"Obiecali nieskażone napoje z Polski, żywność, ortaliony z kapturami, liczniki Geigera. Nic nie dostaliśmy. Byliśmy wystraszeni, bo wiedzieliśmy, że jedziemy tam, gdzie stało się coś złego". 6 maja 1986 r. w Kijowie zaczął się Wyścig Pokoju - 120 km od Czarnobyla, 10 dni po wybuchu w tamtejszej elektrowni atomowej.
Na początku maja 1986 r., czyli niemal dokładnie 40 lat temu, zdenerwowaną grupę polskich kolarzy i ich trenera, którzy nie chcieli wystartować w Wyścigu Pokoju, poproszono o natychmiastowy przyjazd do Warszawy.
Wezwanie było konsekwencją decyzji dwóch ludzi – Edwarda Borysewicza i Stanisława Szozdy – o podzieleniu się z innymi sekretną informacją. Borysewicz, jako trener kadry USA, ściągnął drużynę do Wrocławia, żeby się przygotowywała do startu w Wyścigu Pokoju, a Szozda mu pomagał. Dwa, trzy dni po wybuchu w Czarnobylu, do którego doszło w nocy z 25 na 26 kwietnia, Borysewicz otrzymał wiadomość, żeby natychmiast pakował ekipę i uciekał z Polski. Amerykańskie służby zarejestrowały ogromny wzrost promieniowania w okolicach Czarnobyla, pewnie też miały satelitarne zdjęcia elektrowni atomowej zniszczonej eksplozjami reaktora.