Ryszard Szurkowski nie żyje. "Gdyby nie wypadek, to mógłby żyć i 120 lat, taki miał organizm"

- Miał 73 lata, gdy jechał w tym pechowym wyścigu. Gdyby nie wypadek, to mógłby żyć i 120 lat, taki miał organizm. W tenisa grał po pięć godzin i każdego zabiegał. Był świetny w piłkę, na nartach zjazdowych i na biegówkach. A na rowerze to był profesor - Zenon Jaskuła wspomina zmarłego w wieku 75 lat Ryszarda Szurkowskiego. Jako trener Szurkowski m.in. zdobył wicemistrzostwo olimpijskie z drużyną, w której jechał Jaskuła.

Ryszard Szurkowski był najwybitniejszym polskim kolarzem w historii. Zmarł w poniedziałek 1 lutego. Od czerwca 2018 roku walczył o powrót do zdrowia po bardzo poważnym wypadku, który zdarzył w trakcie wyścigu w Kolonii.

Zobacz wideo Straszny wypadek na Tour de Pologne. "Widziałem mnóstwo krwi na asfalcie"

Ryszard SzurkowskiNiezwykłe wspomnienia Szurkowskiego. "Jego treningi były mordercze, ale nie siedział w aucie..."

"Jak chcecie wypić, to pijcie ze mną"

- Strata jest ogromna. Odszedł świetny sportowiec i, co ważniejsze, wzór człowieka do naśladowania - mówi Zenon Jaskuła. Trzeci kolarz Tour de France 1993 do wielkiej kariery rozpędził się, pracując z Szurkowskim.

- Najpierw się z nim ścigałem i pamiętam, że na rowerze to był profesor. Zawsze wiedział kiedy i jak zaatakować, odjechać. Jako trener był bardzo wymagający. I bardzo wiarygodny. W 1985 roku, pół roku po tym, jak Ryszard objął kadrę, Lech Piasecki wygrał Wyścig Pokoju, a Andrzej Mierzejewski był drugi. Na innych wyścigach też byliśmy najlepsi. Od razu, po sześciu miesiącach przygotowań. Szurkowski już po trzech miesiącach zmienił nam nastawienie do walki - mówi Jaskuła.

- Umiał przygotować formę i wszystkich nastawić. Z nim się szło na wino. "Jak chcecie wypić, to pijcie ze mną" - mówił. I pozwalał na lampkę, a nawet dwie lampki wina. A następnego dnia znów była praca - dodaje były kolarz.

"Za wcześnie się Rysiek urodził. I za wcześnie odszedł"

- Za wcześnie się Rysiek urodził, bo nie mógł być zawodowcem, jak ja. A teraz za wcześnie odszedł. Miał 73 lata, gdy jechał w tym pechowym wyścigu. Gdyby nie wypadek, to mógłby żyć i 120 lat, taki miał organizm. On po Warszawie jeździł tylko rowerem, nie korzystał z samochodu. Prowadził bardzo zdrowy tryb życia, ciągle był w formie wyścigowej - mówi Jaskuła.

- Szurkowski to był człowiek orkiestra. Bardzo dobry na nartach zjazdowych, na biegówkach, w tenisa, w piłkę. W tenisa grał nawet po pięć godzin i nie dał wygrać, każdego zabiegał. Za co się wziął, to był dobry. A na rowerze był nie do skopiowania. Jestem młodszy o 15 lat, on już prawie kończył karierę, gdy ja zaczynałem. Ale widziałem, że rower to jego żywioł. Ścigał się inteligentnie. Dowodem te jego wszystkie wielkie sukcesy - mówi dalej wicemistrz olimpijski z Seulu.

"Był moment żalu. Szliśmy na złoto. Ale dziś to piękne wspomnienie. Z wielkim Szurkowskim"

Właśnie igrzyska z 1988 roku to dla Jaskuły najważniejsze wspomnienie związane z Szurkowskim. Po świetnej jeździe drużyna w składzie Jaskuła, Joachim Halupczok, Andrzej Sypytkowski i Marek Leśniewski zdobyła tam srebrny medal. A bardzo niewiele kolarzom Szurkowskiego zabrakło do złota.

- W Seulu myśmy startowali jako jedni z pierwszych i mieliśmy przed sobą słabsze drużyny. Doganialiśmy je, przechodziliśmy, robiło się zamieszanie. Sędzia nie pozwalał samochodowi z głośnikiem jechać za nami. Czasami więc Rysiek nie mógł kontrolować sytuacji, nie mógł nam podawać międzyczasów - wspomina Jaskuła.

Niewtajemniczonym w kolarskie niuanse były zawodnik tłumaczy: - Dziś kolarze mają słuchawki w uszach i dyrektor czy trener z samochodu przekazuje im informacje o międzyczasach, rytmie jazdy i tak dalej. A wtedy była tuba ustawiona na samochodzie, Rysiek miał mikroforon i mówił, jaką mamy przewagę, jak się układa sytuacja. Niestety, sędzia nie puszczał samochodu technicznego, gdy wyprzedzaliśmy inne drużyny.

Ryszard Szurkowski nie żyjeŚwiat sportu żegna Ryszarda Szurkowskiego. "Trudno w to uwierzyć"

Jaskuła twierdzi, że Niemcy z NRD mieli więcej szczęścia. - Jechali na końcu, nie musieli wyprzedzać tylu słabszych ekip, co my. Do tego znali nasze czasy na różnych punktach trasy. No i na tych stu kilometrach drogi pagórkowatej jak z Zakopanego do Krakowa wygrali z nami o 6,5 sekundy. Zrobili to rzutem na taśmę - mówi. - Trzeba też pamiętać, że rowery mieli super. Karbonowe. Jako pierwsi - dodaje.

- Był w nas po wszystkim moment żalu. Bo szliśmy na złoto, cały czas prowadziliśmy, a NRD-owcy na końcu nas poprawili. Ale w sumie żal nam szybko minął. Zdobyć medal olimpijski? To jest coś. Dziś, po latach, to jedno z najpiękniejszych wspomnień. Z wielkim Szurkowskim i świetnymi kolegami - podsumowuje Jaskuła.