"Nie mogłem go rozpoznać. Jakby twarz rozerwał mu granat". Kolarz, który ratował Jakobsena, długo zmagał się z traumą

Choć od wypadku Fabio Jakobsena w Tour de Pologne minęły już dwa miesiące, Holender długo walczyć będzie o normalne życie. Niedawno przeszedł drugą operację rekonstrukcji twarzy. Przed nim kolejna. Wydarzenia z Katowic do tej pory siedzą też w głowach innych kolarzy, czego wyraz w rozmowie z "L'Equipe" dał Florian Senechal, kolega Holendra z grupy Deceuninck Quick-Step.

To Senechal jako pierwszy podbiegł do swego kolegi Fabio Jakobsena, który tuż przed metą pierwszego etapu Tour de Pologne uległ dramatycznemu wypadkowi. Holender został popchnięty przez Dylana Groenewegena i przy prędkości 80 km/h wpadł w metalowe barierki. Został wyrzucony z ogromną siłą, zderzył się z sędzią i uderzył twarzą w asfalt.

Zobacz wideo O Polish Esport Cup:

"Nie mogłem go rozpoznać. Jakby twarz rozerwał mu granat"

- Wypatrywałem, czy może Jakobsenowi udało się wygrać ten etap, ale nie widziałem nic innego jak tylko latające barierki - opisuje Senechal w rozmowie z dziennikiem "L’Equipe". Gdy przekraczałem linię mety, zobaczyłem, że poza trasą leżą dwie osoby. Jedną był jakiś fotograf (był to wspomniany wyżej sędzia zawodów - przyp. red). Drugą osobą był Jakobsen. Fotografa, który stracił przytomność, otoczyło kilka osób. Fabio leżał natomiast sam, nikt się nim nie zajmował, a on tracił bardzo dużo krwi. Szybko zrozumiałem, że się krztusi. Moją pierwszą reakcją było delikatne podniesienie jego głowy, by krew nie spływała do płuc czy przewodu pokarmowego - wraca do tych wydarzeń Senechal. Dodaje, że najbardziej przeraził go wtedy widok twarzy kolegi.

- Najstraszniejsze było dla mnie to, że choć wiedziałem, że to on, to nie mogłem go rozpoznać. Jego twarz była całkowicie pokancerowana. Tak jakby rozerwał mu ją granat - opisywał francuski kolarz. Przyznał, że po tym, co działo się na mecie trasy w Katowicach, długo nie mógł dojść do siebie i potrzebował pomocy psychologa. 27-letni Senechal ten rok ma dość udany. Był drugi podczas belgijskiego wyścigu Gand-Wevelgem i siódmy na rozgrywanym w tym samym kraju BinckBank Tour. Liczy też na dobry dzień podczas startującej niebawem rywalizacji Dookoła Flandrii. Ale o sierpniowym Tour de Pologne chciałby jak najszybciej zapomnieć. 

"Dobrze, że o wszystkim mogłem porozmawiać z psychologiem"

- Bardzo pomogła mi cała drużyna, bo byłem w traumie. Co chwila zastanawiałem się, jak Fabio będzie oddychał, jak będzie jadł. Nawet nie wiedziałem, czy przeżyje. Dobrze, że o wszystkim mogłem porozmawiać z psychologiem. To mi bardzo pomogło - zdradził Senechal. W ramach podziękowania za pomoc na mecie Tour de Pologne Jakobsen niedawno podarował koledze skrzynkę wina. Napisał na niej kilka słów, dając do zrozumienia, że to, co zrobił Francuz, pomogło w uratowaniu mu życia. Ostatnie dwa miesiące Jakobsen spędził na rehabilitacjach i w gabinetach chirurgów. Nałożono mu w sumie 130 szwów. 8 października przeszedł już drugą operację rekonstrukcji twarzy. I nie ostatnią.

"Częścią tej operacji jest pobranie fragmentów kości z grzebienia miednicy do górnej i dolnej żuchwy, bo tam jest duży ubytek. Gojenie potrwa kilka miesięcy" - napisał Jakobsen jeszcze przed październikową operacją. We wpisach na portalach społecznościowych dziękował też ratownikom z Polski, rodzimej służbie zdrowia i przekazał, że przed nim jeszcze długa droga do normalności. "Będę miał jeszcze jedną operację - wszczepienia implantów. Dzięki temu dostanę nowe zęby. Swoje straciłem w wypadku" - relacjonował.

- Myślę, że teraz jestem jeszcze bliżej związany z Fabio, z jego całą historią - przyznaje Senechal. - Nigdy nie zapomnę, co działo się z nim tego feralnego dnia, kiedy być może był blisko śmierci - kończy Francuz.

Masz ciekawy temat związany ze sportem? Wiesz o czymś, co warto nagłośnić? Chcesz zwrócić uwagę na jakiś problem? Napisz do nas: sport.kontakt@agora.pl

Przeczytaj też: