O tym, jak wyjątkowe jest to wydarzenie świadczyć może fakt, iż nawet LeBron James - gwiazda NBA zamieściła specjalne nagranie przed startem rywalizacji. Kolarze rywalizowali na dystansie 258,3 km. "Paryż-Roubaix wymaga zwierzęcej siły, kolarz nie może być za chudy, bo nie będzie miał wystarczającej mocy na odcinkach bruku" - opisywał na łamach Sport.pl Radosław Leniarski.
Nawet Eddy'emu "Kanibalowi" Merckxowi nie udało się wygrać wszystkich monumentów w jednym sezonie kolarskim. Tego dokonać chciał Tadej Pogacar, który w tym sezonie wygrał już dwie takie rywalizacje - Mediolan-San Remo i Ronde van Vlaandren. "Naukowcy zachwycają się nieprawdopodobną mocą Pogacara, jaką krzesze ze swojego, na pozór wątłego, organizmu. Waży 64 kg przy wzroście 177 cm, a kręcąc pod górę, oświetliłby wieżowiec. FTP, miara utrzymywanej przez określony okres maksymalnej mocy (w jego przypadku mierzono moc przez godzinę), wynosi dobrze ponad 400 W, to znaczy prawie 7 watów na kilogram wagi ciała. Jak mrówka albo pchła" - pisał Leniarski.
Przeszkodzić w tym Pogacarowi chciał Mathieu van der Poel, czyli obrońca tytułu. Rywalizacja rozpoczęła się po godz. 11:00. Jednak wydawało się, że marzenia van der Poela o czwartym zwycięstwie w tej rywalizacji szybko prysły przez defekt. Kolarz w pewnym momencie musiał zsiąść ze swojego rowera - nawet próbował się zamienić ze swoim kolegą z zespołu Jasperem Filipsenem, ale ostatecznie odpuścił i jego sprzęt był za mały, więc krzyknął do niego, by walczył dalej, a ten wracał na piechotę. W międzyczasie Tibor Del Grosso zdążył wymienić koło w rowerze van der Poela i ten mógł wznowić jazdę.
Piekło Północy nie oszczędziło nikogo, nawet Tadeja Pogacara, który przebił przednie koło. Po chwili pojawił się samochód neutralny i wadliwy sprzęt został wymieniony. Jednak stojące na drodze auta spowodowały zamieszanie na drodze i część kolarzy musiała zwolnić, by wyminąć te przeszkody.
Zobacz też: Dramat na szosie. Z ciemnego BMW padły strzały do kolarzy
Wraz z biegiem czasu Mathieu van der Poel dał radę wrócić na czołową lokatę. To sprawiało, że wyścig był coraz bardziej emocjonujący.
Przez lwią część tego wyścigu w wiodącej grupie znajdowali się Tadej Pogacar i Wout van Aert. Za nimi ze stratą około 40 sekund był Mathieu van der Poel i Mads Pedersen.
Na około 17 km do końca Mathieu van der Poel zniwelował straty do wiodącej grupy do 24 sekund, więc końcówka zapowiadała się emocjonująco. Pogacar i van Aert wspólnie wjechali na Vélodrome André Pétrieux.
Na torze mocno zaatakował van Aert i to on sięgnął po zwycięstwo w Paryż-Roubaix. Tadej Pogacar ostatecznie był drugi. Na najniższym stopniu podium stanął Jasper Stuyven. Vout van Aert ukończył wyścig w 5h 15 minut i 52 sekundy. Tuż za nim finiszował Tadej Pogacar. Trzeci Jasper Stuyven przekroczył linię mety z czasem 5h 17' 05''.
Jeśli chodzi o Polaków, to w słynnym Piekle Północy wzięli udział Filip Maciejuk, Stanisław Aniołkowski, Kamil Małecki i Kamil Gradek.
Stanisław Aniołkowski finiszował osiemnasty ze stratą 5 minut i 43 sekund