Zwycięzca TdP po upadku z wiaduktu ciągle powtarzał jedno słowo. "Gdy do niego dobiegłem, zdziwiłem się"

O koszmarnym wypadku Remco Evenepoela, zwycięzcy Tour de Pologne na wyścigu Il Lombardia opowiadał dyrektor sportowy jego zespołu, Geert van Bondt, który był jedną z pierwszych osób, jakie pojawiły się przy Belgu po jego upadku - Ruszał palcami rąk i nóg, mówił o bólu biodra i pachwiny. Nie był ranny w głowę, to cud - mówił dla gazety "Het Nieuwsblad".

Remco Evenepoel, który w fantastycznym stylu zwyciężył w tegorocznym Tour de Pologne, brał udział we włoskim klasyku Il Lombardia. Na 40 kilometrów przed metą miał fatalny upadek, który wykluczył go z dalszej rywalizacji na trasie włoskiego wyścigu. Evenepoel wypadł z drogi, uderzając o krawędź wiaduktu i spadł za barierkę. Kolarz wpadł do wąwozu przy zjeździe z Colma di Sormano do jeziora Como.

Zobacz wideo Straszny wypadek na Tour de Pologne. "Widziałem mnóstwo krwi na asfalcie"

Van Bondt: "Evenepoel nie ruszał się i wołał o pomoc"

To miejsce uważane przez zawodników za jedno z najtrudniejszych technicznie na światowych trasach kolarskich. Trzy lata temu w tym samym miejscu do wąwozu wypadali Lurens de Plus, Simone Petilli, Jan Bakelants czy Daniel Martinez. 

Evenpoel został przewieziony do szpitala w Como. Doznał złamania miednicy, co oznacza dla 20-latka koniec obecnego sezonu. Jedną z pierwszych osób przy kolarzu był dyrektor sportowy zespołu Belga, Deceunick-Quick-Step, Geert Van Bondt. - Byliśmy przestraszeni, gdy zniknął z naszych radarów, a GPS nie pokazywał jego pozycji. Mieliśmy nadzieję, że nic strasznego się nie wydarzyło, ale na moście był tylko jego rower. Gdy wyjrzeliśmy z wiaduktu, od razu go zobaczyliśmy. Nie ruszał się i wołał o pomoc - relacjonował van Bondt dla gazety "Het Nieuwsblad". 

"Ciągle powtarzał: przepraszam"

- Gdy do niego dobiegłem, zdziwiłem się, bo był aż za spokojny. Ruszał palcami rąk i nóg, mówił o bólu biodra i pachwiny. Kazał mi z nim zostać, odpowiadał na pytania. Nie był ranny w głowę, to cud. Z trudem przenieśliśmy go do karetki na noszach wraz z lekarzami. Musiałem myśleć tylko o tym, żeby go nie upuścić. W trakcie drogi do szpitala ciągle powtarzał: przepraszam. Od razu powiadomiłem o wypadku i stanie zdrowia Remco jego rodziców. Dla nich to też były bardzo trudne chwile - wskazywał van Bondt. 

Jak mówił van Bondt, Evenpoel ma złamaną miednicę, obite płuca i kość łonową. To dla niego koniec sezonu. - Nie obchodzi mnie, że nie pojedzie w kolejnych wyścigach, cieszę się, że Remco żyje. Mogliśmy mieć dwie śmierci w ciągu tygodnia - jego i Fabio. Myślisz, że w tym wszystkim chodzi o wygrywanie wyścigów, ale kiedy widzisz, jak twój zawodnik leci w przepaść, od razu o tym zapominasz - powiedział w niedzielę szef ekipy Deceunick-Quick-Step, Patrick Lefevere dla portalu sporza.be.

Przeczytaj także: