Remco Evenepoel jest jednym z faworytów do zwycięstwa w Giro d'Italia. Po czterech etapach zajmował drugie miejsce w klasyfikacji generalnej, do prowadzącego Andreasa Leknessunda tracił 28 sekund. O zmniejszenie tej straty miał powalczyć podczas piątego etapu z Atripaldy do Salerno (171 kilometrów), który odbył się w środę.
Ze względu na padający deszcz trasa była wilgotna i zamglona, przez co nie było trudno o wypadek. Już na 19. kilometrze belgijski kolarz leżał na poboczu i dawał do zrozumienia, że ma problem zdrowotny. Po tym, jak udzielono mu pomocy, wrócił do rywalizacji.
Powtórki telewizyjne pokazały, że Evenepoel wywrócił się w kuriozalnych okolicznościach. Nagle na trasę wbiegł pies, który znalazł się pod kołami Davide Balleriniego. W wyniku zdarzenia stracił on panowanie nad pojazdem i upadł, pociągając za sobą 23-latka.
To nie był koniec kłopotów Evenepoela podczas tego etapu. Na około dwa kilometry przed metą upadł po raz kolejny, a wraz z nim kilku kolejnych zawodników. Szczęśliwie dla niego sytuacja miała miejsce już w strefie ochronnej. Tym samym nadal ma 28 sekund straty do lidera klasyfikacji generalnej, mimo że do mety dojechał cztery minuty po zwycięzcy.
Więcej podobnych treści sportowych znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl
Tym z czasem 4:30:19 okazał się Kaden Groves, który na finiszu wyprzedził Jonathana Milana i Madsa Pedersena. Tuż przed metą doszło do kolejnej niebezpiecznej kraksy, tym razem upadł Mark Cavendish, który pociągnął za sobą kilku rywali. Sytuacja była na tyle groźna, że na trasie musiała pojawić się karetka.