Tour de France. Baranowski dziewiąty na 14. etapie

Dariusz Baranowski zajął dziewiąte miejsce w jednym z najtrudniejszych etapów tegorocznej "Wielkiej Pętli" - z metą na słynnej górze Mont Ventoux. Lider wyścigu Lance Armstrong był trzeci, wygrał Francuz Richard Virenque

"Niedziela legend" - tak na pierwszej stronie dziennik "L'Equipe" zapowiadał wczorajsze wydarzenia sportowe we Francji. Z jednej strony czerwone ferrari Michaela Schumachera, który na torze Magny-Cours stanął przed szansą zdobycia piątego w historii tytułu mistrza świata formuły. Na drugiej połówce Lance Armstrong na rowerze w żółtej koszulce lidera Tour de France. "Teraz marzy o zwycięstwie na mitycznej górze Mont Ventoux" - pisze gazeta.

Legendą został Schumacher, zostając wczoraj mistrzem świata, zostanie pewnie Armstrong, gdy wygra w tym roku swój czwarty Tour de France. Prawdziwą legendą, również sportu, jest Mont Ventoux. - Należy do księgi mitów kolarskich - mówił komentator stacji France 2 podczas wczorajszej transmisji.

W "Wielkiej Pętli" kolarze wjeżdżali na nią 12 razy. I ci, którzy wygrywali na niej etapy bądź górskie premie, zapamiętywani są w historii wyścigu jak bohaterowie mitologii. Nie dla wszystkich góra jest jednak szczęśliwa - dla Brytyjczyka Toma Simpsona okazała się tragiczna. Upadł dwa kilometry przed metą, jego serce się zatrzymało. Zmarł po przewiezieniu do szpitala. Znaleziono przy nim środki dopingujące.

Wtedy, w 1967 roku, panował wściekły upał dochodzący do 40 stopni Celsjusza. To jedno z wielu zagrożeń dla kolarzy na Mont Ventoux. Ale jest ich więcej. Ostry podjazd o średnim nachyleniu 7,63 procent wynosi 21 kilometrów. Tylko na alpejskie Galibier trzeba jechać dłużej - o 10 kilometrów. Ale Galibier jest mniej demoniczne. Nie ma tego księżycowego krajobrazu, wyschniętej ziemi, z łupinami kamieni na stoku. W wolnym tłumaczeniu Mont Ventoux znaczy "wietrzna góra". Prowansalski mistral wieje na odsłoniętym szczycie z prędkością dochodzącą do 100 km na godzinę. Na szczęście - dla kolarzy - nie w lipcu.

- Wszyscy ją znają, ale zawsze trudno tam się znaleźć - mówi o tym wzniesieniu Armstrong. - Ta góra nie toleruje żadnej słabości. Tu ani przez moment nie można odpocząć - opowiada w lokalnej gazecie "La Provence" były kolarz, dziś kierowca na Tour de France, Eric Caritoux.

Jaki był rozkaz?

Do Bedoin, gdzie od strony zachodniej na wysokości 260 m npm rozpoczyna się podjazd na szczyt, przyjechało najpierw 11 zawodników. Mieli siedem i pół minuty przewagi. Uciekali od 19. km etapu (180 km!). Był w tej grupie Dariusz Baranowski. 30-letni kolarz grupy iBanesto.com od tygodnia leczył przeziębienie. Hiszpanie codziennie wydawali komunikat, że Polak nie jest w pełni zdrów. Tłumaczyło to słabszą jazdę Baranowskiego w Pirenejach i 49. miejsce w klasyfikacji generalnej po 13. etapach.

Wczoraj Polak pojechał na Mont Ventoux bez oznak słabości. Już kilka kilometrów od rozpoczęcia podjazdu Baranowski prowadził grupkę uciekających zawodników. Liczyła ona wtedy tylko pięciu kolarzy. Polak przewodził wyścigowi przez cztery kilometry. Nagle podjechał do niego wóz techniczny iBanesto.com. Widać było dokładnie reakcję Baranowskiego - machnął ręką ze złości. Jakby otrzymał polecenie: Zrezygnuj z prowadzenia! Czekaj na Mancebo! (kolegę z drużyny jadącego w grupie z Armstrongiem). Od tego momentu - 14 km przed metą - na czele jechało czterech kolarzy. Brakowało wśród nich polskiego zawodnika.

Armstrong nie zdążył

W tle toczyła się walka tuzów tego wyścigu. Na "wietrzną górę" Armstrong podjeżdżał wspólnie ze wszystkimi zawodnikami z czołówki klasyfikacji generalnej. Znajdujący się bezpośrednio za Amerykaninem Joseba Beloki i Igor Gonzalez de Galdeano próbowali atakować i zgubić rywala. To była syzyfowa praca. Armstrong odpowiedział na to swoim atakiem i odjechał samotnie w pogoni za zdziesiątkowaną ucieczką prowadzoną przez Richarda Virenque'a.

Baranowskiego minął trzy i pół kilometra przed metą. Polak spadł wówczas na piątą pozycję. Amerykanin zdołał przegonić jeszcze Włocha Marco Serpelliniego, ale nie minął Rosjanina Aleksandra Boczarowa i Virenque'a. Francuz decydujący atak przyprowadził siedem kilometrów przed finiszem. - Potem bardzo się bałem, że mi się nie uda, bo pamiętałem, co zrobił Armstrong na etapach w Pirenejach, gdy dogonił Jalaberta - mówił Virenque. Ale to zawodnik z grupy Domo Farm-Frites - tej samej, w której jeździ Piotr Wadecki - uniósł ręce do góry obok obserwatorium meteorologicznego na Ventoux. Będzie jednym z bohaterów kolarskiej mitologii.

W poniedziałek dzień przerwy. We wtorek i w środę kolarze jadą w Alpach..

Wyniki 14. etapu, Lodeve - Mont Ventoux (221 km):

1. Richard Virenque (Francja/Domo) - 5:43.26

2. Aleksander Boczarow (Rosja/AG2R) 1.58 straty

3. Lance Armstrong (USA/US Postal) 2.20

4. Marco Serpellini (Włochy/Lampre) 2.54

5. Raimondas Rumsas (Litwa/Lampre) 3.36

6. Ivan Basso (Włochy/Fassa Bortolo) 3.39

7. Francisco Mancebo (Hiszpania/iBanesto.com) 3.51

8. Joseba Beloki (Hiszpania/ONCE) 4.05

9. Dariusz Baranowski (Polska/iBanesto.com) 4.10

10. Ivan Gotti (Włochy/Alessio) 4.16

...

21. Igor Gonzalez de Galdeano (Hiszpania/ONCE) 5.57

31. Piotr Wadecki (Polska/Domo) 8.57

klasyfikacja generalna:

1. Armstrong - 56:51.39

2. Beloki 4.21 straty

3. Rumsas 6.39

4. Gonzalez de Galdeano 8.36

5. Mancebo 10.49

6. Jose Azevedo (Portugalia/ONCE) 10.57

7. Roberto Heras (Hiszpania/US Postal) 11.35

8. Oscar Sevilla (Hiszpania/Kelme) 12.45

9. Levy Leipheimer (USA/Rabobank) 12.54

10. Virenque 13.12

...

32. Wadecki 26.48

33. Baranowski 28.10