Poważna kraksa w Tour du Gard! "Traktują każdy etap, jakby był ostatnim w sezonie"

Podczas 2. etapu wyścigu Etoile de Besseges - Tour du Gard doszło do wielu kraks. Nagroźniej wyglądały upadki i zderzenia na rondzie niedługo przed metą. A to wszystko akurat w dniu w którym władze kolarstwa ogłosiły nowe wytyczne bezpieczeństwa. Szczęśliwie Michał Kwiatkowski nie ucierpiał w kraksach, jednak wypadł z czołówki klasyfikacji generalnej.

Początek sezonu w kolarstwie zwykle jest bardzo nerwowy. Kolarze wracają po kilku miesiącach przygotowań i natychmiast chcą pokazać się z jak najlepszej strony. Pierwsze tygodnie ścigania to czas kraks. Ale pandemia koronawirusa przesunęła znacznie dalej granicę szaleństwa. .

Zobacz wideo Straszny wypadek na Tour de Pologne. "Widziałem mnóstwo krwi na asfalcie"

W ubiegłym roku kolarze wrócili do ścigania w sierpniu. I mając w perspektywie jedynie cztery miesiące startów, wszyscy chcieli pokazać się jak z najlepszej strony. Niewiele okazji do walki o zwycięstwa, konieczność wywalczenia kontraktów na kolejny sezon sprawiły, że peleton zachowywał się tak nerwowo, jak jeszcze nigdy przedtem. Wydawało się, że rok 2021 zacznie się spokojniej.

Wyścig Etoile de Besseges - Tour du Gard udowadnia jednak, że granica przesunęła się jeszcze dalej. Nadal wielu kolarzy każdy dzień ścigania traktuje, jakby był ostatnim w tym sezonie. Już na pierwszym etapie byliśmy świadkami pierwszych poważnych kraks. Jeszcze gorzej było w czwartek, podczas drugiego etapu rywalizacji. Na rondzie kilkaset metrów przed metą rozpędzeni kolarze wypadali w każdym kierunku, ratując się jak mogli. 

Szczęśliwie w żadnej z kraks nie ucierpiał żaden ze startujących w wyścigu Polaków. Łukasz Wiśniowski, Łukasz Owsian i Michał Kwiatkowski uniknęli incydentów i przyjechali do mety w peletonie. Ostatni z nich, który został sklasyfikowany w czwartek na 93. pozycji, stracił doskonałe 5. miejsce w klasyfikacji generalnej. Do lidera, którym jest Francuz Christophe Laporte, traci jednak jedynie 12 sekund.

Wypadek Fabio Jakobsena w Tour de Pologne 2020, na początek powrotu do ścigania po pandemii, nie okazał się wystarczającą przestrogą. Kolarze nadal bardzo ryzykują, a do zabezpieczenia tras można mieć wiele uwag. Przypomnijmy: Holender po kolizji z Dylanem Groenewegenem wpadł w barierki, przebił się przez nie i rozbił się na konstrukcji mety. 24-latek, którego ratowały służby medyczne i lekarze w szpitalu w Sosnowcu, doznał licznych obrażeń, w tym doznał wstrząśnienia mózgu, pęknięcia czaszki, złamał nos, podniebienie, kciuk, stracił 10 zębów i uszkodził kości szczękowe. Do tego obrażenia dotknęły ramię, płuco i struny głosowe.

UCI się nie spieszy: przeglądy procedur, analizy, zalecenia, okresy przejściowe. "Banda marionetek"

Po wznowieniu ścigania w 2020 roku wypadków było tak dużo, że Międzynarodowa Unia Kolarska (UCI) była wiele razy wzywana do jakiegoś działania. UCI zapowiedziała pod koniec roku przegląd procedur bezpieczeństwa i utworzenie bazy danych o kraksach, żeby lepiej analizować ich przyczyny. Jednak, jak przypomniał niedawno „New York Times”, nie przełożyło się to od razu na konkrety, raczej na ogólne zapowiedzi poprawy wszystkiego i pod każdym względem. Poprawimy organizację, poprawimy zabezpieczenia, nadzór, poprawimy zachowanie uczestników itd. Najbardziej konkretne punkty tej zapowiedzi, opublikowanej w grudniu 2020, dotyczyły przyjrzenia się takim ryzykownym zachowaniom kolarzy jak rzucanie pustych bidonów na drogę albo przyjmowanie ryzykownej pozycji na zjeździe. 4 lutego, akurat w dniu chaosu na trasie Etoile de Besseges UCI opublikowała kolejny komunikat, tym razem podający bardziej szczegółowy działania. Od 2022 ma zostać wprowadzony obowiązek zabezpieczania stery finiszu barierkami o wyższym standardzie (prace nad wypracowaniem tego standardu właśnie się zaczynają). Powstało stanowisko menedżera do spraw bezpieczeństwa, objął je Richard Chassot, były kolarz i organizator m.in. Tour de Romandie. A od 1 kwietnia na cenzurowanym mają być wspomniane wyżej zachowania kolarzy: wyrzucanie bidonów na szosę lub w środek peletonu i siadanie na ramie na zjazdach.

Część kolarzy reakcję UCI na kraksy z 2020 uważała od początku raczej za grę na przeczekanie, niż próbę działania. Kolarze zawodowi mają swoje stowarzyszenie (CPA), które powinno dbać o ich interesy, ale pojawiają się zarzuty, że CPA – jako utworzone z inicjatywy UCI i opłacane przez nią – jest zbyt potulne wobec władz kolarstwa.  – To jest taki związek zawodowy, który istnieje na papierze, a nic dla nas nie robi. – Banda marionetek. Jak jest wypadek, to wzywają, żeby zrobić dochodzenie. I tyle. Jeśli w ogóle coś wymyślą w sprawie bezpieczeństwa, to potrwa lata. A przecież nie jest to takie trudne, pewne rzeczy można wprowadzić od razu – pisał w „Algemeen Dagblad” Jos van Emden, kolarz grupy Jumbo-Visma, popierający nowy, utworzony pod koniec 2020 związek kolarzy Riders Union. Ale ten związek nie jest na razie uznawany przez UCI.  

W rozmowie z „New York Timesem” Laurens Ten Dam, były holenderski kolarz, mówił, że nieocenioną rolę w wywieraniu presji na szefów światowego kolarstwa odgrywają media społecznościowe. – Każdy widział kraksę Fabio Jakobsena w telefonie. Dziesięć czy 15 lat temu widzieliby ją tylko ci, którzy trafiliby na to w wiadomościach TV – mówił ten Dam. I wyliczał przyczyny rosnącego ryzyka podczas wyścigów: jest dużo więcej różnych przeszkód na drogach i przy drogach: znaków, separatorów, bardzo niebezpieczne są ronda, bo trzeba się składać w trzy zakręty, zamiast po prostu przemknąć. A peleton, który kiedyś jechał bardziej rozciągnięty, a dziś jest zwarty, zostawia mniej czasu na reakcję. Wzrosły też prędkości, bo sprzęt się rozwija, coraz lepsza jest aerodynamika.  – A kolarze dziś są bardziej agresywni. Mniej dbają o siebie. Tak jak w społeczeństwie mniej o siebie dbamy nawzajem – dodawał van Emden. Na liście zmian, które zaproponował -  m.in. neutralizacja ostatnich trzech kilometrów każdego płaskiego etapu, by scenę na finiszu oddać tylko sprinterom, żółte i czerwone kartki dla kolarzy – jeden punkt nie podlega jego zdaniem dyskusji: rezygnacja z finiszów na zjeździe, takich jak na Tour de Pologne w Katowicach. – Mówię za siebie, ale ja już nigdy nie zdecyduję się na finisz z grupy, jeśli zobaczę, że bariery przy trasie niewystarczająco ją zabezpieczają – powiedział Fabio Jakobsen w niedawnym wywiadzie dla „Algemeen Dagblad”. – Bariery w Katowicach w ogóle mnie nie ochroniły. Takie finisze powinny być zabronione.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.