Bjorg Lambrecht zawsze się spóźniał, a teraz się pospieszył. I to o jakieś 60 lat

- Bjorg Lambrecht wszystko gubił i zawsze się spóźniał. A teraz się pospieszył. I to o jakieś 60 lat - piszą we wspomnieniach belgijscy dziennikarze zajmujący się kolarstwem. Lambrecht zginął w poniedziałek w wypadku na trasie Tour de Pologne.

 Marczyński o wypadkach w kolarstwie. "Trochę skóry zostawiłem na asfalcie"

Zobacz wideo

"Śmierć jedzie z nami zawsze. Śmierć Fabio Casartellego na zjeździe z przełęczy Portet d’Aspet w Tour de France 1995 czuło się jeszcze w Tourze rok później. - O śmierci się nie rozmawia - odpowiadał mi po roku świadek tamtego wypadku Johan Muuseuw. Wtedy jeszcze znałem go słabo. Ale nawet gdy poznaliśmy się lepiej, musiałem zrozumieć, że nie chciał opowiadać. O śmierci nie chciał rozmawiać ani on, ani Lance Armstrong, kolega Casartellego z zespołu. Śmierć cały czas cicho podąża za peletonem, przybierając różne formy i przebrania, żeby nagle zaatakować z całą siłą. Wouter Weylandt odjechał nam na zjeździe z włoskiej przełęczy, której imienia nie chcę już znać. Frederik Nolf nie obudził się w hotelu w Katarze. Rob Goris zmarł we śnie, gdy przyjechał na Tour w odwiedziny, Antoine Demotie w wypadku podczas Gent-Wevelgem. Mój przyjaciel Kristof Goddaert został na treningu potrącony przez autobus, z najgorszymi możliwymi konsekwencjami. A rok temu Michael Goolaerts, ten zawsze uśmiechnięty Michael Goolaerts, zmarł, bo serce nie wytrzymało podczas wyścigu jego marzeń, Paryż-Roubaix. Wyścig i śmierć. Wiesz, że to się może wydarzyć. Ale za każdym razem ziemia usuwa ci się spod nóg. I teraz jeszcze Bjorg Lambrecht" - pisze Guy Van Den Langenbergh z "Het Nieuwsblad" po śmiertelnym wypadku na trasie Tour de Pologne.

Kolarstwo, narodowy sport Belgów. Pełen tragedii.

W Belgii kolarstwo jest sportem narodowym, ardeńskie klasyki są dla Belgów jak dla nas weekendy ze skoczkami w Zakopanem i Wiśle. I każdy belgijski dziennikarz kolarski pisał już jakieś ostatnie pożegnanie z bliskim sobie kolarzem, który odszedł zbyt wcześnie. Tylko w ostatnich pięciu latach odeszło przedwcześnie, w różnych okolicznościach, dziesięciu belgijskich kolarzy. Gdyby wziąć ostatnią dekadę, to trzeba będzie doliczyć jeszcze m.in. Franka Vandenbroucke, który wygrywał na szosie najważniejsze klasyki, ale w życiu ciągle przegrywał ze swoimi demonami. I jeszcze wspomnianego Weylandta, który obok Casartellego pozostaje najbardziej pamiętną ofiarą wielkich tourów z ostatnich dziesięcioleci. Ta przełęcz, której nazwy Van Den Langenbergh nie chce pamiętać, to Passo del Bocco, z Giro 2011. Od tej pory nikt już w Giro nie pojedzie z numerem 108, z którym zjeżdżał tam Weylandt. Reanimacja przy trasie nic nie dała. A to była już epoka obowiązkowych kasków, wprowadzonych po tym, jak w wyścigu Paryż-Nicea zginął Kazach Andriej Kiwilew. Weylandt był obiecującym sprinterem, dobrze znanym z Tour de Pologne, stawał na podium etapów, był nawet krótko w 2006 liderem całego wyścigu. A niedługo, 30 sierpnia, minie pięć lat, od kiedy na przejeździe kolejowym zginął wracający na rowerze z imprezy Igor Decraene. Osiemnastoletni mistrz świata juniorów w jeździe na czas. Wielka nadzieja Belgów. Tak jak Bjorg Lambrecht.

Bjorg Lambrecht, kieszonkowy wspinacz

W poniedziałek, w dniu wypadku w Tour de Pologne na pierwszej stronie "Het Nieuwsblad" było wielkie zdjęcie świętującego Remco, "dla którego nie ma granic". Remco Evenepoela, zwycięzcy Clasica San Sebastian. Jednego z tych młodych, na których szalejąca na punkcie kolarstwa Belgia miała oprzeć swoją przyszłość. A we wtorek trzeba było na pierwszych stronach dać pożegnanie Bjorga Lambrechta. "Kieszonkowego wspinacza" – jak go nazywa "Het Belang van Limburg", "Małego króla z Knesselare", który miał zawsze największy bałagan w bagażach, gubił smartfony i na wszystkie spotkania i wywiady się spóźniał. "A teraz pierwszy raz się nie spóźnił, teraz się pospieszył o jakieś 60 lat" - pisze Bram Vandecapelle, inny kolarski komentator "Het Nieuwsblad". "Ledwie tydzień po wielkich radościach w Tour de France, z czterema wygranymi etapami, grupę Lotto-Soudal dopadło największe możliwe nieszczęście. Belgia traci jednego z najbardziej utalentowanych kolarzy, tego, który miał uprzykrzać życie Eganowi Bernalowi" - pisze "Het Belang van Limburg".

"Zapytajcie Egana Bernala. On też pewnie zapyta: dlaczego Bjorg Lambrecht? Dlaczego z takimi konsekwencjami?"

"Wiesz, czym jest piekło? Piekło to są wyprzedaże w sklepach, gdy najmniejszy rozmiar u dorosłych jest dla ciebie za duży, a największy u dzieci – za mały. Ale co mam poradzić? Jestem mały, mam tylko dwa kilogramy tłuszczu i wąskie biodra po mamie" - opowiadał kiedyś Lambrecht w wywiadzie z Vandecapellem. Był drobny jak dziecko (miał 168 cm wzrostu), stworzony do ścigania się w górach. "Egan Bernal wygrał właśnie Tour de France. Egan Bernal ma 22 lata i całą przyszłość przed sobą. Jego największym rywalem w wyścigach młodych kolarzy, gdy droga pięła się pod górę, był Bjoerg Lambrecht, niecałe cztery miesiące młodszy. Cieniutka jest linia między wielkim sukcesem a pechem nie do nazwania, między łzami radości i łzami żałoby. Zresztą zapytajcie Egana Bernala. A on też pewnie zapyta: dlaczego? Dlaczego Bjorg? Dlaczego z takimi konsekwencjami?" – pisze Van Den Langenbergh.

"Teraz ciebie pogrzebią. Nie wiem, kto będzie przemawiał. Ale wiem, co powie: Bjorg Lambrecht był najlepszy"

Kiedyś Lambrechta zapytano, czy nie chciałby być Bernalem, Kolumbijczykiem, mieszkać tam sobie na wysokościach i mieć dzięki temu lepszą wydolność. – Nie lubię bananów – uśmiechnął się. - Chyba jednak lepiej być europejskim kolarzem. Jak myślisz, ile razy Egan widzi swoich rodziców? Wolę trenować z widokiem na wieże kościelne Knesselare – mówił. Jego Knesselare we Flandrii, gdzie nie ma nawet 10 tysięcy mieszkańców, ale wyścigi kolarskie są niemal co miesiąc. Brat babci Lambrechta, Jozef Timmerman, był zawodowym kolarzem. Idolem Bjorga. Zmarł w 2018 roku, a Bjorg mówił na jego pogrzebie, że to był najlepszy kolarz, którego znało Knesselare. Mimo że to już była wtedy nieprawda. "Niedługo ciebie pogrzebią. Nie wiadomo, kto będzie przemawiał. Ale wiemy, co powie: że Bjorg Lambrecht był najlepszym kolarzem, którego znało Knesselare" - pisze Vandecapelle. "I najbardziej roztargnionym kolarzem też".