"Wmawiasz, że mam problemy z erekcją. Moja żona zezna, że łżesz". Te słowa przejdą do historii

"Wmawiasz mediom, że mam problemy z erekcją. No to moja żona zezna, że łżesz. Ten lek nie był dla mnie" - czy te słowa trenera grupy Sky przejdą do historii kolarstwa jako moment, w którym ostatecznie runął mit doskonałości i czystości kolarzy Sky? Bo jeśli saszetki z testosteronowym żelem, które kupił lekarz Sky Richard Freeman, jednak nie były na męskie problemy trenera, to po co ten zakup? Czy nie po to, żeby koksować którąś z gwiazd?

Doktor Richard Freeman, były lekarz m.in. piłkarzy Boltonu, ale najbardziej znany z pracy w kolarskiej grupie Sky, stracił właśnie prawo wykonywania zawodu. Naczelna izba lekarska Wielkiej Brytanii (BGMC) skreśliła go w piątek z rejestru lekarzy, uznając, że nie był w stanie wiarygodnie wytłumaczyć, po co kupił 10 lat temu 30 saszetek Testogelu, czyli testosteronu w żelu. Takie opakowanie przysłano w maju 2011 roku na nazwisko Freemana i adres toru kolarskiego w Manchesterze. Czyli na adres miejsca, w którym zbiegają się drogi dwóch kolarskich potęg: tu jest National Cycling Centre, fabryka olimpijskich medali Wielkiej Brytanii na torze i szosie. Ale z brytyjskiego olimpijskiego programu kolarskiego wyrosła też zawodowa grupa Sky, dominator ostatniej dekady w peletonie, kolekcjoner tytułów w Tour de France i nie tylko. Tutaj się rozwijały kariery kolarzy godnych tytułów szlacheckich od królowej Elżbiety: Chrisa Hoya, Victorii Pendleton, wreszcie – Bradleya Wigginsa, który wygrywał i na torze, i w barwach Sky w Tour de France. I dochodzenie izby lekarskiej kładzie się teraz cieniem na tej historii sukcesu. A może najbardziej na historii sukcesu byłego kolegi Wigginsa z grupy i jednocześnie największego rywala, Chrisa Froome’a. I to może być dopiero początek kłopotów. Izba lekarska była tylko pierwsza w kolejce do zbadania tego, co się stało. Teraz następna jest brytyjska agencja antydopingowa.  

Zobacz wideo Włoszczowska o problemach z igrzyskami. Zwraca uwagę na kontrole antydopingowe

Określenie: "nie był w stanie wiarygodnie wytłumaczyć, po co kupił 30 saszetek Testogelu", jest dla doktora Freemana dość łagodne. On się po prostu podczas dochodzenia GMC zupełnie skompromitował. Wyczerpany nerwowo, podający niezborne wyjaśnienia, przegrał wojnę na oskarżenia z trenerem Shane’em Suttonem, który był jego ostatnią szansą na zbudowanie alibi. Gdy Mary O’Rourke, adwokat Freemana, próbowała przekonać sąd, że to Sutton jest seryjnym kłamcą, byłym dopingowiczem, i że to on zastraszył doktora i zmusił go do kupna leku, którego potrzebował na problemy z erekcją, trener odpowiedział tyradą, która okazała się najważniejszym momentem dochodzenia.  

"Mówisz mediom, że mam problemy z erekcją. Moja żona zezna, że łżesz"

Testogel może być używany na problemy z erekcją, nawet estetyka niektórych wersji jego opakowań podpowiada takie główne przeznaczenie. Ale jak wiele leków, ma też funkcje dopingujące, w tym przypadku mikrodawkami testosteronu. Sutton na próbę przerzucenia na niego odpowiedzialności odpowiedział atakiem na Mary O’Rourke: - Nazywasz mnie seryjnym kłamcą. Ale ja się mogę poddać badaniu wykrywaczem kłamstw. To ty łżesz od góry do dołu, tak samo jak twój klient. Mogę spojrzeć ci w oczy i przysiąc na życie mojej trzyletniej córki, że tego leku nie zamawiałem. Ty mówisz mediom, że ja mam problem z erekcją. No więc moja żona jest gotowa zeznać, że łżesz w tej sprawie - mówił Sutton.  

I tak Freeman został pozostawiony sam sobie. Po jego zeznaniach pytanie nie brzmiało, czy powinien stracić prawo do wykonywania zawodu, tylko: kto mu to prawo w ogóle dał. A także: kto wpuścił do sportu lekarza, który nie wie, po co kupuje lek, nie wie, że ten lek ma też właściwości dopingujące, nie wie, że w myśl przepisów Światowej Agencji Antydopingowej samo posiadanie tego leku jest złamaniem przepisów. I dalej: kto do grupy Sky, chwalącej się przez lata organizacyjną perfekcją i wyciskaniem najdrobniejszych przewag dzięki innowacjom i nauce, wpuścił lekarza, który zepsuł albo zgubił wszystkie laptopy, na których miał zapisane jakieś ważne dane? 

Oczywiście takie pytania można stawiać, jeśli się wierzy, że doktor rzeczywiście nie wiedział, gubił i psuł, a nie że wolał w zeznaniach nie wiedzieć, gubić i psuć, by uciąć następne pytania. Przede wszystkim to najważniejsze: dla kogo był Testogel, jeśli nie dla Suttona? 

Ale te pytania teraz i tak wrócą. Tak jak narastająca przez ostatnie lata dyskusja o czystości całego brytyjskiego kolarstwa, a także Team Sky, przez lata oskarżanego o nielegalne wspomaganie.  

BGMC nie uwierzyła w tłumaczenia Freemana

Członkowie BGMC orzekli w swoim werdykcie, że Freeman zamówił testosteron ze świadomością, że Testogel jest przeznaczony dla któregoś z kolarzy. Pomimo przeprowadzonego dochodzenia nie udało się ustalić, dla kogo. Czy był to tylko jeden zawodnik, czy było ich wielu? Kto z brytyjskiej kadry wiedział o zamówieniu? I to kluczowe - czy testosteron z tej paczki został faktycznie zastosowany jako środek dopingujący i wpływał na wyniki osiągane przez kolarzy brytyjskiej kadry i Team Sky? 

Na te pytania GMC nie potrafi odpowiedzieć. Dave Brailsford, szef Team Ineos (dawniej znanego jako Team Sky, od 2016 w tej grupie jeżdżą Michał Kwiatkowski i Michał Gołaś), a do 2014 r. także dyrektor ds. rozwoju w brytyjskiej federacji, nie chciał komentować całej sprawy. Z kolei w oświadczeniu opublikowanym przez ekipę podkreślono, że nikt nie wierzy, by "którykolwiek z jej zawodników kiedykolwiek używał bądź chciał używać Testogelu lub jakiejkolwiek substancji poprawiającej wydolność". Zespół w komunikacie podkreślił także, że do tej pory nigdy nie przedstawiono dowodów potwierdzających, że którykolwiek kolarz kiedykolwiek złamał przepisy antydopingowe. 

Michał Kwiatkowski zaliczył upadek.Michał Kwiatkowski pokazał swoje rany po groźnym upadku. "Po spotkaniu z grizzly"

Freeman był zamieszany w doping w Team Sky?

Klarownych dowodów na dawny doping Team Sky nigdy nie było, ale podejrzeń nie brakuje. Paczka z Testogelem nie była jedyną wysłaną na adres Sky przesyłką z 2011 roku, która stała się przedmiotem dochodzenia. W tym samym roku, w którym przyszedł na adres toru w Manchesterze Testogel, tylko kilka tygodni później, posłaniec zabrał z siedziby brytyjskiej federacji kolarskiej w Manchesterze do Francji, na wyścig Criterium du Dauphine, inną paczuszkę. Nadaną w pośpiechu, dostarczoną do autobusu grupy Sky. Jej zawartość próbowała ustalać komisja parlamentarna. Posłaniec zapewniał, że nie wiedział, co wiezie. Dyrektor Sky Dave Brailsford przyznał w końcu w parlamencie, że był w niej Fluimucil - legalny środek udrażniający drogi oddechowe. Ale dowodów na to nie ma. 

Brailsford jest w całej tej sprawie postacią najbardziej intrygującą - był jedną z osób, łączących zespół Sky z brytyjską federacją. Najważniejszą osobą. Mimo tego nikt jeszcze nie postanowił dokładnie zbadać jego udziału w całej sprawie. Mary O'Rourke, obrońca Freemana, podkreśliła, że Brailsford powinien być w stanie odpowiedzieć na wiele pytań dotyczących zarówno federacji, jak i zespołu Sky, a mimo tego nigdy nie został wezwany na przesłuchanie. 

Wiele wyjaśnić jeszcze musi Shane Sutton, wybitny trener o bardzo trudnym charakterze, oskarżony podczas dochodzenia przez prawniczkę Freemana, że sam się dopingował jako zawodnik. Z sugestią, że mógł też dopingować kolarzy. Sutton po dochodzeniu BGMC wydał oświadczenie, w którym jednoznacznie podkreślił, że ani on, ani Brailsford nie wiedzieli o zamówieniu testosteronu. - Sądzę, że ważne jest ustalenie, dla kogo lekarz zamówił testosteron. Miejmy nadzieję, że wyniknie to z dochodzenia przeprowadzonego przez Brytyjską Agencję Antydopingową - przyznał w oświadczeniu. 

Wyniki treningów Froome'a są podejrzane

Nowe światło na sprawę rzucił Nick Harris, dziennikarz „Mail on Sunday”. Sutton miał w 2012 roku przyznać w rozmowie z Brailsfordem, że ma wątpliwości dotyczące czystości Chrisa Froome'a. Cała sprawa dotyczyła jeszcze czasów, gdy Froome był pomocnikiem Bradleya Wigginsa, a Wiggins został pierwszym Brytyjczykiem, który wygrał Tour de France. Froome później dokonał tego czterokrotnie - w 2013, 2015, 2016 i 2017. 

Geraint Thomas w otoczeniu kolegów z grupy INEOSMieli abonament na wygrywanie Tour de France. Teraz będą ratować się przed katastrofą

Froome w odpowiedzi na oskarżenia Suttona zwracał uwagę, że Sutton był trenerem konkurującego z nim Wigginsa i niespecjalnie przepadał za nim, zwłaszcza w tamtym czasie. Froome starał się wówczas udowodnić, że zasłużył na awans z roli pomocnika Wigginsa na lidera ekipy. Sutton w rozmowie z „Mail on Sunday” podkreślał w 2012 roku, że ówczesny trener Froome’a, Bobby Julich, ma nieciekawą przeszłość dopingową, jako były kolega zespołu Lance'a Armstronga z czasów, gdy Amerykanin siedmiokrotnie wygrywał Tour de France. Sutton badał wyniki Froome'a z treningów i zwracał uwagę, że były podejrzane, jednak nie był w stanie udowodnić, że Brytyjczyk mógł korzystać z niedozwolonych środków. 

I choć po werdykcie BGMC pozostaje więcej pytań niż odpowiedzi, jedno jest pewne - na brytyjskie sukcesy na początku poprzedniej dekady rzucono nowe światło. Nie można już patrzeć na nie bez wątpliwości. Brytyjska Agencja Antydopingowa (UKAD) musi dokładnie zbadać, czy sukcesy brytyjskiej kadry i Teamu Sky były wolne od dopingu. Być może dopiero UKAD będzie w stanie przeprowadzić śledztwo z prawdziwego zdarzenia i oczyścić środowisko. Jeśli sobie z tym nie poradzi, sprawę mogłaby przejąć Światowa Agencja Antydopingowa (WADA), czego zapewne wszyscy w Wielkiej Brytanii woleliby uniknąć. Nikt wówczas nie byłby w stanie przewidzieć, jak wiele trupów wypadnie z szafy. Bo tego, że jakieś jeszcze wypadną, można być niemal pewnym.