Tour of Oman to jeden z najpopularniejszych i najbardziej prestiżowych na bliskim wschodzie. Kolarze z całego świata chętnie ścigają się na wschodzie półwyspu Arabskiego ze względu na doskonałą pogodę panującą tam na początku roku. Nie inaczej jest w tym roku, gdyż na liście startowej imprezy organizowanej przez ASO (ta sama firma odpowiada m.in. za Tour de France i Vuelta a Espana) znalazło się 10 zespołów World Tour.
Podczas poniedziałkowego, trzeciego etapu wyścigu, kolarze mieli do pokonania niespełna 152 kilometry, a w samej końcówce czekał ich podjazd pod jedną z niedawno odkrytych kolarskich gór w Omanie, Jabal Haat (4,6 km, 7,7%). Tam najlepszy okazał się Matteo Jorgenson z ekipy Movistar, odnosząc swoje pierwsze zwycięstwo w zawodowej karierze i przejmując koszulkę lidera klasyfikacji generalnej.
Niestety niewiele brakowało, a wszyscy zawodnicy, którzy na finałowym wzniesieniu nie utrzymali się w czołowej, 15-osobowej grupce, nie byliby w stanie ukończyć rywalizacji. Wszystko przez pilota helikoptera, który nad metą trzeciego etapu za bardzo obniżył lot, powodując niemałą zawieruchę. Ta z kolei spowodowała, że testu wytrzymałości nie przeszły łączenia barier po prawej stronie trasy.
Organizatorzy Tour of Oman mogą jednak mówić o sporym szczęściu. Gdy reklamy sponsorów na metalowych stelażach zaczęły latać po finałowych metrach trzeciego etapu, kolarze, którzy na podjeździe zanotowali straty, nie zdążyli jeszcze dojechać do miejsca, w którym doszło do całego zamieszania. Dzięki temu nikt nie ucierpiał, lecz do katastrofy nie brakowało wiele.
Poniedziałkowe zajście skomentować postanowili także zawodnicy uczestniczący w wyścigu. Belg Arne Marit jasno przyznał, że helikoptery latały w trakcie trzeciego etapu zdecydowanie za nisko. Na to samo zwrócił uwagę także Toms Skijuns, który co prawda nie uczestniczy w arabskiej imprezie, lecz to, jak głośno w końcówce było słychać śmigłowiec telewizyjny dało mu dużo do myślenia.
Do zakończenia Tour of Oman pozostały jeszcze dwa trudne etapy. We wtorek na kolarzy czeka pagórkowaty etap zakończony na Yitti Hills, a dzień później zawodnicy zmierzą się z legendarną omańską górą, Jabal al Akhdhar, zwaną także Green Mountain.