Jilke Michielsen uchodziła w Belgii za gigantyczny talent. Jako 16-latka wywalczyła trzy tytuły mistrzyni kraju juniorek - w wyścigu ze startu wspólnego, w jeździe indywidualnej na czas oraz w omnium w kolarstwie torowym. Wówczas wydawało się, że przed nią wspaniała sportowa kariera. Niestety marzenia te zostały brutalnie przerwana.
Jak opisuje belgijski portal sporza.be, jeszcze w 2023 r. u Michielsen zdiagnozowano mięsak Ewinga - złośliwy nowotwór kości. Kolarka musiała zawiesić karierę i poddać się leczeniu. Latem 2024 usłyszała nawet, że jest wolna od choroby. Udało jej się wrócić na rower, ale na początku poprzedniego roku doszło do nawrotu.
Konieczna była więc chemioterapia. Ta niestety okazała się dla jej organizmu bardzo wyczerpująca. Jeszcze na początku tego miesiąca 19-latka opowiedziała o swojej walce z chorobą w wywiadzie dla "The News". - Wszystko szybko się zmieniło. Jeszcze kilka tygodni temu leczenie działało. Potem nagle zaczęłam czuć się gorzej, ospała. Okazało się, że nie produkuję już krwinek, ponieważ chemioterapia wpływa również na zdrowe komórki. Nie dochodziłam już do siebie; mój organizm był wyczerpany. Wtedy lekarze zdecydowali się przerwać chemioterapię - relacjonowała.
Zobacz też: Widzew spadnie z Ekstraklasy? Oto tabela po piątkowych meczach
Niestety w piątek 15 maja Michielsen zmarła. Tego dnia wiadomość o jej śmierci przekazali jej bliscy na jej profilu na Instagramie. Zamieścili jej zdjęcie oraz cytat: "Nie marudź, po prostu ciesz się", a także daty jej urodzin i śmierci.
- Zawsze była punktualna i dbała o każdy szczegół na treningach. Jeździła po to, by wygrywać. Ale przede wszystkim była bardzo przyjazną osobą, z którą można było się dobrze bawić i czerpać z tego przyjemność. To dla nas bardzo smutna wiadomość - powiedział po jej śmierci Dino Vanthienen, prezes jej byłej drużyny kolarskiej GMS Cycling Team Glabbeek, cytowany przez "Nieuwsblad".