Czy bariery zawiniły przy wypadku Jakobsena w Katowicach? "Zabrakło odruchu obronnego"

Rok temu Bjorg Lambrecht uderzył podczas Tour de Pologne w betonowy przepust i zmarł, teraz Fabio Jakobsen leży w szpitalu po tym, jak wpadł w bariery przed katowickim Spodkiem. Czy da się zabezpieczyć wyścig kolarski tak, by kolarze nie tracili na trasie zdrowia, a czasem i życia? Środowisko kolarskie nawołuje do zmian, ale pewnych ograniczeń przeskoczyć się nie da.

Gdy w ubiegłym roku Bjorg Lambrecht na początku etapu z Chorzowa do Zabrza, w pozornie niegroźnej sytuacji, wypadł z drogi i uderzył w betonowy przepust, wiele osób zastanawiało się, dlaczego taki przepust nie został osłonięty bądź odpowiednio oznaczony. Wówczas dyskusja zakończyła się stwierdzeniem, że niemożliwe jest zabezpieczenie każdego przepustu znajdującego się na trasie, bo takie są obecnie przy wjeździe do niemal każdego domu. Innym argumentem było stwierdzenie, że nie dało się przewidzieć takiego wypadku na tak wczesnym etapie rywalizacji, gdy peleton jechał z prędkością ok. 35 km/h.

Po wypadku, w którym bardzo poważnie ucierpiał Fabio Jakobsen, dyskusje o organizacji wyścigów powróciły, dotycząc tym razem zabezpieczeniu finiszu. Zdaniem całkiem sporej grupy zagranicznych kolarzy - byłych i obecnych - i komentatorów kolarstwa, Jakobsen mógłby ucierpieć znacznie mniej, gdyby organizatorzy bardziej przyłożyli się do kwestii bezpieczeństwa.

"Nie tylko Groenewegen powinien zostać obarczony winą za ten wypadek"

Hiszpańska "Marca" posunęła się krok dalej. Nacho Labarga, dziennikarz hiszpańskiej gazety, stwierdził wprost w swoim felietonie, że "nie tylko Groenewegen powinien zostać obarczony winą za ten wypadek". - Nie tylko Groenewegen musi zapłacić za ten koszmar, który, jak ufamy, będzie miał szczęśliwe zakończenie. Nadszedł czas, aby kolarze naprawdę zjednoczyli się, aby organizacje i poszczególne wyścigi bardziej zwracały uwagę na zdrowie zawodników, a nie na spektakl - napisał Labarga.

Organizatorzy odpowiadają na ataki. "Nie było żadnego wystającego elementu"

Przemysław Niemiec, będący na Tour de Pologne dyrektorem ds. trasy i bezpieczeństwa, mówi, że każdy wyścig kolarski jest obecnie zabezpieczany w ten sam sposób. - Nie było żadnego elementu wystającego na pas jezdni, trasa była przygotowana zgodnie z wymogami UCI. Nie było innych możliwości. Z naszej strony trasa została odpowiednio zabezpieczona - podkreślił Niemiec. - Prędkość była ogromna i siła uderzenia była bardzo duża, bo było widać, jak rowery fruwały w powietrzu. Potrzebna byłaby dużo wyższa bariera, ale też trudno przewidzieć, jak by się zachowała. Bariery były prawidłowo zamontowane i zabezpieczone, ale siła uderzenia zrobiła swoje. Konsekwencje wszyscy doskonale widzieli - dodał.

Czesław Lang też zwraca uwagę, że organizatorzy otrzymują normy od UCI, zgodnie z którymi muszą zabezpieczyć trasę i trudno pod tym względem zrobić coś więcej. - W okolicach mety nie ma luźnych banerów, które pod wpływem wiatru mogą się wychylać. Są płotki, ustawione pod skosem, o które nie można w żaden sposób zahaczyć. Z kolei sztywne płyty zamontowane do nich sprawiają, że nic nie może się bujać. Płotki są ustawione na zapinkach, które amortyzują upadki, jeśli kolarz w nie uderzy. To miało wielki wpływ i w tej sytuacji. Można to łatwo porównać do jazdy samochodem: jakie będą skutki uderzenia w drzewo, które stoi sztywno, a jakie wpadnięcia w żywopłot - podkreślił dyrektor Tour de Pologne.

Włoskie media zwracają uwagę, że pomimo zachowania Groenewegena, który wcisnął Jakobsena w barierki, te nie powinny z taką łatwością się rozczepić w momencie uderzenia. Jako przykład podaje się sytuację z Tour de France, gdy doszło do wypadku z udziałem Petera Sagana i Marka Cavendisha: ten drugi przesunął się po barierach i wylądował na asfalcie.  - Przy upadku Cavendisha na Tour de France za barierami stali jeszcze ludzie i prawdopodobnie to oni zamortyzowali jego upadek. Bardzo trudno powiedzieć, dlaczego w środę bariery zachowały się inaczej - przyznał Przemysław Niemiec.

Lang: Zabrakło odruchu obronnego ze strony Jakobsena

Z kolei zdaniem Czesława Langa, bariery spełniły swoje zadanie, tylko zabrakło odruchu obronnego ze strony Jakobsena. - Przy takiej prędkości, bo kolarze jechali ponad 70, może nawet 80 km/h, bariery zachowały się dobrze. Wystarczy spojrzeć, że Fabio ma cały kręgosłup, rdzeń nie został przerwany, czaszka jest nienaruszona. Niestety, ma zmasakrowaną twarz. W tym wypadku zabrakło jego odruchu, że nie puścił kierownicy. Gdy sam byłem zawodnikiem, całe zimy trenowaliśmy odruch, że gdy na pewno upadniesz, puszczasz kierownicę. Wtedy łokcie, barki masz porozwalane, ale głowa jest ochroniona - tłumaczy dyrektor Tour de Pologne.

- Fabio całe uderzenie zebrał na twarz, ale miał w tym wypadku dużo szczęścia. To młody chłopak, jako sprinter dobrze umięśniony. Gdyby w tym samym miejscu wypadł drobny kolarz, np. nasz Rafał Majka, to możliwe, że nie byłoby co zbierać. Szczęście w nieszczęściu, że stał tam nasz sędzia, który zebrał na siebie część tego uderzenia. Ten wypadek mógł skończyć się o wiele gorzej - dodał Lang.

Czas na zmianę zabezpieczeń w kolarstwie? Są gotowe pomysły

A może to UCI powinna przemyśleć swoje standardy zabezpieczeń? Po serii groźnych upadków zmieniono bariery, z których wystawały elementy podstawy, na lekko pochylone, bez wystających elementów. Kolejnym krokiem miałyby być dmuchane bandy, znane m.in. z torów żużlowych. Opór przed ich wprowadzeniem był początkowo bardzo duży. Obecnie jednak nikt nie wyobraża sobie rywalizacji żużlowców bez takich band.

- UCI [Międzynarodowa Unia Kolarska - przyp.red.] nie chce dmuchanych elementów przy trasie. Na Tour de France był przypadek, gdy dmuchana brama na kilometr przed metą zawaliła się na kolarza (to był incydent z udziałem Adama Yatesa - red.), dlatego UCI chce się z pomysłów takich bram wycofywać. UCI potwierdziła, że przyjrzy się wczorajszemu wypadkowi i wyciągnie odpowiednie konsekwencje wobec kolarza, bo to był jego ewidentny faul. Pamiętajmy, że sprinter nie może w ostatniej fazie finiszu zmieniać toru jazdy. Groenewegen zaczynał finisz ze środka jezdni, a gdzie skończył, to wszyscy doskonale widzieliśmy. Nie dość, że zmienił tor jazdy, to jeszcze w ostatniej fazie pomógł sobie łokciem, gdzie już ewidentnie przyblokował Jakobsena i doprowadził do jego upadku - przyznał Niemiec, jednoznacznie twierdząc, że dmuchanych band prędko nie zobaczymy w kolarstwie.

- To raczej nie przejdzie. Gdyby tak restrykcyjnie podchodzić do kwestii bezpieczeństwa, to Paryż - Roubaix nie mógłby istnieć, podobnie jak górskie wyścigi. Kolarze zjeżdżają z góry, pędząc 100 km/h, nie widząc niczego za zakrętem. Zawsze przecież może się zdarzyć, że nieodpowiedzialny człowiek będzie chciał przebiec. Kolarz musi mieć psychikę komandosa i czasem wszystko rzucić na jedną kartę - podkreślił z kolei Czesław Lang.

Kolarze nawołują UCI do wprowadzenia zmian

Organizacja zrzeszająca wszystkich kolarzy zawodowych (CPA) napisała list do UCI i organizatorów Tour de Pologne, w którym nawołuje do dokładnego zbadania wypadku i jego konsekwencji. Celem ma być zwiększenie bezpieczeństwa kolarza w strefie mety i chęć zapobiegnięcia podobnym wypadkom w przyszłości. Na szczęście stan Fabio Jakobsena się poprawia, lekarze w piątek wybudzili go ze śpiączki.

Przeczytaj także: