Zostawił fizykę dla kolarstwa. Pokonał mistrzów. Włoszczowska zachwycona: "Petarda"

Łukasz Jachimiak
Siedem lat temu został fizykiem z Politechniki Warszawskiej a w niedzielę zdobył wicemistrzostwo Europy w maratonie w kolarstwie górskim. Krzysztof Łukasik pokonał m.in. mistrza olimpijskiego i mistrza świata. - To wynik petarda. Absolutnie petarda! - ekscytuje się Maja Włoszczowska

Kolarz górski z Warszawy - już to brzmi zaskakująco, prawda? A my mamy kolarza górskiego z Warszawy z wielkim sukcesem na wielkiej imprezie. I kto wie, z jakimi jeszcze możliwościami, skoro ten człowiek treningi zaczął dopiero w wieku 22 lat, skoro na "poważniej" jeździ od 2018, a już naprawdę na poważnie - zaledwie od 2020 roku!

Zobacz wideo Będzie ulica imienia Igi Świątek? "Dla nas jest wyjątkową osobą"

Środowisko widziało jego papiery

- Długo wydawało mi się, że na życie będę zarabiał jako fizyk. Nauki ścisłe zawsze mnie interesowały, dostałem się na Politechnikę Warszawską i jeśli tytuł inżyniera uprawnia mnie do nazywania się fizykiem, to nim jestem - mówi Krzysztof Łukasik w rozmowie ze Sport.pl. Fizyk z Warszawy, a dokładniej z podwarszawskiego Pomiechówka, rozmawia z nami a nie z jakimś naukowym periodykiem, bo dziś jest jednak bardziej kolarzem niż fizykiem.

Rafał Majka i Tadej Pogacar wjeżdżają razem na linię mety 4. etapu Tour of SloveniaTo jest hit. Majka i Pogacar zagrali w "kamień, papier, nożyce" o zwycięstwo [WIDEO]

- Często w życiu bywa tak, że zmienia je przypadek. Zawsze byłem osobą aktywną i sporo jeździłem na rowerze, to była dla mnie forma spędzania wolnego czasu. Wszystko zaczęło się rozkręcać, kiedy trafiłem na Adama Starzyńskiego, trenera klubu z Warszawy. Zapisałem się na treningi podczas studiów, gdy miałem już mniej zajęć. Studiowałem dziennie, więc nie było łatwo znaleźć czas na codzienną jazdę. Ale im więcej trenowałem, tym więcej zawodów zacząłem wygrywać. Najpierw mniej prestiżowych. Jednak gdy w 2020 roku zostałem mistrzem Polski, to zrozumiałem, że kolarstwo jest dla mnie najważniejsze i że to ono staje się moim sposobem na życie, moją pracą - mówi nam Łukasik.

Mistrzem kraju niepraktykujący fizyk został w olimpijskiej konkurencji cross country. Czyli w kolarstwie górskim w wydaniu krótszym niż maratońskie. - Krzysiek pojechał wtedy świetnie i wygrał m.in. z Bartkiem Wawakiem, który dobija się do pierwszej 10 Pucharu Świata - zauważa Maja Włoszczowska. Nasza dwukrotna wicemistrzyni olimpijska karierę Łukasika śledzi z wielkim zainteresowaniem. - Dla mnie jego srebrny medal ME to nie jest sensacja - mówi. - Natomiast to wynik petarda. Absolutnie petarda! Wśród mężczyzn stawka jest niesamowicie mocna i wyrównana, a Krzysiek się wbił do grona najlepszych. W środowisku od dawna wiemy, że on ma papiery na wysokiej klasy sportowca - dodaje była mistrzyni.

Mistrz olimpijski stracił 2 minuty. Mistrz świata jeszcze więcej

Wygląda na to, że Łukasik swoim rewelacyjnym wynikiem jest trochę zdziwiony. - Srebro ME to przebicie wszystkich moich dotychczasowych osiągnięć. Jestem zaskoczony, że poszło mi aż tak dobrze. Ścigaliśmy się w Czechach, jak przystało na imprezę tej rangi, na starcie pojawili się wszyscy najlepsi kolarze. A ze względu na 30-stopniowy upał wyścig był bardzo wymagający i o dziwo radziłem sobie lepiej niż większość wydawałoby się idealnie odnajdujących się w takiej pogodzie Hiszpanów czy Włochów - mówi.

Rewelacyjnego Polaka wyprzedził tylko Fabian Rabensteiner z Włoch. Na 100-kilometrowej trasie różnica między mistrzem a wicemistrzem była niewielka - wyniosła 29,5 sekundy. Prawie dwie minuty po Polaku na metę wjechał Jaroslav Kulhavy. Czech to mistrz olimpijski z Londynu z 2012 roku i z Rio de Janeiro z roku 2016. Łukasik nie przesadza, gdy mówi, że na starcie pojawili się najlepsi. - Krzysiek pokonał też między innymi aktualnego mistrza świata, Andreasa Seewalda - podkreśla Włoszczowska.

Już nie szuka korzenia i kamienia

- Historia Krzyśka jest fantastyczna. Pokazująca, że nigdy nie jest za późno. Bardzo mocno trzymam za niego kciuki. To ułożony, bardzo sympatyczny facet z dobrym poczuciem humoru. Jest naprawdę lubiany w środowisku - słyszymy od Włoszczowskiej. - Świetna jest też drużyna, w której Krzysiek jeździ. Paweł Bernas zajął siódme miejsce i to też jest obłędny wynik, bo przecież on jeszcze w zeszłym sezonie startował w kolarstwie szosowym. Zimą z chłopakami z JBG-2 CryoSpace pojeździł po lasach i widać, że mu się spodobało oraz że świetnie sobie radzi. W tej grupie wszyscy znakomicie pracują. A przykład daje właściciel drużyny i prezes firmy JBG-2 pan Jacek Brzózka, który na zawodach w Czechach zdobył złoty medal ME w kategorii masters - mówi Maja.

Finisz 3.etapu Criterium du Dauphine 2022Zaczął się cieszyć tuż przed metą. Po wyścigu był załamany. "Wstydzę się" [WIDEO]

Łukasik ma opiekę profesjonalnej grupy i pieniądze, które pozwalają mu z kolarstwa wyżyć. Jego bazą nie jest już Warszawa, tylko Wisła, gdzie JBG-2CryoSpace ma siedzibę. - No tak, "kolarz górski z Warszawy" to brzmi trochę abstrakcyjnie. Chociaż muszę powiedzieć, że Warszawski Klub Kolarski jest naprawdę fajny i mocno się wyróżnia w skali kraju. W kategoriach młodzieżowych i juniorskich zdobywa mnóstwo medali mistrzostw Polski. Przez jakiś czas przekonywałem, że można być kolarzem górskim, mieszkając na płaskim jak stół Mazowszu. Ale oczywiście w Wiśle łatwiej jest zrobić trening, nie trzeba wyszukiwać każdego korzenia, kamienia czy odrobinę trudniejszego trawersu - mówi nasz wicemistrz Europy.

Smutna prawda o doli pracownika naukowego

O kwestiach finansowych Łukasik mówi tak: - Powiedzmy, że od czterech lat jeżdżę na poważnie, bo od czterech lat mam kontrakt w miarę zawodowy, natomiast od dwóch lat, odkąd zostałem mistrzem Polski, mam kontrakt już w pełni zawodowy i kolarstwo to moja pełnoprawna praca. Generalnie smutna prawda jest taka, że w Polsce pracując w jakimkolwiek miejscu da się żyć lepiej niż gdy się jest pracownikiem naukowym na uczelni. Mając wykształcenie, jakie mam i choćby umiejętności programowania, mógłbym z powodzeniem pracować w dużej korporacji. Ale na razie chcę jeszcze dalej próbować swojego szczęścia w sporcie.

Teraz igrzyska! "Świetnie słyszeć, że ma takie marzenie"

Wielkim marzeniem Łukasika jest start na igrzyskach olimpijskich. - Mój staż treningowy nie jest bardzo duży, dlatego wierzę, że jeszcze będę się rozwijał. Marzy mi się Paryż. Zdecydowanie! Na igrzyska jedzie tylko elita. W olimpijskim wyścigu startują ci, którzy byli najlepsi przez półtora roku kwalifikacji w Pucharach Świata. W Tokio mieliśmy tylko jednego zawodnika, Bartka Wawaka. Wierzę, że teraz jako kraj będziemy w stanie wywalczyć sobie dwa miejsca. To by zwiększało prawdopodobieństwo mojego wyjazdu na tę imprezę - mówi Łukasik.

Maja Wloszczowska podczas dekoracji po wyscigu kolarstwa gorskiego na igrzyskach olimpijskich w RioWłoszczowska o dramacie: ta dziewczyna przeskoczyła i upadła. Kilka godzin później zmarła

- Świetnie słyszeć, że Krzysiek ma takie marzenie - cieszy się Włoszczowska. A co później? Czy po dojechaniu do marzeń Łukasik zsiądzie z roweru i wróci do fizyki? - Tytuł inżyniera zdobyłem po trzech i pół roku studiów i po obronieniu pracy inżynierskiej. W znacznym stopniu ukończyłem studia drugiego stopnia, bo zdobyłem absolutorium, czyli zaliczyłem wszystkie przedmioty. Ale nie dokończyłem pracy magisterskiej. Wyjazdów i startów zrobiło się za dużo. Trochę nad tym ubolewam, ale naprawdę nie dało się zakrzywić czasoprzestrzeni i pogodzić fizyki z kolarstwem - śmieje się Łukasik.

O powrocie do świata nauki kolarz nie myśli, nie robi planów wychodzących poza 2024 rok. Na razie chce się jeszcze jak najdłużej realizować w sporcie i w nim wykorzystywać to, czego się nauczył na Politechnice. - Pomaga mi obycie z liczbami. Mam analityczne podejście do treningu. Na pewnym poziomie należy coraz większą uwagę zwracać na niuanse, a ja rozumiem generowane moce, momenty, rytm, mam umiejętność analizy danych, co sprzyja wyciąganiu wniosków i ciągłemu poprawianiu się. Czuję, że jeszcze sporo przede mną - mówi.

I świetnie, bo to brzmi jak obietnica dopisania kolejnego rozdziału do tej wyjątkowej historii.

Więcej o: