Nowy mistrz świata przełamał klątwę. "Jak się do czegoś zapali, kolarstwo idzie na drugi plan"

Julian Alaphilippe - w ostatnich latach kojarzony głównie z wielkimi nadziejami i równie wielkimi porażkami m.in. podczas Tour de France. Od niedzieli jest mistrzem świata po indywidualnym ataku. Dał Francuzom pierwszy tytuł od 1997 roku i sukcesu Laurenta Brocharda.

Julian Alaphilippe w młodości zawsze był w cieniu innych zawodników. Gdy w wieku 17 lat zdobył srebrny medal na mistrzostwach świata juniorów, we Francji wszyscy żyli złotem Arnaud Jouffroya, który zwyciężył w wyścigu w kategorii do lat 23. Długo wówczas nie mógł znaleźć zespołu, choć zwrócił uwagę ekip World Touru. Ostatecznie szansę dał mu Patrick Lefevere, menedżer ekipy Quick-Step. Najpierw ściągnął go do ekipy rezerw, a gdy w niej pokazał swoje umiejętności, otrzymał kontrakt w profesjonalnym zespole, gdzie był już Michał Kwiatkowski.

Zobacz wideo Rozmowa Michała Gąsiorowskiego z Michałem Gołasiem - kolarzem grupy INEOS

Uczył się od Michała Kwiatkowskiego

Kwiatkowski, który był wówczas liderem ekipy. Alaphilippe zbierał w niej dopiero pierwsze szlify, przez co zdarzało mu się pracować na rzecz Polaka i podpatrywać jego styl jazdy. Polski kolarz pokazał Francuzowi jak wygrywać wyścigi jednodniowe, m.in. Strade Bianche czy Amstel Gold Race. Alaphilippe wtedy jeszcze nie był w stanie zwyciężać - był 2. w Liege-Bastogne-Liege czy La Fleche Wallonne. Podobnie w wyścigach etapowych, gdy był 2. w Tour of California, tracąc wygraną na ostatnim etapie, gdy bonifikatę na finiszu zdobył Peter Sagan. Odbił to sobie rok później, gdy prowadził w wyścigu od 3. etapu i utrzymał pozycję do samego końca.

Przełom w jego karierze nastąpił w 2017 roku, gdy Michał Kwiatkowski dołączył do Team Sky, a Alaphilippe został liderem grupy Quick-Step. Regularnie zaczął meldować się w czołówce wyścigów etapowych, jednak w wyścigach jednodniowych nadal nie potrafił odnieść zwycięstwa, choć zawsze był w gronie faworytów. Był 3. w Milano-Sanremo, 2. w Il Lombardii. Wiele zmieniło się w 2018 roku, gdy dojrzał do wygrywania. Nauczył się atakowania w kluczowych momentach, nie bał się podejmować ryzyka, co przyniosło mu zwycięstwa w Walońskiej Strzale, a potem Clasica San Sebastian.

- Co roku, od przejścia na profesjonalizm, osiągam dobre wyniki. Cały czas staram się uczyć, wyciągać wnioski, zarówno z dobrych, jak i złych sytuacji. Ważne, by uczyć się na własnych doświadczeniach. Przez kilka lat dojrzałem fizycznie, zwiększyłem swoją moc, ale przede wszystkim nauczyłem się jeździć lepiej i trenować. Teraz jestem jeszcze bardziej skupiony - podkreślał wówczas Alaphilippe. Na początku jego kariery wielu mu zarzucało, że zbyt luźno podchodził do treningów, przez co marnował swój potencjał.

"Wygrałby Tour de France, gdyby tylko chciał"

O tym, że Alaphilippe nonszalancko podchodził do swojej pracy, wiedzą we Francji niemal wszyscy. Związał się z Marion Rousse, byłą kolarką, a obecnie dziennikarką telewizyjną, dawniej związaną z innym francuskim kolarzem, Tonym Gallopinem. W tym roku, po starcie Tour de France, we francuskim dzienniku "L'Humanite", opublikowano karykaturę, na której Francuz znajdował się w łóżku wraz z Rousse. Oboje byli nadzy, a ona pytała go, czy udzieli mu wywiadu. I choć autor karykatury przepraszał za jej stworzenie, celnie oddaje charakter Alaphilippe'a.

- Pamiętam, że zakochał się na jednym z wyścigu w Ardenach w jednej z dziewczyn z hotelu. To taka śmieszna sytuacja. Był wtedy chyba trzy razy na podium w tygodniu, a nie wiem, czy przespał łącznie z 15 godzin. To jest całe jego podejście, jak się zapali do niektórych spraw, to kolarstwo idzie na drugi plan - zdradził Michał Gołaś dla kierunektokio.pl. Z kolei Caley Fretz w artykule na łamach "Cycling Tips" przyznał, że "Alaphilippe nigdy nie wygra Tour de France. Mógłby to zrobić, gdyby tylko chciał. Ale nie wygra". W ten sposób zwrócił uwagę, że Francuz ma olbrzymi potencjał - nie bez powodu określa się go jednym z najlepszych klasykowców na świecie. Woli jednak skupiać się na zabawie. Gdy dobrze się bawi, nie musi odnosić zwycięstw. Wystarczy, że żyje w zgodzie z samym sobą.

Z drugiej jednak strony, w ostatnich latach oczy wszystkich Francuzów są zwrócone właśnie na niego. Cały kraj czeka na sukces w Tour de France - ostatnim Francuzem, który wygrał ich narodowy wyścig, był Bernard Hinault w 1985 roku. Przed Alaphilippem był Thibaut Pinot, jednak prześladujący go pech sprawił, że udało mu się jedynie raz stanąć na podium - w 2014 roku był 3. Alaphilippe dał Francuzom nadzieję, że wreszcie ktoś może przełamać klątwę wyścigu dokoła Francji i sięgnąć po upragnione zwycięstwo.

W 2019 roku był bliski osiągnięcia celu. Już na 3. etapie objął prowadzenie w wyścigu, które z krótką przerwą utrzymał aż do 19. etapu. Atakował, powiększał swoją przewagę w klasyfikacji generalnej, jednak trzeci tydzień i decydujące etapy zweryfikowały możliwości Francuza, który ostatecznie zajął 5. miejsce. W tym roku także był liderem. Żółtą koszulkę stracił w kuriozalnych okolicznościach - po pobraniu bidonu w strefie, gdzie było to zakazane, otrzymał karę doliczenia 20 sekund w klasyfikacji generalnej. Potem jednak przyszły kłopoty na górskich etapach i marzenia o sukcesie w Tour de France musi odłożyć na kolejny rok.

Przekuł wszystkie porażki w wielkie zwycięstwo

W niedzielnym wyścigu na mistrzostwach świata pokazał jednak wszystko, co potrafi. W decydującym momencie zdecydował się na atak, wykorzystując przyspieszenie Michała Kwiatkowskiego. Urwał się wszystkim, a potem jak zaprogramowany jechał na ostatnich kilometrach, aby utrzymać swoją przewagę. W ten sposób przekuł wszystkie swoje porażki w kluczowych momentach w ten moment chwały. Francuzi długo czekali na tytuł mistrza świata - od 1997 roku i sukcesu Laurenta Brocharda. Alaphilippe teraz będzie chciał przełamać kolejną złą passę i sięgnąć po wygraną w Tour de France.

Przeczytaj także: