Cały świat widział tragedię Jakobsena w Katowicach. Teraz do akcji wkraczają "totemy"

Karol Górka
Niemal cały świat widział wypadek Fabio Jakobsena na ostatnich metrach sprinterskiego etapu do Katowic. Od wypadku otwierającego wyścig Tour de Pologne mijają właśnie dwa lata. Ze wszystkich stron słychać głosy, że do podobnego wypadku w peletonie już nigdy nie dojdzie, m.in. ze względu na poprawę bezpieczeństwa na ostatnich metrach.

Niemal cały świat widział zdarzenie na 1. etapie Tour de Pologne w 2020 roku. Na ostatnich metrach rywalizacji doszło do potwornego wypadku. Dylan Groenewegen wepchnął Fabio Jakobsena w bariery, przez co Holender trafił do szpitala z poważnymi obrażeniami. Kolarz Deceuninck - Quick Step stracił w wypadku wszystkie zęby, a szef jego ekipy groził Groenewegenowi sądem. Ostatecznie skończyło się na dziewięciomiesięcznej dyskwalifikacji nadanej przez Międzynarodową Unię Kolarską (UCI).

Zobacz wideo Marczyński: "Tour to bardzo stresujący i nerwowy wyścig"

79. Tour de Pologne79. Tour de Pologne Tour de Pologne

Jakoben i Groenewegen już wrócili do peletonu. I wygrywają!

Fabio Jakobsen i Dylan Groenewegen wrócili już do rywalizacji na najwyższym poziomie - pierwszy z nich wygrał już etapy podczas Tour de France i Vuelta Espana, drugi w tym roku na Tour de France. Groenewegen wielokrotnie opowiadał, że żałuje tego, co stało się na finiszu w Katowicach, jednak miał nigdy osobiście nie przeprosić Jakobsena za całe zdarzenie. - Dylan nigdy osobiście mnie nie przeprosił. Nie okazał nawet chęci wzięcia odpowiedzialności za swoje czyny. Ja nadal chciałbym dojść z nim do porozumienia, ale do tego trzeba woli dwóch stron - pisał Jakobsen po spotkaniu, na którym obydwaj mieli wyjaśnić między sobą całe zajście.

Polak zdecydował o zmianie lidera Tour de Pologne. Oddał bonifikatę na premiiPolak zdecydował o zmianie lidera Tour de Pologne. Oddał bonifikatę na premii

Wypadek spowodowany przez Groenewegena sprawił jednak, że UCI postanowiła rozpocząć pracę nad poprawą bezpieczeństwa na etapach, kończących się sprinterskimi finiszami, doskonale sobie zdając sprawę z ryzyka, jakie niesie za sobą walka kolarzy przy prędkości sięgającej nawet 70 km/h. Zdaniem Międzynarodowej Unii Kolarskiej nie powinno dochodzić do sytuacji, w której bariery ustawione na mecie mogą się rozczepić, jak stało się na finiszu w Katowicach. Jedna z oderwanych części, która uniosła się w powietrze, uderzyła w sędziego znajdującego się na linii mety i spowodowała u niego liczne obrażenia.

Nowe bariery mają zapobiec wypadkom takim jak Jakobsena

Za pracę nad nowymi barierami wzięła się firma Boplan. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Już po kilku miesiącach przedstawiono projekt nowych barier, które miałyby znacząco zwiększyć bezpieczeństwo kolarzy na ostatnich metrach rywalizacji. Plastikowe bariery ze znacznie większą powierzchnią i bez wystających elementów w kierunku trasy szybko znalazły uznanie i pojawiły się na kolarskich wyścigach, m.in. już podczas ubiegłorocznego wyścigu Tour de Pologne.

Katarzyna Niewiadoma poszła śladem Zenona Jaskuły. Katarzyna Niewiadoma poszła śladem Zenona Jaskuły. "To była praca do granic możliwości"

- Wydaje mi się, że już nie da się lepiej zabezpieczyć ostatnich 250-300 metrów. To są już bardzo bezpieczne bariery, wysokie na 1,4 m. Wiadomo, że idealnie byłoby wygrodzić tymi barierami ostatni kilometr, ale mamy zabezpieczone na każdym etapie 250 metrów, gdzie jest ta największa walka - przyznawał już rok temu Przemysław Niemiec, odpowiedzialny za trasę i jej zabezpieczenie.

Oprócz plastikowych barier, które na każdym etapie zabezpieczają ostatnie 250 metrów, na trasie stosowane są tzw. totemy, czyli plastikowe słupki, które sygnałem świetlnym informują kolarzy o zbliżającym się niebezpieczeństwie. Wprowadzono je w ubiegłym roku w newralgicznych punktach trasy, czyli na ostatnich kilometrach. Kolarze z daleka widzą zagrożenie, do którego się zbliżają. "Totemy" ostrzegają przed każdą wysepką na jezdni, każdym skrzyżowaniem i pokazują, w którą stronę skręcić.

I już w ubiegłym roku bariery Boplan udowodniły, że doskonale się sprawdzają na ostatnich metrach. Podczas ubiegłorocznego Tour de France Mark Cavendish na jednym ze sprinterskich finiszów został zepchnięty w bariery. Zamiast upadku, których było wiele w ostatnich latach, Brytyjczyk "prześlizgnął" się po barierze, po czym bezpiecznie ukończył etap, nie spadając nawet z roweru.

Więcej o: