Groenewegen we łzach w pierwszym wywiadzie po kraksie: Nie jestem w stanie nawet dotknąć roweru

- Bardzo przepraszam, żałuję, nawet nie myślę o jeździe na rowerze przez najbliższe miesiące - mówi Dylan Groenewegen telewizji NOS w pierwszym wywiadzie po kraksie, którą spowodował na finiszu w Katowicach. W wypadku bardzo ucierpiał jego rodak Fabio Jakobsen. - Widziałem kolegów Fabio stojących wokół niego i widziałem, że nie jest dobrze.

- Moja wina. Bez żadnych wątpliwości. Zjechałem z obranej linii, tak nie wolno. Ale nigdy nie jest moją intencją skrzywdzenie rywali – mówi Groenewegen drżącym głosem. Do wywiadu z holenderską telewizją publiczną usiadł z opatrunkiem na obojczyku. To, że ma złamaną kość, dotarło do niego – jak mówi – dopiero wieczorem w dniu kraksy. – Myślałem tylko o Fabio i jego rodzinie. Mam nadzieję że on szybko wydobrzeje – mówi. W piątek Jakobsen został wybudzony ze śpiączki farmakologicznej, jego stan się poprawia. 

Zobacz wideo Straszny wypadek na Tour de Pologne. "Widziałem mnóstwo krwi na asfalcie"

„Barierki zaczęły fruwać. Upadłem. Widzisz, że koledzy z drużyny od razu otoczyli Fabio i że nie jest dobrze” 

O samym wypadku i swoim zachowaniu: odbiciu do prawej strony i wystawionym łokciu, który zablokował drogę Jakobsenowi, Groenewegen opowiada, że działał odruchowo, bez złych intencji. – A potem wszystko działo się tak szybko. Barierki zaczęły fruwać, upadłem. Zobaczyłem ogromne zamieszanie, słychać było nieprzyjemne rzeczy. Od razu widzisz, że nie jest za dobrze – wspomina Groenewegen, przerywając wypowiedzi płaczem. – Widzisz, że koledzy z drużyny od razu go otoczyli i że nie jest dobrze.  

Patrick Lefevere, szef grupy Deceuninck Quick-Step, w której ściga się Jakobsen, nazwał zachowanie Groenewegena próbą zabójstwa i grozi pozwami. Groenewegen został wykluczony z wyścigu, trwa postępowanie UCi w sprawie dalszych kar. – Wszyscy działamy teraz w emocjach, ja też. Taki jest jego wybór, nie mogę tego komentować – mówi Holender o słowach Lefevere’a. - Zapewniam, że nie zrobiłem tego świadomie. Że to się czymś takim skończyło, tego nie chciałem ani dla Fabio ani dla nikogo innego. 

Pozew o wypadek w wyścigu? Precedens z 1975 roku 

Belgijskie media (Deceuninck Quick-Step to belgijski zespół) przypominają, że była już taka sprawa w kolarstwie., która skończyła się przed sądem. W 1975 Jean Pierre Berckmans, jeden z pomocników słynnego Eddy’ego Merckxa, na sprinterskim finiszu jednego z wyścigów został wywrócony przez Holendra Marinusa Pijnena, gdy próbował go wyprzedzić. Doznał poważnych obrażeń głowy, jego dalsza kariera stanęła pod znakiem zapytania. Pozwał Pijnena a sąd uznał, że Pijnen zachował się na tyle nierozważnie, że nie można użyć argumentu: Berckmans startując w wyścigu zaakceptował ryzyko wypadku. Sąd przyznał pozywającemu rację. – Przypadek Groenewegena może być zakwalifikowany jako świadome działanie i wtedy w belgijskim prawie byłyby podstawy do wytoczenia sprawy – mówi Johnny Maeschalck, prawnik specjalizujący się w prawie sportowym, w rozmowie z „Het Laatste Nieuws”. 

Grupa Groenewegena, Jumbo-Visma, zapowiedziała że do czasu zakończenia postępowania UCI nie będzie wystawiać swojego sprintera w żadnych wyścigach. – Nawet teraz nie dotykam roweru. A sprinterskie finisze już w ogóle wydają mi się teraz odległe. Nie będę mógł nawet pomyśleć o kolarstwie przez najbliższe miesiące. A co będzie później, zobaczymy.