Działacze z UCI zaostrzyli już kontrole sprzętu podczas męskiego Tour de France tak, aby wyeliminować tzw. doping aerodynamiczny. Jak się okazuje, to samo może czekać teraz zawodniczki, podejrzewane o próby oszustwa.
Kilka kobiecych zespołów z cyklu WorldTour zwróciło się do sędziów Międzynarodowej Unii Kolarskiej z prośbą o sprawdzenie, czy poszczególne kolarki specjalnie wypełniają swoje biustonosze, żeby poprawić aerodynamikę.
Zmiany zauważono przede wszystkim podczas jazdy indywidualnej na czas. Na wtorek 4 sierpnia zaplanowano taką właśnie rywalizację pań podczas tegorocznego Tour de France. Etap czwarty z Gevrey-Chambertin do Dijon będzie liczył 21 kilometrów. Kolarki zaś mogą spodziewać się kontroli sprzętu.
Swego czasu profesor Bert Blocken ze szkockiego Heriot-Watt University ustalił, że powiększenie biustu dzięki specjalnym wkładkom zmniejsza opór powietrza o 3,6 proc, co przekłada się na zysk czasu na poziomie co najmniej 0,78 sekundy na kilometr.
- To jednoznacznie niedopuszczalne. Mowa o owiewce piersiowej, która zmienia przepływ powietrza wokół ciała, zmniejszając tym samym nadmierne ciśnienie na biodra. W rezultacie zawodniczka odczuwa mniejszy opór powietrza. W zwykłym wyścigu nie daje to przewagi dziesiątek sekund, ale na dystansie od 20 do 30 kilometrów może przynieść decydujące sekundy - powiedział Blocken, cytowany przez portal sports.ru.
Choć skandal wybuchł dopiero teraz, przepisy UCI (artykuł 1.3.033) już od dawna uwzględniają kary za wprowadzenie podobnych modyfikacji. Zawodniczkom i zawodnikom, złapanym za takie przewinienie, grozi natychmiastowa dyskwalifikacja z wyścigu oraz kara finansowa od 200 do 1000 franków szwajcarskich.
Na starcie wtorkowej jazdy indywidualnej na czas stanie pięć Polek: Karolina Perekitko (Mayenne-Monbana-MyPie), Agnieszka Skalniak-Sójka (CANYON//SRAM), Dominika Włodarczyk (UAE Team L’IMAD), Malwina Mul (Cofidis), a także najwyżej sklasyfikowana w "generalce" (ósma) Katarzyna Niewiadoma (CANYON//SRAM). Początek tuż przed godziną 15.00.