Mś w Pruszkowie. Ogromny wypadek podczas wyścigu kobiet. Justyna Kaczkowska: "Do teraz nie wiem, jak doszło do kraksy" [WIDEO]

Mistrzostwa świata w kolarstwie torowym Pruszków 2019. Podczas jednego z wyścigów kobiet doszło do ogromnej kraksy. Wśród poszkodowanych zawodniczek była Justyna Kaczkowska. Mimo okoliczności, wyścigu nie przerwano.
Zobacz wideo

Mś Pruszków 2019. Wypadek podczas scratchu kobiet. Justyna Kaczkowska nie ukończyła wyścigu

W środę na torze w Pruszkowie odbył się wyścig w scratchu kobiet (40 okrążeń, pierwszy na mecie wygrywa). Wśród 23 zawodniczek znalazła się reprezentantka Polski – Justyna Kaczkowska. Na dwa okrążenia przed metą, przy dużej prędkości kolarek, doszło do olbrzymiej kraksy. Relację wideo z tego zdarzenia zobaczycie poniżej.

Jako pierwsza przewróciła się Dunka – Amalie Dideriksen, a po niej upadło kolejnych 9 zawodniczek. Mimo tak poważnie wyglądającej kraksy, organizatorzy nie przerwali wyścigu. Do mety jako pierwsza dojechała Brytyjka Elinor Barker i zdobyła złoty medal mistrzostw świata.

Do teraz nie wiem, jak doszło do kraksy. Justyna Kaczkowska o wypadku podczas Mś w Pruszkowie

Na szczęście żadna uczestniczek wyścigu nie doznała poważniejszych obrażeń. O nieprzyjemnym doświadczeniu na torze w Pruszkowie opowiedziała w rozmowie z Europsportem Justyna Kaczkowska: „Do teraz nie wiem, jak doszło do kraksy. Dopiero na telewizyjnych powtórkach ją obejrzałam. Rzadko się zdarza, żeby aż tyle zawodniczek upadło w tej samej chwili [...].Uratowało mnie to, że byłam na końcu całego zamieszania i nie uderzyłam o tor, a wpadłam na inne rowery. W ten sposób zamortyzowałam swój upadek. Wyglądało to groźnie, ale - poza stłuczeniami - nie odniosłam poważnych obrażeń – powiedziała Kaczkowska. O rozmiarach kraksy niech świadczy stan roweru reprezentantki Polski. Jej pojazd złamał się na pół, a zniszczeniu uległy też: siodełko, pedały i koło. 

Jak dodała zawodniczka, paradoksalnie większa prędkość na torze może uchronić przed groźniejszą kontuzją: „Gdy kraksy dzieją się przy dużej prędkości, to mimo wszystko są bezpieczniejsze. Przy około 60 km/h, jak wtedy jechałyśmy, upadek "rozkłada się", sunie się po powierzchni. Paradoksalnie częściej dochodzi do złamań przy mniejszych prędkościach, więc ma to znaczenie – powiedziała kolarka w rozmowie z Eurosportem.