Mieli abonament na wygrywanie Tour de France. Teraz będą ratować się przed katastrofą

Czy w czarnych strojach Sky z niebieskim pasem, czy w czarnych strojach Ineos z bordowymi dodatkami - grupa Michała Kwiatkowskiego zawsze była gwarancją sukcesu podczas Tour de France. A teraz, po raz pierwszy od 2012 roku i wygranej Bradleya Wigginsa, zdaje się stać na straconej pozycji jeszcze przed startem najważniejszego wyścigu w sezonie.

To jest grupa z manią zwyciężania. Dave Brailsford, szef ekipy, wszystko był w stanie podporządkować zwyciężaniu. Zanim jego drużyna zaczęła seryjnie wygrywać Tour de France, brytyjska kadra kolarska pod okiem Brailsforda zdobyła po osiem złotych medali igrzysk w Pekinie i Londynie. Doświadczenie z pracy w federacji szef Sky przeniósł na szosy. I choć musiał poczekać na efekty, to od 2012 roku jego zawodnicy aż siedmiokrotnie sięgnęli po zwycięstwo w wyścigu dokoła Francji. Nie udało się to tylko w 2014 roku, gdy w trakcie 5. etapu, po kolejnym upadku w trakcie tej edycji, z rywalizacji wycofał się Chris Froome. Wówczas telewizje całego świata powtarzały nagranie, na którym Brytyjczyk wsiada do auta swojej grupy, żegnając się z szansą na wygraną.

Zobacz wideo Marczyński: "Tour to bardzo stresujący i nerwowy wyścig"

Tak dobre rezultaty Chrisa Froome'a i całej grupy Sky nie wzięły się jednak znikąd. Brailsford, który jest miłośnikiem wszelkich nowych gadżetów, spędzał całe tygodnie na poszukiwanie szczegółów, które mogą sprawić, że jego grupa będzie jeszcze lepsza. To właśnie Brytyjczyk wychodził z założenia, że jeśli każdą część poprawi się o tylko jeden procent, to na końcu efekt będzie piorunujący. I nie chodziło w tym tylko o elementy ściśle związane z rywalizacją, czy sprzętem. Perfekcjonizm Brailsforda był posunięty do tego stopnia, że na wybrane wyścigi jego zespół zabierał własne materace, bo dobry sen i odpowiednią dietę uważał za podstawę sukcesu. Badał fazę REM snu swoich zawodników, a marzył jeszcze o strojach z wbudowanymi czujnikami, aby na bieżąco śledzić stan każdego z mięśni i odwodnienie organizmu i móc dopasowywać podawane kolarzom izotoniki.

Team Sky pod wodzą Brailsforda budował wieloletni projekt, który miał zrewolucjonizować kolarstwo m.in. pod względem zbierania i analizy danych. To właśnie w Team Sky Chris Froome dosięgnął kolarskiego nieba, czterokrotnie wygrywając w Tour de France. Przed nim w klasyfikacji liczby zwycięstw są tylko najwięksi kolarze w historii - Bernard Hinault, Eddy Merckx, Jacques Anquetil i Miguel Indurain. W budowaniu tego projektu nie przeszkodziło nawet niespodziewane wycofanie się telewizji Sky ze sponsorowania grupy - w jej miejsce bardzo szybko pojawił się Ineos, a chwilę potem kolejne zwycięstwa - m.in. w Tour de Yorkshire, Tour de Suisse, Tour de France czy Tour de Pologne.

Ineos także słynie z dbałości o detale

Ineos, który kontynuuje projekt Sky, choć na nieco innych warunkach, także słynie z ogromnej dbałości o detale. Wystarczy spojrzeć na projekt Ineos 1:59 Challenge, gdy Eliud Kipchoge przebiegł maraton w czasie poniżej 2h, jako pierwszy człowiek na świecie. Po pierwszej, nieudanej próbie, w drugiej pomyślano o wszystkim, co może pomóc Kenijczykowi w osiągnięciu celu. Wybrano dla niego park w Wiedniu, na trasie znaleźli się wspierający go bliscy, przez cały czas był wspierany przez najlepszych maratończyków i średniodystansowców, którzy mieli go osłaniać od wiatru. Kipchoge otrzymał także specjalne buty, stworzony w Szwecji izotonik, uważany za najlepszy w historii, podawany przez rowerzystów, a na trasie cały czas wyświetlana była linia, która wskazywała mu tempo pozwalające na złamanie bariery dwóch godzin. 

Katastrofa Ineosu w przededniu Tour de France

Nawet tak perfekcyjna machina czasem nie wystarczy, by uniknąć katastrofy w najmniej spodziewanym momencie. Wydawało się, że nic nie przeszkodzi w drodze po 6. zwycięstwo z rzędu w Tour de France. Egan Bernal, zwycięzca sprzed roku, Geraint Thomas, z 2018 roku i Chris Froome, czterokrotny zwycięzca, choć wracający po bardzo poważnym wypadku, który mógł zakończyć jego karierę. Mając trzech liderów w zespole, wspieranych przez znakomicie radzących sobie w górach zawodników, nie dało się nie ustawiać Ineosu w roli faworytów do wygranej. 

Sezon kolarski został jednak przerwany z powodu pandemii koronawirusa. Kolarze wrócili do ścigania z początkiem sierpnia, a Tour de France przeniesiono na 29 sierpnia. Czasu więc na sprawdzenie formy było niewiele, a szans na odzyskanie jej w razie złego początku właściwie wcale. Rzeczywistość dla Ineosu okazała się brutalna. Chris Froome jest cieniem nawet własnych pomocników - podczas Criterium Dauphine odpadał jako jeden z pierwszych zawodników swojej grupy, choć cały czas był chroniony przez swoich partnerów. Thomas ostatni test oblał - łącznie stracił blisko godzinę do zwycięzcy, którym był Daniel Felipe Martinez. Z kolei Bernal, który wyglądał na początku wyścigu bardzo dobrze, musiał wycofać się przed przedostatnim etapem z powodu bólu pleców, chcąc uniknąć problemów przed startem Tour de France.

Lider z przymusu

I choć decyzja była słuszna, okazuje się, że wcale nie uchroniła Ineosu przed masą kłopotów. Z trzech liderów na francuski wyścig, grupa nie może w pełni liczyć na żadnego. I choć Bernal znalazł się w składzie na Tour de France, w trybie awaryjnym wezwany został Richard Carapaz, pierwotnie przygotowywany do udziału w Giro d'Italia, gdzie miał bronić wygranej sprzed roku. Nie będzie miał jednak wyjścia - jeśli nie uda mu się włączyć do walki o zwycięstwo, Tour de France skończy się dla brytyjskiej grupy bardzo szybko, przypominając koszmar z 2014 roku. Wówczas nie udało się wygrać kolarzom Sky nawet jednego etapu, a w klasyfikacji generalnej najwyżej sklasyfikowany był Mikel Nieve, który zakończył rywalizację dopiero na 18. pozycji, ze stratą ponad 46 minut do Vincenzo Nibalego.

W pewien sposób będzie mógł liczyć na wsparcie Pavla Sivakova, który już pokazał, że potrafi walczyć na górskich etapach, jednak nie wydaje się być zdolnym do walki o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej trzytygodniowego wyścigu. Dlatego wraz z Michałem Kwiatkowskim może kluczowym pomocnikiem Carapaza w walce o wygraną, co w tym roku może być niezwykle trudne, biorąc pod uwagę możliwości rywali.

Z kolei Froome i Thomas mają do poważnej rywalizacji jeszcze powrócić. Chris, jak podkreślił Brailsford w oficjalnym komunikacie, jest legendą, której chcą jeszcze pomóc powrócić na szczyt, choć z końcem sezonu przechodzi do Israel Start-up Nation, gdzie powstaje nowa grupa. Start w Vuelta Espana ma dać mu dodatkowy czas na powrót do swojego najlepszego poziomu, bo zaczyna się dopiero 20 października. Z kolei Thomas za cel obrał przygotowanie do Giro d'Italia, rozpoczynającym się 3 października, gdzie miałby zostać pierwszym Walijczykiem, który sięgnie po zwycięstwa w dwóch Wielkich Tourach.