały świat. Ale to za mało. Brakuje sukcesów, mistrza, który wylansowałby kolarstwo, takiego Adama Małysza na rowerze. Owszem, jest Sylwester Szmyd, ale to jednak pomocnik, a nie lider. A kolarstwo opiera się na osobowościach. Gdyby dziś Szmyd błysnął tak jak Zenon Jaskuła, który w 1993 r. był trzeci w Tour de France, mielibyśmy szmydomanię.

Ale mamy medialnych mistrzów, jest Maja Włoszczowska...

- Bardzo podziwiam Maję i zabiegi wizerunkowe wokół niej, ale kolarstwo górskie to nisza w porównaniu z szosą.

Biegi narciarskie też są niszowe, a wystarczyło, żeby Justyna Kowalczyk wygrała kilka edycji Pucharu Świata, i stała się "naszą Justynką". A na rowery w weekend wsiada pół Polski.

- To, że ktoś uprawia jakiś sport, wcale nie musi oznaczać, że się nim interesuje. Mnóstwo ludzi żegluje, a większość z nich nie ma pojęcia, kim jest Mateusz Kusznierewicz. Wydaje mi się, że brakuje nam grup zawodowych, którymi sponsorzy posługiwaliby się choćby w reklamach. Mamy ich trochę, ale sponsorów nie stać na wprowadzenie ich do światowej elity, czyli ProTour.

Brakuje pieniędzy, promocji, zainteresowana - to skąd w ogóle biorą się w Polsce kolarze? Wciąż, jak w czasach Królaka i Szurkowskiego, ścigają się dzieciaki trenujące w gminnym klubie?

- I spośród nich rekrutuje się talenty. Przykład? Od kilkunastu dni mamy mistrza Europy do lat 23, Piotra Gawrońskiego. Na ten sukces zapracowali dwóch ludzi i dwa kluby: "Golczevita" i "Baszta" Golczewo. Tyle że sukcesy ideowców idą na marne, bo kiedy junior kończy 20-22 lata i powinien zacząć myśleć o prawdziwej karierze, wpada w czarną dziurę. Młody zawodowiec w Polsce zarabia mniej niż trzecioligowy piłkarz. Wyciąga średnią krajową, a haruje bez przerwy, przejeżdża codziennie 200 kilometrów, i to ze świadomością, że do zachodniej grupy może trafi, w najlepszym razie, za jakieś pięć lat. A z czegoś trzeba żyć - pojawiają się rodzina, dzieci. Więc rower ląduje w garażu.

A może kolarstwo nie może się przebić, bo jest mało telewizyjne? Siedzi człowiek przed telewizorem, a na ekranie godzinami kręcą i kręcą, dopiero na koniec coś się dzieje. Co w tym fajnego?

- Właśnie to. Owszem, zwykle oprócz ostatnich 20 kilometrów sytuacja jest stabilna. Peleton sobie jedzie, nawet jak goni ucieczkę, to nie ma nagłych zwrotów akcji, jak w futbolu. Wtedy snujemy z Krzysztofem Wyrzykowskim [drugi z komentatorów Eurosportu] opowieści, rzucamy ciekawostki o regionie, przez który wiedzie etap, mówimy o zwyczajach mieszkańców, zabytkach. A w piłce nożnej tego nie ma. Podczas mundialu wszyscy opowiadają o zawodnikach, opisują akcję, którą i tak śledzę. A jako widz chciałbym dowiedzieć się czegoś więcej - jak przygotowywano stadiony, jak żyją ludzie w RPA, czy kibiców z Afryki stać na zabawę w futbol, skąd się biorą w piłce różnice między nacjami...

Zgoda, ale często w relacji komentator mówi: "O, Kowalski ucieka". I cisza. Może kolarstwo trzeba jakoś inaczej oglądać, zanim zaczniemy ziewać i zmienimy kanał?

- W tej dyscyplinie liczy się tylko pierwsze miejsce. Drugie czy trzecie to tak jak czwarty wynik na igrzyskach. Dlatego każdy etap to partia szachów. Mocne drużyny popisują się albo przeciwnie, nie wychylają, udając słabość. Lider nie atakuje ucieczki, by nie wystawiać się na kontrę grupy konkurenta. Na finiszu sprinterzy czają się, bo kto wyskoczy za wcześnie, ten opadnie z sił. Ich drużyny kilka kilometrów wcześniej próbują wyjść na czoło, a potem rozprowadzają sprintera, czyli ciągną go w tunelu aerodynamicznym, żeby katapultować na ostatnich metrach. Poza tym w peletonie wcale nie uprawia się swobodnej turystyki, jak może się wydawać, patrząc z zewnątrz. Dziesiątki kolarzy pędzą 50-60 km kierownica w kierownicę, kilkanaście centymetrów do siebie. Przez kilka godzin trzeba napinać nerwy, a do tego jeszcze uważać, co się dzieje, kto ucieka, wyglądać swojej szansy. A po tym wszystkim nie ma wakacji, piwa ani fanek w szatni. Kolarstwo to morderczy sport. Żadną miarą nie nudny

Czytaj serwis Sport.pl - Tour de Pologne ?