- Moja wina. Bez żadnych wątpliwości. Zjechałem z obranej linii, tak nie wolno. Ale nigdy nie jest moją intencją skrzywdzenie rywali – mówi Groenewegen drżącym głosem. Do wywiadu z holenderską telewizją publiczną usiadł z opatrunkiem na obojczyku. To, że ma złamaną kość, dotarło do niego – jak mówi – dopiero wieczorem w dniu kraksy. – Myślałem tylko o Fabio i jego rodzinie. Mam nadzieję że on szybko wydobrzeje – mówi. W piątek Jakobsen został wybudzony ze śpiączki farmakologicznej, jego stan się poprawia.
O samym wypadku i swoim zachowaniu: odbiciu do prawej strony i wystawionym łokciu, który zablokował drogę Jakobsenowi, Groenewegen opowiada, że działał odruchowo, bez złych intencji. – A potem wszystko działo się tak szybko. Barierki zaczęły fruwać, upadłem. Zobaczyłem ogromne zamieszanie, słychać było nieprzyjemne rzeczy. Od razu widzisz, że nie jest za dobrze – wspomina Groenewegen, przerywając wypowiedzi płaczem. – Widzisz, że koledzy z drużyny od razu go otoczyli i że nie jest dobrze.
Patrick Lefevere, szef grupy Deceuninck Quick-Step, w której ściga się Jakobsen, nazwał zachowanie Groenewegena próbą zabójstwa i grozi pozwami. Groenewegen został wykluczony z wyścigu, trwa postępowanie UCi w sprawie dalszych kar. – Wszyscy działamy teraz w emocjach, ja też. Taki jest jego wybór, nie mogę tego komentować – mówi Holender o słowach Lefevere’a. - Zapewniam, że nie zrobiłem tego świadomie. Że to się czymś takim skończyło, tego nie chciałem ani dla Fabio ani dla nikogo innego.
Belgijskie media (Deceuninck Quick-Step to belgijski zespół) przypominają, że była już taka sprawa w kolarstwie., która skończyła się przed sądem. W 1975 Jean Pierre Berckmans, jeden z pomocników słynnego Eddy’ego Merckxa, na sprinterskim finiszu jednego z wyścigów został wywrócony przez Holendra Marinusa Pijnena, gdy próbował go wyprzedzić. Doznał poważnych obrażeń głowy, jego dalsza kariera stanęła pod znakiem zapytania. Pozwał Pijnena a sąd uznał, że Pijnen zachował się na tyle nierozważnie, że nie można użyć argumentu: Berckmans startując w wyścigu zaakceptował ryzyko wypadku. Sąd przyznał pozywającemu rację. – Przypadek Groenewegena może być zakwalifikowany jako świadome działanie i wtedy w belgijskim prawie byłyby podstawy do wytoczenia sprawy – mówi Johnny Maeschalck, prawnik specjalizujący się w prawie sportowym, w rozmowie z „Het Laatste Nieuws”.
Grupa Groenewegena, Jumbo-Visma, zapowiedziała że do czasu zakończenia postępowania UCI nie będzie wystawiać swojego sprintera w żadnych wyścigach. – Nawet teraz nie dotykam roweru. A sprinterskie finisze już w ogóle wydają mi się teraz odległe. Nie będę mógł nawet pomyśleć o kolarstwie przez najbliższe miesiące. A co będzie później, zobaczymy.