Starcie tytanów w wielkim klasyku. Kwiatkowski wraca do formy po kraksie

Nazywają je monumentami. Klasykami. Każdy z nich nosi inny przydomek, oddający piękno trudu i poświęcenia wymaganych na drodze do zwycięstwa. Jak w trylogii Tolkiena, ich nazwy w lokalnych językach są tłumaczone, ich przydomki przerabiane. W kolarskim kalendarzu jest ich pięć.

Rozgrywany 20 marca 2021 roku wyścig kolarski Mediolan-San Remo co roku otwiera ten cykl. Marcowy termin szybko wyrobił mu przydomek "La Primavera" (wiosna) lub "wiosenne mistrzostwa świata", natomiast sama nazwa powstała z połączenia dwóch geograficznych punktów, między którymi rozgrywane są zmagania. Przejazd ze stolicy Lombardii do nadmorskiego kurortu na liguryjskim wybrzeżu po raz pierwszy rozegrano w 1907 roku, rok po próbie organizacji takiej przeprawy produkowanymi ówcześnie samochodami. W XXI wieku impreza szczyci się nie tylko długą i pełną anegdot historią, ale i dystansem blisko 300 kilometrów: wyjątkową spuścizną czasów, w których za normalne uważane było zatrzymanie się na obiad w gospodzie podczas wyścigu kolarskiego.

Zobacz wideo Straszny wypadek na Tour de Pologne. "Widziałem mnóstwo krwi na asfalcie"

John Jarrin (59-letni Ekwadorczyk); kolarz Źródło: TwitterByły kolarz i olimpijczyk John Jarrin zmarł w wyniku wypadku. Rowerzyści urządzili protest po jego śmierci

Mediolan-San Remo to zatem wyścig długi, rozgrywany na podobnej trasie od wielu lat i rozstrzygający się w tym samym punkcie w zasadzie co roku. Kolarze sami przyznają: Mediolan-San Remo to jeden z najnudniejszych wyścigów, w jakich można wystartować. Ci myślący o zaistnieniu w jego finale przez 250 kilometrów muszą jechać spokojnie, regularnie uzupełniać płyny i jeść, nie zaplątać się w kraksę i oszczędzać siły.

Wielogodzinną monotonię wynagradza za to eksplozja ambicji, energii i oczekiwań na krótkim, niepozornym wzgórzu. Tempo rośnie po 250-260 kilometrach beznamiętnego kręcenia, ale dopiero 9 kilometrów przed metą trzeba zawezwać na pomoc wszystkie siły, być dobrze ustawionym na wąskiej drodze i zwyczajnie mieć trochę szczęścia. Zdolność wyciśnięcia z ciała wszystek energii w kilka minut decyduje tu o tym, czyje nazwisko dopisane zostanie do listy triumfatorów.

Układanka ta jest jasna i wszystkim dobrze znana, ale rozgryźć ją niezwykle trudno. Komu uda się w tym roku?

Trasa

Mediolan-San Remo to najdłuższy jednodniowy wyścig w kalendarzu. Zawodnicy pokonają 299 kilometrów, startując z przedmieść Mediolanu i finiszując na liguryjskim wybrzeżu. Trasa w większości jest płaska, natomiast po ponad 6 godzinach w siodełku towarzystwo rozruszają dwa podjazdy – Cipressa i Poggio. Finisz rozegrany zostanie po krętym zjeździe w nadmorskiej miejscowości San Remo na Via Roma.

Profil wysokościowyProfil wysokościowy fot. 'RCS Sport', materiały prasowe

Start od zawsze odbywa się w Mediolanie – stolicy Lombardii, drugim co do wielkości mieście Włoch. Każda edycja rozpoczyna się w centrum miasta – w okolicach zamku rodziny Sforzów (rządzącej miastem w XV i XVI w.), rozległego Piazza Castello. Kolarze pojadą na południe, omijając Alessandrię, a w tym roku także Genuę. Trasa jest tu łatwa – płasko, bez większych utrudnień. Po pierwszych 120 kilometrach droga zacznie się nieco wznosić, co w normalnych warunkach nieomylnie sygnalizowałoby zbliżanie się podjazdu Passo del Turchino. Wspinaczka ta w tym roku wypadła z programu z powodu osuwisk, a jego miejsce zajmie równie łagodnie wznosząca się Colle di Giovo, której szczyt wyrośnie po 173 kilometrach, przed dojazdem do nadmorskiej Savony. Wzniesienie nie jest strome, za to dość długie. Peleton pokona je spokojnie i dojedzie do wybrzeży Morza Liguryjskiego, po czym skręci w prawo, obierając kurs na San Remo. Po serii trzech pagórków: Capo Mele, Capo Cervo i Capo Berta, na 27 kilometrów przed metą, rozpocznie się pierwszy z dwóch decydujących podjazdów – Cipressa (5,65 km, średnie nachylenie 4,1%; maksymalnie 9%). Tu spodziewać się można pierwszych akcji zaczepnych, ale szanse ich powodzenia są znikome.

Wyścig Mediolan - San RemoWyścig Mediolan - San Remo fot. 'RCS Sport', materiały prasowe

Po zjeździe i niewielkim odcinku płaskim kolarze wjadą na ostatnią wspinaczkę dnia: Poggio (3,7 km, średnie nachylenie 3,7%; maksymalnie 8%), które rozpoczyna się 9,2 kilometra przed metą w San Remo. Po pokonaniu wzniesienia przed kolarzami zostaną kręte i niebezpieczne zjazdy w kierunku nadmorskiego miasteczka oraz płaski odcinek 2200 metrów, prowadzący ulicami kurortu.

Mapa wyścigu Mediolan - San RemoMapa wyścigu Mediolan - San Remo fot. 'RCS Sport', materiały prasowe

Starcie tytanów

Charakterystyka Mediolan-San Remo co roku odpowiada licznej grupie zawodników. Grono faworytów w tym roku jest, jak na tak otwarty wyścig, niezwykle zawężone.

Walkę o zwycięstwo na Poggio stoczą Belg Wout van Aert (Jumbo-Visma), Francuz Julian Alaphilippe (Deceuninck-Quick-Step) oraz Holender Mathieu van der Poel (Alpecin-Fenix). Pierwszy z nich wyścig wygrał przed rokiem, drugi z nich to aktualny mistrz świata i zwycięzca z 2019 roku, a trzeci to czterokrotny mistrz świata w kolarstwie przełajowym oraz zwycięzca prestiżowych wyścigów takich jak Ronde van Vlaanderen, Strade Bianche czy Amstel Gold Race.

Wszyscy trzej zaliczani są do najlepszych w swoim fachu klasykowców, specjalistów od długich wyścigów jednodniowych. Wszyscy trzej wykazują niezwykła wszechstronność: umiejętność znakomitego pokonywania krótkich i stromych podjazdów, ale także umiejętność sprinterskiej walki.

Alaphlippe najlepiej radzi sobie na podjazdach, ma też więcej doświadczenia. Van Aert dysponuje świetnym finiszem, ale jest też najbardziej wszechstronny. Van der Poel jest najmniej przewidywalny: jego przyspieszenia na krótkich podjazdach rywali zostawiają bez odpowiedzi, jego wytrzymałość imponuje, ale jego przedwczesne ataki kończyły się już niewypałami.

W latach 2014-2016 w San Remo dochodziło do sprintów. W ostatnich czterech latach dojeżdżali atakujący: w 2017 roku trójka z Michałem Kwiatkowskim, w 2018 samotny Vincenzo Nibali, w 2019 dziewiątka z Julianem Alaphilippem na czele, a rok temu Wout van Aert i Alaphilippe. W tym roku wszystko wskazuje na to, że sprinterzy ponownie obejdą się smakiem.

Michał Kwiatkowski zaliczył upadek.Michał Kwiatkowski pokazał swoje rany po groźnym upadku. "Po spotkaniu z grizzly"

Oprócz "świętej trójcy" warto wymienić trzy inne nazwiska: Australijczyka Michaela Matthewsa (Team BikeExchange), Włocha Matteo Trentina (UAE Team Emirates) i Polaka Michała Kwiatkowskiego (Ineos Grenadiers). Pierwszy na podium wyścigu stał już dwa razy, drugi w finałach bywał, ale szczęścia nie miał, natomiast Kwiatkowski do wyścigu przystępuje po trudnym okresie przygotowań. 30-latek na początku sezonu zajął 2. miejsce w wyścigu Etoile de Besseges, ale w kolejnych startach nie błyszczał, co było wynikiem obrażeń odniesionych w kraksie podczas wyścigu Trofeo Laigueglia. Kilometry wyścigowe przejechał na Tirreno-Adriatico, umiejętności i doświadczenie przemawiają na jego korzyść, wszystko zależało będzie od tego, w jakim stanie obudził się w sobotę.

Stacja Eurosport 1 pokaże wyścig między 14:25 a 17:15. Cały wyścig, od startu do mety, w godzinach 9:30 - 17.30, obejrzeć będzie można na platformie Eurosport Player.

Więcej o kolarstwie przeczytasz na portalu rowery.org.