Mistrz Polski w kolarstwie mieszka w... piwnicy klubowej. Chce jechać na igrzyska

Dawid Migas, mistrz Polski elity w kryterium ulicznym zdradził dla Polskiej Agencji Prasowej w jakich warunkach żyje. Mieszka w...piwnicy.

Dawid Migas w niedzielę został w Prudniku mistrzem Polski elity w kryterium ulicznym. Wcześniej 22-letni kolarz zdobył jedenaście tytułów mistrza Polski i wiele medali krajowych imprez na szosie i na torze. Aż nie do uwierzenia jest, w jakich warunkach żyje Migas.

Zobacz wideo Straszny wypadek na Tour de Pologne. "Widziałem mnóstwo krwi na asfalcie"

Chris Anker Sorensen nie żyje...Tragedia przed szosowymi MŚ. Kolarski świat w żałobie po wypadku Ankera Soerensena

Mistrz Polski mieszka w...piwnicy

- Tak to prawda. Mieszkam w piwnicy, a w zasadzie w suterenie klubowej, ale jestem za to wdzięczny prezesowi klubu Kazimierzowi Zajączkowskiemu i trenerowi Robertowi Kierejewskiemu, bo pomogli mi, gdy nie miałem dachu nad głową - opowiadał Migas w rozmowie z Polską Agencją Prasową. 

Zacznijmy jednak od początku. Dawid Migas urodził się w Kleszczowie pod Gliwicami. Matka samotnie go wychowywała w bardzo trudnych warunkach finansowych. Kolarz nigdy nie poznał swojego ojca. W wyścigu dla amatorów odpadło mu siodełko i jechał do mety na stojąco, a i tak osiągnął dobry rezultat, wyprzedził sporo rywali.

- Miałem 14 lat i był to ostatni dzwonek, żeby zacząć trenować. Mama znalazła telefon do klubu w Gliwicach i tak się zaczęła moja przygoda z kolarstwem. Pożegnałem się z klubem po zawodach przełajowych. Przez przypadek uderzyłem w zaparkowane przy trasie auto. Włączył się alarm, przybiegł właściciel i zażądał ode mnie dokumentów. Gdy pobiegłem po nie, zdążył już zadzwonić do zakładu ubezpieczeniowego i na policję. Trener powiedział mi, że nie ma czasu zająć się mną, bo trwają zawody - opowiada Migas.

"Jeden z działaczy powiedział mi, że coś ze mną nie tak, skoro zmieniam kluby jak rękawiczki"

To jednak go nie zniechęciło i kolarstwo łączył z nauką w gimnazjum, a potem w technikum i szkole muzycznej. Ćwiczył grę na puzonie. Miał do wyboru - muzyka lub sport. Wybrał sport i marzy o igrzyskach olimpijskich. 

- Trenowałem w klubach w Brzegu, Toruniu, Kartuzach, Grudziądzu i teraz w Koninie. W dwóch przypadkach o rozstaniu decydowało to, że nie mogłem się dogadać z trenerem. Jeden z działaczy powiedział mi, że coś ze mną nie tak, skoro zmieniam kluby jak rękawiczki. Nawet nie był zainteresowany moją historią.

Migas ma trudną sytuację finansową. Dorabia udzielając korepetycji z języka niemieckiego, z którego na maturze zdobył maksymalną liczbę punktów. Wcześniej jeździł na rowerze jako przedstawiciel jednej z firm dowożących posiłki. Czasami robił po dziesięć godzin dziennie. W Wielkiej Brytanii pracował na budowie. 

- Musiałem zrezygnować z pracy jako dostawca jedzenia, żeby otrzymać staż w klubie w Koninie. To 1300 złotych na rękę, dużo mniej niż wynosi płaca minimalna w Polsce. Dla mnie 600 złotych za wygranie wyścigu to już jest poważna kwota. Inni koledzy w swoich klubach nie dostają nic. Ścigają się za darmo i to wcale nie jest rzadkość - opowiada Migas.

Ryszard SzurkowskiIwona Szurkowska opowiada o śmierci męża: To była niedziela. Nie sądziłam, że jest tak źle

O czym marzy?

- Mimo przeciwności losu, nie poddaję się. Chciałbym ścigać się na torze, dostać się do kadry narodowej, a za trzy lata wystartować w igrzyskach olimpijskich w Paryżu – powiedział Migas.

Więcej o: