Wielkie rozczarowanie we Francji. Takiej szansy na wygraną w TdF dawno nie mieli

Francuzi czekają na zwycięstwo w Tour de France od 1985 roku i triumfu Bernarda Hinault. Wydawało się, że w niedzielę na Polach Elizejskich, będą mogli wreszcie wiwatować na cześć ich triumfatora. Ostatnie 3 dni walki okazały się jednak wielkim rozczarowaniem dla "trójkolorowych".
Zobacz wideo

Francuzi od 1985 roku oczekują zwycięstwa rodzimego kolarza w Tour de France. Odkąd Bernard Hinault po raz piąty w karierze odebrał puchar za wygraną, żaden z francuskich zawodników nie jest w stanie wjechać na Pola Elizejskie w żółtej koszulce lidera. W tegorocznej edycji aż dwóch zawodników z Francji niemal do końca liczyło się w walce o triumf w klasyfikacji generalnej, jednak to Egan Bernal, 22-letni Kolumbijczyk z Teamu Ineos, w niedzielę wpisze się po raz pierwszy na listę zwycięzców największego kolarskiego wyścigu na świecie.

Julian Alaphilippe dopiero 5. na TdF

Julian Alaphilippe odkąd przejął koszulkę lidera na 3. etapie po śmiałym ataku tuż przed metą, dwoił się i troił, aby dowieźć ją do Paryża. Wykorzystywał nadarzające się okazje do powiększania przewagi nad rywalami, zaskoczył wszystkich wygrywając jazdę indywidualną na czas i przed trzema decydującymi etapami miał ponad półtorej minuty zapasu nad drugim w klasyfikacji generalnej Geraintem Thomasem. W międzyczasie zjednał sobie serca kibiców, m.in. oddając żółtą koszulkę lidera przemarzniętu chłopcowi, stojącemu blisko podium. Najwyższe góry tegorocznego Tour de France zweryfikowały jednak jego możliwości, przez co Alaphilippe będzie musiał pogodzić się z zajęciem 5. miejsca na koniec rywalizacji.

Drugi francuski faworyt rozczarował

Francuzi mieli jednak jeszcze drugiego "asa w rękawie". W grupie faworytów znajdował się Thibaut Pinot, który zdążył pokazać, że jest w stanie urwać w górach najsilniejszych kolarzy tegorocznego wyścigu. Gdyby nie zła strategia ekipy na 9. etapie, na którym Francuz stracił aż minutę i 40 sekund do czołówki, gdy Team Ineos i Deceuninck-QuickStep wykorzystali wiatry, aby rozerwać peleton, Pinot znajdowałby się w znakomitej sytuacji, żeby być pierwszym francuskim kolarzem, który przełamie niemoc i sięgnie po końcowy triumf. Zdołał jednak odrobić większość strat i przed 18. etapem tracił do drugiego w klasyfikacji Thomasa zaledwie 15 sekund.

Czwartek okazał się jednak dniem niebywale pechowym i dla Pinota. Na jednym ze zjazdów, ratując się przed upadkiem, uderzył mocno udem o kierownicę, przez co wieczorem miał ogromne kłopoty z chodzeniem. Dzień później ból okazał się zbyt duży, aby kontynuować jazdę i Francuz musiał wycofać się dwa dni przed końcem rywalizacji. Do auta ekipy wsiadał zalany łzami, zdając sobie sprawę, przed jak wielką szansą na zwycięstwo stał. 

Lepszej okazji na wygraną w Tour de France Francuzi już dawno nie mieli. Zabrakło na starcie Chrisa Froome'a, który powoli wraca do zdrowia po fatalnym upadku na Criterium du Dauphine. Vincenzo Nibali, Fabio Aru, bracia Yates - oni byli daleko od optymalnej dyspozycji i szybko zanotowali ogromne straty w klasyfikacji generalnej. Podobnie jak trójka czołowych zawodników ekipy Movistar - Nairo Quintana, Alejandro Valverde i Mikel Landa. W tej sytuacji podwójne zwycięstwo odnotował zespół Ineos, choć porównując jego siłę do poprzednich lat (gdy startowali jeszcze jako Team Sky), był w tegorocznej edycji o kilka klas gorszy. Na kolejną tak dobrą okazję na triumf Francuzi będą musieli zapewne poczekać co najmniej kilka lat. Chyba, że Pinot wreszcie uniknie pecha, który go prześladuje podczas rywalizacji na francuskich szosach.