Straciła brata. Teraz wstrząsnęły nią wypadki Jakobsena i Evenepoela. "Można było ich uniknąć"

- Rozumiem dążenie organizatorów do zbudowania wielkiego widowiska, ale nie gdy chodzi o ich życie - powiedziała dziennikarzowi "De Standaard" siostra zmarłego dziewięć lat temu na trasie wyścigu kolarskiego Il Lombardia Woutera Weylandta, Elke. Kobietą wstrząsnęły niedawne wypadki Fabio Jakobsena i Remco Evenepoela.

W ostatnich tygodniach w kolarstwie kolarze doświadczyli serii groźnych wypadków. Najpierw na mecie pierwszego etapu Tour de Pologne w barierki wpadł Fabio Jakobsen popchnięty przez Dylana Groenewegena. Holender doznał poważnych urazów i nie wiadomo, czy będzie w stanie wrócić do pełni zdrowia, a co dopiero do uprawiania sportu. Później w czasie wyścigu Il Lombardia z wiaduktu w przepaść spadł zwycięzca TdP, Remco Evenepoel. Przeżył wypadek, ale uraz miednicy, którego doznał, sprawił, że nie wystartuje już do końca tego sezonu. Obaj zawodnicy pisali ze sobą o wypadkach i wspierali się w walce o powrót do sprawności. 

Zobacz wideo Straszny wypadek na Tour de Pologne. "Widziałem mnóstwo krwi na asfalcie"

Elke Weylandt: Wypadków Remco i Fabio można było uniknąć dzięki działaniu organizatorów

O obu wypadkach wypowiedziała się siostra zmarłego Woutera Weylandta, Elke. Kolarz odszedł po wypadku sprzed dziewięciu lat na tym samym wyścigu, na któym z wiaduktu spadł Evenepoel. - Tylko nie to - miała powiedzieć, widząc zarówno kraksę na TdP, jak i upadek Evenepoela. - To nie były wypadki podobne do przypadku mojego brata. Tu można było ich uniknąć dzięki pojedynczym ruchom organizatorów. Przy sprincie w Tour de Pologne nie widzę zalet stosowania sprintu w dół. Wtedy zwycięża ten, kto ma najwięcej odwagi, a nie, kto jest najlepszy. Dodatkowo o wypadku Jakobsena zadecydował wyciągnięty łokieć Groenewegena. W sytuacji z upadkiem Evenepoela można było lepiej zabezpieczyć wiadukt, z którego spadł - oceniła Elke Weylandt. 

 - Rozumiem dążenie organizatorów do zbudowania wielkiego widowiska, ale nie gdy chodzi o ich życie. Kolarze poza kaskiem nie są w żaden sposób chronieni. Wout van Aert, który niedawno miał wypadek podczas wyścigu Dauphine, porównał miejsce na trasie, z którego wypadł, do wybiegu dla kóz. Oczywiście nie chcemy, żeby rywalizacja odbywała się na torach samochodowych, ale wciąż jest szerokie pole do poprawienia bezpieczeństwa w kolarstwie, zabezpieczania miejsc na trasach, czego do tej pory wielokrotnie się unika - oceniła Weylandt. 

Przeczytaj także: