Trzynasty etap Tour de France okazał się dla pechowy dla kilkunastu zawodników. Podczas jednego ze zjazdów doszło do groźnie wyglądającej kraksy. Kolarze wypadli z trasy i zsunęli się ze wzgórza. Simon Yates musiał się wycofać z wyścigu, ale więcej szczęścia miał Rafał Majka.
Polak zdołał się pozbierać. Zabandażowany dotarł do mety i pojechał do szpitala na prześwietlenia. Istniało podejrzenie, że ma złamane żebra albo stłuczone płuca, ale na szczęście na strachu się skończyło. Jak poinformował zespół Majki, pierwsze badania nie dały żadnych niepokojących sygnałów i nasz kolarz powinien wrócić do rywalizacji, choć za dwa dni ma przejść jeszcze dodatkowe badania.
Obecność Majki na trasie Touru będzie kluczowa dla zwycięstwa drużyny UAE Team Emirates. Kolarze wjeżdżają właśnie w góry, w których Polak czuje się znakomicie. Jego zadaniem będzie pomaganie Tadejowi Pogacarowi, słoweńskiemu liderowi wyścigu reprezentującemu właśnie team UAE. – Mam nadzieję, że z Rafałem wszystko będzie dobrze. Jest dla nas bardzo ważny – powiedział Pogacar.
Warto dodać, że tegoroczne Tour de France budzi wielkie emocje, ale nie zawsze z powodów sportowych. Na trasie dochodzi do absurdalnych sytuacji, jak np. ryzyka konieczności zmiany trasy z powodu blokującej drogę ciężarówki, a przeciwko organizatorom protestowali nawet kierownicy drużyn, grzmiący: "Ktoś w końcu zginie". Oby w kolejnych etapach uległo to zmianie.