Michał Kwiatkowski nie miał łatwego zadania. Trasa z Chatillon-sur-Chalaronne do Grand Colombier liczy niespełna 138 kilometrów, a na ostatnich 17 km średnie nachylenie wynosiło 7,1 proc.
Kwiatkowski na prowadzenie wyszedł na 12 kilometrów przed końcem trasy. Wtedy właśnie wyprzedził Francuza Quentina Pachera (Groupama - FDJ), który dotychczas wiódł prym podczas wyścigu.
Zaraz za Polakiem na metę dojechał Maxim Van Gils (Lotto Dstny), który do Kwiatkowskiego tracił aż 47 sekund. Trzeci był słoweński kolarz Tadej Pogacar (UAE Team Emirates). Ten do naszego zawodnika miał 50 sekund straty. Po zakończonych zawodach w rozmowie z dziennikarzami docenił sukces Polaka.
- Świetnie było zdobyć kilka sekund. Jednak czapki z głów przed ucieczką i Michałem Kwiatkowskim. Myślę, że dzisiaj wszyscy byli bardzo zmotywowani. Nawet jeśli nie wygrałem, to było zwycięstwo w walce o żółtą koszulkę - powiedział po 13. etapie Tour de France Pogacar, cytowany przez portal naszosie.pl. W podobnym tonie wypowiedział się drugi Maxim Van Gils. - Przez cały dzień było mocne tempo. Na początku podjazdu było przyspieszenie, ale na szczęście mogłem jechać swoim tempem. Kwiatkowski był dzisiaj zdecydowanie silniejszy - przyznał Belg.
Więcej podobnych treści przeczytasz na stronie Gazeta.pl
Kwiatkowski na Tour de France wygrał wcześniej jeden etap - w 2020 roku w 18. etapie na trasie z Meribel do La Roche-sur-Foron. Wówczas do mety dojechał razem z partnerem z drużyny Ekwadorczykiem Richardem Carapazem. W tej edycji wyścigu zwycięstwo Polaka jest dopiero pierwszą etapową wygraną zawodników INEOS Grenadiers.