Choć przyzwyczailiśmy się już do szalonego ścigania w najważniejszych wyścigach etapowych na świecie, w maju musieliśmy zejść na ziemię. Dobrze, że finałowa czasówka wynagrodziła nam trzy tygodnie nudy i sprawdzania komunikatów o wycofanych zawodnikach. W końcu co to za Giro d'Italia bez cudu w sercu Alp?
Gdy kolarscy kibice na całym świecie przygotowywali się do tegorocznego Giro d'Italia, głównie rozmyślali o rywalizacji Primoża Roglicia z Remco Evenepoelem o różową koszulkę lidera wyścigu. Mało kto zaprzątał sobie głowę innymi nazwiskami czy walką o status najlepszego sprintera. Jak wielki był szok, kiedy okazało się, że Giro d'Italia zamknie się w jednym podjeździe, trzech krótkich fragmentach wzniesień i finałowej, potwornie trudnej czasówki na Monte Lussari.