Jakobsen wrócił do kolarstwa po 250 dniach z twarzą pełną blizn, bez 10 zębów. Rywalowi nie wybaczył

Fabio Jakobsen wrócił do kolarstwa po 250 dniach z twarzą pełną blizn, bez 10 zębów, chudszy o kilka kilo, ale z tylko jedną niezabliźnioną raną: od wypadku jeszcze nie rozmawiał z Dylanem Groenewegenem, który zepchnął go w barierki na finiszu prologu Tour de Pologne. - A nas Fabio nie wini, pozostajemy w bardzo dobrych relacjach - zapewnia w rozmowie ze Sport.pl organizator TdP Czesław Lang.

Kiedyś mu się wydawało, że wszystko mu się w życiu należy, bo pracuje ciężej od innych i ma talent. Niczego ani nikogo się nie bał. Teraz po każdym etapie Tour of Turkey, pierwszego wyścigu, w którym jedzie od czasu horroru w Tour de Pologne, Fabio Jakobsen opowiada psychologowi drużyny Deceuninck Quick-Step, jakie miał odczucia podczas jazdy, czy nic go nie przestraszyło. I nauczył się dziękować za każdą chwilę, każdy przejechany etap - nawet gdy po przedostatnim etapie wyścigu w Turcji jest na jednym z ostatnich miejsc klasyfikacji generalnej - za każdą pomoc. Dziękował już wiele razy. Polskim ratownikom, którzy klęczeli przy nim na rozgrzanym asfalcie w Katowicach, i nie stracili wiary, choć lekarz z jego grupy przyznał, że zwątpił, i bał się, że "Fabio nam na tej polskiej ulicy umrze". Lekarzom ze szpitala w Sosnowcu i holenderskim, którzy go leczyli po powrocie do kraju. Narzeczonej, której się oświadczył podczas rehabilitacji, bo zrozumiał, jak wiele jest gotowa poświęcić dla chłopaka, który pojechał do Polski jako nieustraszony sprinter, a wrócił "jako niepełnosprawny, który nie był w stanie wziąć prysznica i którego trzeba było karmić".

Zobacz wideo Straszny wypadek na Tour de Pologne. "Widziałem mnóstwo krwi na asfalcie"

Kraksa na 4. etapie Tour of TurkeyPotężna kraksa w peletonie. Przypomniał się wypadek z Polski [WIDEO]

Szczere wyznania z jednym tabu: Dylan Groenewegen 

Tak opisywał rehabilitację tydzień temu podczas wirtualnej konferencji prasowej przed startem w Tour of Turkey. Mówił bez ogródek o tym, co było siedem miesięcy temu, gdy o mało nie stracił życia na linii mety w Katowicach, i co jest teraz, gdy wrócił, by w jakimś sensie uczyć się ścigania na nowo. Chudszy o pięć, sześć kilo, bo "bez zębów wszystkiego nie pogryziesz", a jemu jeszcze brakuje dziesięciu. Dopiero za trzy, cztery miesiące szczęka będzie zagojona na tyle dobrze, że można będzie dokończyć wstawianie implantów. Szczęka została poskładana w całość dzięki temu, że część kości pobrano z miednicy, na twarzy Jakobsen miał 130 szwów. Nie boi się powiedzieć, że czuł się już byłym kolarzem. "Po takich upadkach jak mój, już się kolarzem z reguły nie jest. Ale lekarze mnie przekonywali: co ci przeszkodzi, to że nie masz zębów czy jakiegoś kawałka kości? I gdy krok po kroku ciało dochodziło do siebie, zacząłem znowu marzyć" - mówił Jakobsen.  

Fabio Jakobsen i Remco Evenepoel wspierają się wiadomościami po fatalnych wypadkach na Tour de Pologne i Il LombardiaJakobsen wrócił do sportu po makabrycznym wypadku w Tour de Pologne. "To było wzruszające"

W tych opowieściach jest tylko jedno tabu. Dylan Groenewegen. Organizatorzy wirtualnej konferencji starali się odrzucać pytania na jego temat. Ale w końcu Jakobsen przyznał: jeszcze się ani nie spotkali, ani nie rozmawiali. Pod koniec grudnia 2020 w wywiadzie dla "Algemeen Dagblad" Jakobsen przyznał, że w jakiś sposób jednak wini rodaka za to, co się stało w Katowicach. "Trudno mi zrozumieć, dlaczego się tak zachował. Jesteśmy stworzeniami ludzkimi, nie zwierzętami. To sport, a nie wojna, w której wolno wszystko" - mówił. Oglądał powtórkę swojego wypadku, te "straszne obrazki". Długą dyskwalifikację Groenewegena - na 9 miesięcy, Holender może wrócić do ścigania dopiero w maju - uznał za słuszną, bo trzeba dać sygnał, że bezpieczeństwo jest ważne. "Upadłem, bo ktoś popełnił błąd. Muszę ufać, że rywal zachowa się fair, to bardzo ważne. Nikomu nie życzyłbyś tego, co mnie spotkało. Po moim upadku coś się ruszyło w dobrą stronę: długa kara dla Dylana, wymóg wprowadzenia bezpieczniejszych barierek. Ale ostatecznie największe znaczenie dla bezpieczeństwa ma to, jak zachowują się kolarze. Bo i w te nowe bezpieczniejsze barierki nikt nie chciałby być wepchnięty" - mówi Jakobsen.  

Czesław Lang: Fabio nie ma do nas pretensji, myślę, że jeszcze będzie się ścigać w Polsce 

Łukasz Jachimiak: Lżej Panu na sercu, że Fabio Jakobsen wrócił do kolarstwa? 

Czesław Lang: Jasne, że tak. Cały czas mu kibicowaliśmy, żeby dochodził do zdrowia, żeby rehabilitacja przebiegała jak najszybciej. Bardzo się cieszę, że Fabio już jest w peletonie. 

Jesteście w kontakcie? 

W bardzo dobrym! Szczególnie moja córka, Agata, ma kontakt z nim i z jego narzeczoną. Ze wszystkim jesteśmy na bieżąco. Rozmawiamy i wiemy, że oni są bardzo wdzięczni za fantastyczną opiekę medyczną, jaką Fabio dostał w Polsce. Jest między nami bliski związek. 

Jest szansa, że Fabio w tym roku pojedzie w Tour de Pologne? Będziecie zapraszali jego ekipę i może jego specjalnie? 

Ekipę na pewno tak. A czy Fabio u nas pojedzie, to będzie zależało od jego formy i od tego, jak sobie ten sezon poukłada. Na razie on jeszcze nie ma sprecyzowanych planów. Ale myślę, że chętnie wróci do Polski. 

On nie ma żadnych pretensji do Was jako organizatorów? 

Ocena tego, co się stało, jest taka, że to był ewidentny faul Dylana Gronewegena. Ani my się nie możemy winić, ani Fabio nas nie wini. Wręcz mamy bardzo dobre relacje. 

Z Gronewegenem podobno Jakobsen jeszcze nie chce się spotkać i nie chce przyjąć jego przeprosin. 

No, ten się też tak nie za bardzo zbiera do tych przeprosin. 

Czy Katowice znajdą się na trasie tegorocznego Tour de Pologne? 

Dopiero będzie prezentacja trasy, ale oczywiście Katowice będą. Przecież Katowice nie zawiniły, że kolarz kolarza w barierki wepchnął. Nie można wpadać w paranoję. 

Ale finisz etapu już nie będzie z górki? Zapowiadał Pan jeszcze w tamtym roku, że czegoś takiego już nie zrobicie. 

Tak, dla spokoju. Cały czas jako zawodnik uważam, że ten finisz jest bardzo bezpieczny. Przez 10 lat go robiliśmy i nic się nie stało. A w ubiegłym roku po prostu kolarz kolarza wepchnął w barierki. Niech pan zobaczy ten finisz - najpierw jest lekko pod góreczkę, rozciągnie się wszystko i zostają tylko ci, co mają finiszować, nikt się tam nie pcha, tam jest najbezpieczniejszy finisz. Ale dla świętego spokoju zmienimy ten finisz. 

Czyli, podsumowując, nie obawia się Pan, że Jakobsen będzie się bał powrotu na polskie trasy? 

Na pewno nie. Oni są bardzo wdzięczni. Za szybką i świetną akcję medyczną. I nie tylko za to. Polska się w tej sytuacji zaprezentowała naprawdę fantastycznie. Po wypadku przyjechała rodzina Fabia, myśmy się nimi zajęli - zapewniliśmy hotele, tłumacza, wszystko, co trzeba. Nie zostawiliśmy ich samych. Oni są naprawdę bardzo, bardzo wdzięczni. Wypadki się zdarzają. A my po wypadku ze wszystkim pomogliśmy. 

Powiedział Pan kiedyś, że wypadek Jakobsena kosztował Pana kilka lat życia. 

Na pewno! Stoisz przed szpitalem, nie możesz wejść i nie wiesz, co będzie. Szpital Św. Barbary w Sosnowcu jest fantastyczny. Pani dyrektor ściągnęła wszystko, co było możliwe, żeby pomóc Jakobsenowi. Ale jak się dowiadujesz, że nie wiadomo co będzie i dopiero po jakimś czasie, że będzie dobrze, że kręgosłup jest cały, że nie ma żadnych krwiaków, to czujesz ulgę. Ale na pewno zrobimy też jakieś korekty dotyczące płotków i wygrodzeń. Robimy je zgodnie z wytycznymi UCI, ale w tym roku zrobimy krok do przodu i trochę zaskoczymy wszystkich. Szczegółów jeszcze nie zdradzę, ale coś fajnego szykujemy.