Kolarz, który spadł z mostu, skomentował wypadek. "Sezon się skończył"

Remco Evenepoel doznał poważnej kontuzji po wypadku na trasie włoskiego monumentu Il Lombardia. - Niestety mój sezon się skończył, ale planujemy powrót. Zrobię wszystko, co możliwe, aby wrócić silniejszym - powiedział Evenepoel.

Remco Evenepoel, który w fantastycznym stylu zwyciężył w tegorocznym Tour de Pologne, brał udział we włoskim klasyku Il Lombardia, w którym także należał do grupy faworytów do wygranej. Niestety, na ponad 40 kilometrów do mety miał fatalny upadek, który wykluczył go z dalszej rywalizacji na trasie włoskiego wyścigu. Evenepoel wypadł z drogi, uderzając o krawędź wiaduktu i spadł za barierkę. Kolarz wpadł do wąwozu przy zjeździe z Colma di Sormano do jeziora Como.

Zobacz wideo Straszny wypadek na Tour de Pologne. "Widziałem mnóstwo krwi na asfalcie"

Evenepoel został przewieziony do szpitala w Como. Jak poinformował na Twitterze jego zespół, był przytomny. Początkowo włoskie media informowały, że Belg uniknął złamań. Niestety, zespół kolarza przekazał informację, że Evenepoel doznał złamania miednicy, co oznacza dla 20-latka koniec obecnego sezonu.

Pierwsze słowa Evenepoela po wypadku

Evenepoel dochodzi do siebie w szpitalu w Belgii. Dziennik "Marca" cytuje pierwsze słowa, jakie wypowiedział po wypadku: Dziękuję wszystkim ludziom, którzy pomagali mi i wspierali mnie od chwili upadku. Całe wasze wsparcie naprawdę poruszyło moje serce i sprawiło, że czuję się lepiej. 

Kolarz myśli już o kolejnym sezonie, choć wie, że powrót do zdrowia będzie trwał długo. - Niestety mój sezon się skończył, ale planujemy powrót. Już nie mogę się doczekać następnego sezonu, ale nie możemy się spieszyć. Zrobię wszystko, co możliwe, aby wrócić silniejszym - dodał.

Remco Evenepoel w fenomenalnym stylu zwyciężył w Tour de Pologne. 20-latek zaatakował w pojedynkę na ponad 50 kilometrów przed metą 4. etapu, przyjeżdżając na metę blisko 2 minuty przed Jakobem Fuglsangiem. Na linii mety wyjął z kieszeni numer "75" - ten, z którym wyścig rozpoczął Fabio Jakobsen, jego kolega z drużyny.

Przeczytaj też: